Pomysł stworzenia nowych przepisów – Kodeksu Dobrych Praktyk Handlowych zrodził się w ministerstwie gospodarki. Regulacja miała być odpowiedzią na zgłaszane do resortu nieprawidłowości w relacjach dostawców z sieciami handlowymi. Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, spotkał się z przedstawicielami sieci handlowych oraz przedsiębiorcami, którzy dostarczają im produkty żywnościowe. Jak poinformowało ministerstwo, główne zarzuty dotyczyły nadmiernego wykorzystywania przez wielkie sieci dystrybucyjne silnej pozycji negocjacyjnej w kontaktach z partnerami handlowymi. Stąd pomysł na napisanie kodeksu dobrych praktyk.

Urzędowy nadzór
Przedsiębiorcy do ministerialnej propozycji podeszli nieufnie. – Uważamy, że należy dołożyć starań, by osiągnąć równoważność praw i obowiązków stron, ekwiwalentność usług na rzecz dostawców i dobrowolność decyzji w sprawie wspierania sprzedaży. Nie zgadzamy się jednak z poglądem, by dążyć było trzeba do urzędowego nadzoru w zakresie przestrzegania powyższych zasad. Tym bardziej nie uważamy, by konieczne było sięgnięcie po środki ustawowe jako środek ich zapewnienia – oświadczyła Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji.

Pomysł ustanowienia urzędowego nadzoru w zakresie przestrzegania równości praw i obowiązków stron umów handlowych poparła natomiast Rada Gospodarki Żywnościowej, działająca przy Ministrze Rolnictwa i Rozwoju Wsi. – RGŚ postuluje dodatkowo o doprowadzenie w polskim porządku prawnym do równości warunków wynikających z obowiązku terminowego rozliczania transakcji podmiotów produkcji i obrotu towarowego pod rygorem konsekwencji finansowych. Jednocześnie RGŚ stoi na stanowisku, że jakiekolwiek rozwiązania ustawowe lub samoregulacyjne nie mogą w żaden sposób ingerować w zasady wolnego rynku ani dyskryminować żadnego z uczestników łańcucha żywnościowego. Nie mogą też zaburzać warunków konkurencji i konkurencyjności – dodała RGŚ w swoim stanowisku w sprawie zasad współpracy producentów i przetwórców żywności z dystrybutorami detalicznymi.

Pierwsza wersja do poprawki
Gotowy projekt w pierwszej wersji został opublikowany w maju tego roku. Już w pierwszym punkcie kodeks zobowiązywał strony (czyli odbiorców i dostawców) do uczciwego i rozważnego działania z poszanowaniem interesów wszystkich uczestników łańcucha żywnościowego. Kodeks zakazywał też nadużywania przez którąkolwiek ze stron pozycji rynkowej celem wymuszenia jednostronnie korzystnych warunków handlowych.
Kogo tak naprawdę dotyczyły przygotowane przez resort gospodarki przepisy? Projekt definiował dostawców jako rynek zaopatrzenia w artykuły spożywcze i inne artykuły konsumpcyjne, a odbiorców – jako przedsiębiorstwa handlowe reprezentujące tzw. nowoczesny kanał dystrybucji (HSD – hipermarkety, supermarkety i sklepy dyskontowe) oraz sieci handlowe realizujące obroty w wysokości min.1 miliarda rocznie.

Kodeksowa regulacja miała dotyczyć ściśle określonego obszaru, czyli rynku zaopatrzenia w artykuły spożywcze i inne artykuły konsumpcyjne wchodzące w skład asortymentu dostępnego w sieciach handlowych. Jedną z istotniejszych kwestii było ustalenie, że termin płatności dla każdego dostawcy nie może być dłuższy niż 30 dni od daty realizacji dostawy. Oprócz warunków płatniczych, projekt regulował także politykę rabatową, zasady sprzedaży pod marką własną odbiorcy, kwestię odpadów, jak również zasady reklamacji, zwrotów czy odmowy przyjęcia towaru.

