Marek Szostak, dyr. strategiczny, Funk‘n’Soul

Ostatnimi czasy mamy do czynienia z wyraźnym przyrostem zarówno biorców jak i dawców franczyzowych. Nie zawsze są to transakcje, które można nazwać efektywną symbiozą.

Musimy pamiętać o kilku zasadach, które pozwolą nam osiągnąć wspólny sukces. Po pierwsze specjalizacja – im potencjalny klient franczyzowy lepiej zna branżą, tym jego szanse na powodzenie rosną. Dlatego, podobnie jak przy zatrudnianiu nowych pracowników, szukajmy najlepszych w branży. Nie od dziś wiadomo, że czynnik ludzki to istotny element udanego biznesu.

Kolejnym ważnym czynnikiem udanej franczyzowej układanki jest miejsce sprzedaży. Nie otwierajmy sklepów za wszelką cenę. Huraoptymizm w połączeniu z chaotyczną ekspansją może zaprowadzić nas w ciemny zaułek, który zakończy się deficytową pułapką, a na taką – przypadku sieci opartej głównie na franczyzie – nie można sobie pozwolić.

Kreując rozwój marki odzieżowej, która w ostatnim roku uruchomiła ponad 40 salonów depozytowych, mogę śmiało powiedzieć, że jeśli będziemy mądrze działać, mamy szanse rozwinąć sieć, umocnić markę i zwiększyć obrót o co najmniej 40 proc. (wpływa na to w dużej mierze bezpośredni, bieżący nadzór właścicielski franczyzobiorcy, który mówiąc wprost pilnuje swojego biznesu na co dzień lepiej niż my moglibyśmy nadzorować salon własny oddalony czasami setki kilometrów).

W naszym przepisie na franczyzowy sukces potrzebnych jest jeszcze kilka składników. Pamiętajmy o adekwatnym zatowarowaniu we właściwym czasie. Warto pomyśleć o tak zwanym stock balansie, który umożliwi nam efektywną rotację towaru między salonami. Także uważne wsłuchiwanie się w lokalne wskazówki naszych franczyzobiorców pozwoli nam zoptymalizować wyniki sprzedażowe. Na koniec zadbajmy, aby nie rozmył się nasz wizerunek, dzięki któremu stajemy się coraz bardziej atrakcyjni zarówno dla franczyzobiorców, jak i klientów detalicznych naszych produktów.