Stephan Groht, założyciel i właściciel Grupy elbfonds

W najbliższym czasie elbfonds skupi się przede wszystkim na realizacji centrum handlowego w Szczecinie. marcredo Center Szczecin będzie retail parkiem o powierzchni najmu około 14 tys. mkw. Kolejno w planach spółki są realizacje obiektów handlowych w Piekarach Śląskich oraz w Kutnie. O ocenę polskiego rynku centrów handlowych prosimy Stephana Grohta, założyciela i właściciela Grupy elbfonds.

Jak przebiega komercjalizacjach tych projektów?

Obiekty w Szczecinie i Piekarach są w większości wynajęte. Stopień komercjalizacji tych dwóch inwestycji sięga blisko 70 proc. Prowadzimy natomiast rozmowy z kolejnymi kluczowymi najemcami dla nowych planowanych przez nas obiektów.

Kiedy zatem rynek doczeka się nowej powierzchni handlowej?

– marcredo Center Szczecin zostanie oddane do użytku w grudniu 2013 roku. Z kolei centra handlowe w Piekarach Śląskich i Kutnie planujemy otworzyć na wiosnę 2014 roku.

Jak ocenia Pan polski rynek centrów handlowych? Czy Pana zdaniem jest tu jeszcze miejsce na nowe obiekty?

– Polska jest bardzo atrakcyjnym dla inwestora rynkiem, choć istotnie nasycenie nowoczesną powierzchnią handlową jest wysokie głównie w dużych i średnich miastach takich jak Warszawa, Poznań, Wrocław. elbfonds Development znalazł lukę i skupia się głownie na mniejszych polskich miejscowościach. Optymalne dla nas są miasta liczące od 20 tys. mieszkańców, gdzie w mojej opinii brakuje nowoczesnej powierzchni handlowej. Przykładem jest Ciechanów, który w obrębie 50 km nie miał obiektu handlowego z prawdziwego zdarzenia. Obecnie do naszego centrum funkcjonującego od blisko roku (otwarcie w listopadzie 2012 r.) przyjeżdżają nie tylko klienci z liczącego około 45 tys. mieszkańców miasta, ale także ludzie z okolicznych miejscowości. Odwiedzalność obiektu w Ciechanowie to obecnie średnio ok. 160 tys. osób w miesiącu.

Jak ocenia Pan rynek najemców i współpracę z polskimi sieciami handlowymi?

– Polskie sieci handlowe to główni najemcy w naszych centrach handlowych. Bardzo dobrze oceniamy współpracę np. z siecią polskich delikatesów Piotr i Paweł. Ta poznańska firma jest przez nas bardzo ceniona. Tym bardziej, że w Niemczech nie ma takiego odpowiednika i podobnego konceptu. Podobnie pozytywnie oceniam współpracę z mocną Grupą LPP. Mamy już kilka umów podpisanych z tą spółką i prowadzimy rozmowy dotyczące obecności sklepów tej sieci w naszych kolejnych obiektach handlowych.

Czy polski rynek może liczyć na debiuty niemieckich sieci handlowych w budowanych przez Pana obiektach? Czy Pana zdaniem niemieckie sieci są zainteresowane wejściem do Polski?

– Dla wielu niemieckich sieci handlowych jest już trochę za późno na wejście na polski rynek.  Szczególnie dotyczy to tego typu obiektów, które my budujemy. Owszem, prowadziliśmy rozmowy z działającą na całym świecie niemiecką siecią dyskontową oraz dużą niemiecką siecią marketów budowlanych. Te sieci mają jednak swoje wymogi, które nie są przystosowane do polskich realiów. Przykładowo znana niemiecka sieć dyskontowa wymaga by dostęp do sklepu miało minimum 30 tys. osób, które mogą na piechotę dotrzeć do centrum handlowego. To oznacza, że ta sieć bierze pod uwagę tylko duże miasta. Podobne wymagania ma wcześniej wspomniana, duża niemiecka sieć marketów budowlanych, z którą także prowadziliśmy rozmowy. Ich zapotrzebowanie to min. 15 tys. mkw. powierzchni handlowej, co w przypadku naszych obiektów jest nieosiągalne lub trudno osiągalne. Podsumowując, może te marki by chciały zaistnieć na nowych rynkach, ale w Polsce nie ma dla nich lub jest niewiele odpowiednich formatów.