Aby przepisy kodeksu były przestrzegane, ministerstwo gospodarki zaproponowało ustanowienie specjalnego rzecznika. Do jego zadań należałoby przyjmowanie skarg, wniosków, ankietowanie stron i pełnienie funkcji mediatora w ewentualnych sporach.

Przygotowany w resorcie projekt został w maju rozesłany do przedstawicieli dostawców i odbiorców. Rozpatrując nadesłane uwagi, ministerstwo przygotowało właśnie nowy projekt Kodeksu Dobrych Praktyk Handlowych. – Nowa wersja w znacznym stopniu uwzględnia uwagi, które zostały zgłoszone przez przedstawicieli dostawców oraz odbiorców w odpowiedzi na przesłaną im pierwszą wersję Kodeksu. Ze względu na fakt, że Kodeks ma stanowić samoregulację, której celem jest wyeliminowanie nieprawidłowości w relacjach między dostawcami a odbiorcami, autorzy projektu starali się tak ukształtować treść Kodeksu, aby w jak największym stopniu uwzględniała ona interesy obu stron, a jednocześnie, aby zapisy pozwalały na swobodne kształtowanie stosunków umownych w ramach tych relacji – poinformował nas Wydział Prasowy Ministerstwa Gospodarki.

Zbiór zasad postępowania
Główne zmiany w stosunku do pierwszej wersji projektu obejmują m.in. wprowadzenie jednoznacznego zapisu, wskazującego, że Kodeks stanowi zbiór zasad postępowania w relacjach między sieciami i dostawcami oraz usunięcie zapisów dotyczących ogólnych warunków handlowych, mających stanowić podstawę lub wzór do uregulowania poszczególnych elementów współpracy dostawców i odbiorców na rzecz ogólnych zasad postępowania w ramach tej współpracy.

Projekt zawiera także wskazania, jakie postanowienia musi zawierać umowa ( np. warunki płatności, zasady polityki rabatowej, zasady potrącania wierzytelności, kwestie logistyki, itp.), pozostawiając ich treść do umownego ustalenia przez strony, przy uwzględnieniu obowiązującego prawa. Chodzi o to, by strony zawarły umowę dotyczącą całości ich współpracy, która obejmuje obok sprzedaży lub dostawy, tylko te elementy współpracy, które mają charakter ekwiwalentny i są określone proporcjonalnie do wartości sprzedaży.
Projektowane przepisy przewidują również utworzenie ogólnie dostępnego wykazu sygnatariuszy kodeksu oraz wprowadzenie znaku jakości dla przestrzegających kodeksowe zapisy. Okres dostosowania dotychczasowych umów do postanowień kodeksu, wynosić będzie 6 miesięcy. – Propozycja ministerstwa gospodarki nie jest idealna. Ale lepszy taki kodeks niż jego brak – komentuje Jan Rakowski, prezes Kongregacji Przemysłowo-Handlowej. – Każda grupa przedsiębiorców, czy określone środowisko biznesowe, powinno mieć wypracowane zasady dobrych praktyk. Relacje między dostawcą a odbiorcą powinny być unormowane. W ten sposób wiemy, czy z danym przedsiębiorcą warto współpracować czy nie. Jeśli nie przestrzega on zasad dobrej współpracy, to nawet gdy jego notowania na rynku są bardzo dobre, z góry wiadomo, że jest on nierzetelny i nie warto podejmować z nim współpracy.

Dowolna interpretacja
Jan Rakowski podkreśla jednocześnie, że promowany przez ministerstwo kodeks, choć jest potrzebny, nie rozwiąże wszystkich problemów w relacjach między dostawcami a odbiorcami. – W regulacji musiałyby się znaleźć szczegółowe definicje handlowe, w tym np. czym jest marża. Bez określenia takich podstawowych pojęć, dochodzimy do momentu, w którym każdy przedsiębiorca będzie interpretował kodeks na swoją korzyść – podsumowuje Jan Rakowski, prezes KPH.