Polacy wydają więcej, a kupują mniej

Analitycy tłumaczą wzrost cen bądź kryzysem bądź wzrostem cen energii i paliw. Przede wszystkim Polska miała długą, a więc kosztowną zimę. Potem przeszły przez kraj dwie powodziowe fale porywające z prądem nie tylko oszczędności, ale też uprawy. Truskawek było tyle, co na lekarstwo, bo wiosna była kapryśna i zimna. W szczycie wyjątkowo krótkiego sezonu kosztowały około 4,5 zł za kilogram, by szybko zakończyć tegoroczny wysyp na 8 zł. Pomidory w czerwcu i lipcu po 6,50 zł – to też tegoroczne anomalia. Powinny być o połowę tańsze – ale rosną w szklarniach, a te dłużej potrzebowały drogiego ciepła. Tymczasem odnotowaliśmy kolejne plagi: rosnące ceny prądu, gazu, ciepła, paliw. Te podwyżki przemysł rolny i spożywczy przerzuca na klientów. Za to płacą głównie gospodarstwa domowe – choć nie musiałyby.

– Każdy przedsiębiorca powinien zastanowić się nad zmianą sprzedawcy i efektywnością energetyczną. To dwa najważniejsze instrumenty obrony na rynku energii elektrycznej – akcentuje Mariusz Swora, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Niestety, przedsiębiorcy z reguły tego nie robią. Duzi – negocjują ceny prądu, drobni – prowadzący sklepy, bary, zakłady usługowe, hotele, biura podróży, posiadający taksówki i autobusy – przerzucają koszty na klientów. A mają co przerzucać – w tym roku po raz kolejny wzrosła płaca minimalna, a za taką oficjalnie pracuje się w małych firmach.

Reklama

SCF 2017 Spring 1-15.12.2016