Grzegorz Pękalski, prezes Libra Project

Zdaniem Grzegorza Pękalskiego, prezesa firmy Libra Project rozwój rynku e-commerce spowodował niewielkie zmiany na rynku centrów handlowych. Jego zdaniem nieliczni najemcy posiadający sklepy online zdecydowali się na zmniejszanie powierzchni salonów stacjonarnych.

– Rzeczywiście można zauważyć, że rynek e-commerce wpłynął na ekspansję niektórych najemców. Kiedyś sieć Empik wynajmowała 500 mkw., teraz sieć wynajmuje lokale mierzące 350 mkw. czy nawet stworzyła specjalny koncept mierzący 150 mkw., bo prowadzi sprzedaż online. Celem operatorów, którzy zaczęli zmniejszać powierzchnie salonów, jest nie tylko rozwój e-commerce, ale także strategia polegająca na otwieraniu dużej liczby sklepów w mniejszych miejscowościach. Z kolei główni gracze na rynku elektroniki, testują obecnie takie sklepy, w których można zamawiać  produkty przez internet. Gdzie sklep zamiast 1000 czy 2000 mkw. ma 100-200 mkw., asortyment w nich jest bardzo ograniczony, ale za to można zamawiać niedostępne produkty przez internet. Więc jedyna bardzo widoczna zmiana w centrach handlowych z powodu rozwoju e-commerce, to zmniejszanie się powierzchni sklepów z elektroniką – mówi w rozmowie z Retailnet Grzegorz Pękalski, prezes Libra Project.

– Według mnie rynek e-commerce w Polsce nie ma jeszcze żadnego wpływu na rozwój centrów handlowych. Decyzje inwestycyjne podejmuje się na podstawie historii, a nie prognozowanej przyszłości. Wiadomo przecież, że prognozy mogą, ale nie muszą się spełnić. Jednak wszyscy znaczący deweloperzy zaczynają analizować, co się może zdarzyć za kilka lat. W Polsce handel detaliczny online stanowi 3 proc. obrotów w całym handlu, a jest to jeszcze znikomy procent. Biorąc pod uwagę, że na przykład w Austrii sprzedaż online stanowi 10 proc. całej sprzedaży. Możemy oczekiwać, że w ciągu najbliższych pięciu lat, część handlu przeniesie się do internetu. Trzeba jednak pamiętać, że są branże łatwiejsze do przeniesienia do internetu, jak na przykład elektronika, książki, muzyka. Ale są wciąż branże, które trudniej jest przenieść do sieci, a stanowią 70 proc. najemców większości centrów handlowych. Oczywiście mówię tutaj o modzie – dodaje.

Zdaniem Grzegorza Pękalskiego klienci firm odzieżowych wciąż znacznie chętniej kupują w sklepach stacjonarnych. Zależy im bowiem na tym, by móc swobodnie przymierzyć odzież i sprawdzić z jakich materiałów jest wykonana. Za to do sprzedaży w sieci przekonały się sieci spożywcze.

– Sprzedaż produktów spożywczych dość łatwo przeniosła się do internetu. Właściwie każdy z operatorów spożywczych ma już sklep internetowy. Jedne sklepy dowożą artykuły do klienta, inne ponadto umożliwiają odbiór zakupów w sklepie. Sprzedaż produktów spożywczych obecnie najbardziej rozwija się w internecie – twierdzi Grzegorz Pękalski.

– Jeśli chodzi o sklepy odzieżowe online, to trudno nie dostrzec faktu, że powstają zaawansowane programy umożliwiające sprawdzenie w internecie jak nasza sylwetka będzie wyglądała w wybranym przez nas ubraniu, ale wciąż większość klientów woli osobiście przymierzyć ubranie w sklepie. Trend na sklepy online można poniekąd porównać ze sprzedażą katalogową, która była popularna swego czasu choćby w Niemczech. Klienci wtedy zamawiali również produkty, których wcześniej nie widzieli. Ta sprzedaż była powszechna, ale też nigdy nie zajęła znaczącej części rynku, a teraz już właściwie nie istnieje. Można więc założyć, że sprzedaż internetowa dojdzie do pewnego poziomu i przejmie pewną część rynku a potem zatrzyma się. Nie wydaje mi się, żeby sprzedaż tradycyjna była zagrożona. W Polsce rynek detaliczny wciąż rośnie. Rozwój handlu internetowego w najbliższych latach na pewno nie wpłynie negatywnie na rozwój handlu w sklepach stacjonarnych – mówi prezes Libra Project.