– Niestety osoby zarządzające sklepami często traktują powierzone im obiekty jak coś, co ma wytrzymać „do jutra”. Bo jak traktować zakup i stosowanie najgorszej chemii do czyszczenia posadzek, tak złej, że niszczy powierzchnie. Wiele razy spotkałem się ze stwierdzeniem kupców, że muszą obniżać ceny zakupowe, by wykazać się przed przełożonymi, udowodnić, że walczą, starają się, coś robią. I wykazują się – cena zakupowa spada, ale kosztem zniszczonej lub niszczonej systematycznie posadzki – dodaje Mikołajczyk.

Jak mówi, koszt jej wymiany lub renowacji jest wielokrotnie wyższy niż poczynione wcześniej oszczędności. Tyle tylko, że przedsięwzięcie to jest odsunięte w czasie, a często ma miejsce już „za innego kupca”. Efekt jest też taki, że wzrastają sumaryczne koszty całego sprzątania, bo jeśli chemia nie zdaje egzaminu w usuwaniu zabrudzeń, potrzeba więcej ludzi do sprzątania czy wydłużenia pracy maszyn. – Tylko że tego nie widać w kosztach zakupu… Takie pozorne oszczędności wpływają również na rosnące wydatki na serwis maszyn. Urządzenia niszczą się, gdy używa się tanich, nieodpowiednich środków chemicznych. Efekty całego sprzątania są gorsze, a brudny sklep to nie tylko ryzyko zakażeń, ale przede wszystkim spadku liczby klientów. Dziś nikt nie chce kupować w brudzie, nawet w sklepach dyskontowych. Konsumenci oczekują pewnych standardów. Koszty ich utraty i reputacji na rynku są trudne do wyliczenia – ubolewa.

– Niestety zdecydowanie nie ma też trendu w kierunku „zielonego sprzątania” sklepów, o którym się mówi. Jest raczej odwrotnie. Ekologiczne technologie są droższe od tradycyjnych. Trudno więc połączyć optymalizację kosztów z myśleniem proekologicznym. Na rynku są dostępne technologie redukujące stosowanie szkodliwych środków chemicznych, a czasami nawet je eliminujące. Proponując takie rozwiązania, spotkałem się z argumentacją, że „nie da się, bo sprawdzają nam pH w zbiornikach wody w maszynach i jeśli stwierdzają, że brak tam chemii, tną nam wynagrodzenie. Nie mam więc ani siły, ani ochoty przekonywać ich, że ta technologia właśnie zakłada NIEużywanie chemii”. Wnioski? Miało być taniej – jest drożej, miało być czyściej – jest brudniej, miało być zielono – nie jest – podsumowuje Mikołajczyk.