Firma zaplaciła 76 mln euro za przejęcie obiektu

Chwilę później nastąpił kryzys, który wszystkie popełnione błędy bezlitośnie obnażył. Wiele, zwłaszcza małych galerii do dziś walczy, by odbudować stabilizacją biznesową. Tylko, że dzisiaj najemcy są bardziej nieufni, nie wystarcza im już nakreślana przez inwestorów świetlana wizja przyszłości galerii. Najemcy bardzo świadomie ograniczają wchodzenie do danych placówek. W tej sytuacji nie ma już znaczenia nawet wielkość miasta, w którym działa galeria.

Błędem, jaki popełniają obydwie strony jest brak zdefiniowania profilu oferty danego centrum handlowego, na poziomie doboru najemców oraz ich oferty produktowej. Okazuje się zatem, że niektóre sklepy nie są w pełni dopasowane do wymogów rynku i trudno im utrzymać oczekiwany poziom przychodów.

Poza tym konsumenci też mają swoje przyzwyczajenia i np. mimo wprowadzenia nowej galerii w ich miejscowości, wolą na zakupy wyjechać do sąsiedniego, większego miasta. Nieważne, że ich galeria ma bardzo podobnie profilowaną ofertę do okolicznych centrów. Ale duże miasta kuszą również innymi atrakcjami – szerszym zapleczem usługowym, gastronomicznym, rozrywkowym, zlokalizowanym już poza samą galerią handlową. Dlatego lokalnym graczom trudno czasem się przebić.

Na szczęście rynek dojrzewa i staje się coraz bardziej świadomy. Sytuacja, wprawdzie wolno, ale zaczyna zmieniać się na lepsze. Na efekt przemian będziemy jednak musieli poczekać jeszcze kilka lat, bo skuteczne mogą być tu tylko działania długofalowe.