Zdaniem Marka Noetzela, starszego negocjatora, associate w dziale powierzchni handlowych firmy Cushman & Wakefield klienci bardzo szybko zauważają brak food courtów lub sytuacje, gdy on źle działa lub jest źle zorganizowany. – Najważniejsza jest lokalizacja i w miarę możliwości – nastrój, choć trudno o niego, gdy obok przelewają się tłumy – tłumaczy Noetzel. W opiniach klientów zyskuje zatem ciekawy widok – dobrze też, aby okna wychodziły na południowy-wschód. Sprawdzonym rozwiązaniem są również przeszklone sufity, zainstalowane nad częścią foodcourtu.

– Galerie handlowe zlokalizowane w centrach miast generują większy obrót między poniedziałkiem a czwartkiem. Szczególnie jest to widoczne w połowie dnia. To przecież pora lunchu dla wielu urzędników z okolicznych biur. Ale centra handlowe leżące poza miastem mają swoje rush hours. Tam tłumy odwiedzających pojawiają się przede wszystkim w weekendy. Foodcourt w Polsce nie jest jeszcze docelowym miejscem wypraw, tak jak dzieje się to w przypadku niektórych marek handlowych – komentuje Marek Noetzel z firmy Cushman & Wakefield.

Natomiast wydatki klientów na spędzanie wolnego czasu rosną powoli, jednak – jak zaznacza Noetzel – stosunkowo systematycznie.