Na opracowanej przez Jones Lang LaSalle liście polskich miast, gdzie nadal istnieje duża przestrzeń do zagospodarowania przez deweloperów znalazły się także Głogów, Chełm, Tomaszów Lubelski, Stalowa Wola. Galerii handlowych brakuję również w takich miastach jak Łomża, Bełchatów, Mielec, Tczew, Biała Podlaska, Ełk, Ostrołęka, Zawiercie oraz Starachowice.

Tego typu miaejscowości mogą być bardzo atrakcyjne nie tylko dla deweloperów, ale i samych sieci handlowych. Niezagospodarowane jeszcze przestrzenie mniejszych rynków tworzą pole do ekspansji dla firm handlowych zwłaszcza z sektorów modowych.

Jednak, zdaniem twórców raportu, brak nowoczesnej powierzchni handlowej w postaci obiektów z dominującą rolą powierzchni handlowych jest widoczny również w większych miastach. W Lublinie, konurbacji Katowickiej, ale także w Trójmieście również brakuje „dobrych” powierzchni handlowych.

– Polskie miasta różnią się pod kątem siły nabywczej mieszkańców oraz stopniem nasycenia powierzchnią handlową. Aglomeracja warszawska – największy i najbardziej zamożny rynek w kraju, chociaż posiada największą podaż powierzchni handlowej ma stosunkowo niski poziom nasycenia w porównaniu do innych, mniejszych miast. Średnie i małe rynki charakteryzują się sporą indywidualnością – komentuje Anns Bartoszewicz-Wnuk z Jones Lang LaSalle. – Dwa miasta o porównywalnej wielkości, jak np. Rzeszów i Olsztyn diametralnie różnią się pod kątem relacji – siła nabywcza a nasycenie. Rzeszów ma niższą siłę nabywczą od Olsztyna a jednocześnie jeden z najwyższych współczynników nasycenia powierzchnią handlową w kraju – dodaje.