Antony Cowen, Jatomi Fitness Group: klub fitness genaratorem footfallu

Antony Cowen, dyrektor generalny Jatomi Fitness Group

Antony Cowen, dyrektor generalny Jatomi Fitness Group

O znaczeniu, jakie dla generowania w centrach handlowych footfallu mają najemcy z branży klubów fitness i potencjale polskiego rynku rozmawiamy z Antony Cowen, dyrektorem generalnym Jatomi Fitness Group.

– Ostatnio informowaliśmy czytelników Retailnet.pl o planach rozwoju na rynku polskim dwóch nowych operatorów klubów fitness: szwedzkiej sieci klubów czynnych 24 godziny na dobę i wzorowanej na brytyjskich konceptach sieci, która wprowadza na polski rynek sieć niemalże samoobsługowych klubów fitness o niskich opłatach. Czym polski rynek przyciąga zainteresowanie sieci z tej branży?

– Najwięksi gracze już weszli do Polski, a mimo to rynek ten daleki jest od nasycenia. Penetracja polskiego rynku może być określona na 2,5 – 3 proc. populacji korzystającej z usług klubów fitness. W USA odsetek ten wynosi 16, w Holandii 14, a w Wielkiej Brytanii 12 proc. W moim rodzinnym mieście w Angli w Stafford liczącym 55 tysięcy mieszkańców funkcjonuje 12 klubów. W Polsce jest więc miejsce na kolejne kluby –  większość konsumentów oczekuje, że ich najbliższy klub fitness znajdzie się w zasięgu 10 minut jazdy samochodem z domu. W Polsce wszystko zmienia się bardzo szybko. Kiedy przyjechałem tu sześć lat temu nie widziałem prawie nikogo biegającego. Kiedy mieszkałem przy Krakowskim Przedmieściu i wychodziłem biegać to ludzie się ze mnie śmiali. Teraz mieszkam przy Polu Mokotowskim i widzę wielu biegaczy. W Polsce mamy także coraz częściej do czynienia z otyłością i to generuje popyt na nasze usługi – możliwość aktywności fizycznej przez cały rok, pod dachem, gdzie jest ciepłu i sucho – a to jest bardzo ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę klimat Polski. Duży potencjał na rynku polskim mają kluby niskokosztowe, które dobrze rozwijają się w USA i Wielkiej Brytanii – chociaż należy zaznaczyć, że wraz z wychodzeniem gospodarek tych krajów z kryzysu konsumenci mają wyższe oczekiwania i wracają do formuł oferujących obsługę na wyższym poziomie. Polski nie postrzega się jako kraju Europy Wschodniej, a bardziej jako Europy Centralnej. Polska jest też dobrze postrzegana dzięki temu, że nie przechodziła recesji. Kolejne firmy zainteresowane są wejściem na polski rynek, bo obserwują nasz intensywny rozwój, chociaż do tej pory w związku z tym nie podejmowaliśmy intensywnych działań PR-owych. Mamy już 67 klubów w 6 krajach.

Czy kluby fitness nie są traktowane przez centra handlowe, jako wypełniacze pustej, nie sprzedanej powierzchni handlowej?

– To prawda, że my często wynajmujemy powierzchnię, której nikt nie chce. Z drugiej strony proszę spojrzeć na najemców z naszej branży jako magnesy przyciągające klientów. W Złotych Trasach generujemy 12 tys. wizyt w tygodniu. Najwięcej klientów mamy od poniedziałku do czwartku. Największy ruch jest w styczniu, kiedy są wyprzedaże. 65 proc. naszych członków to kobiety – a one lubią robić zakupy. Operatorzy centrów handlowych zrozumieli ostatnio, że potrzebują genarotora footfallu. Klienci odwiedzają nas przeciętnie 2,5 raza na tydzień i po skończeniu zajęć robią zakupy. Sklepy w centrach handlowych powinny nas lubić. Po otwarciu naszego klubu w jednej z warszawskich galerii najemca napisał do nas: “Dzięki Bogu, że się pojawiliście”.

Czy jesteście jakoś inaczej niż inni najemcy traktowani przez developerów np. pod względem długości umowy?

– Zazwyczaj podpisujemy umowy na 20 lat. Pamiętajmy, że ponosimy dużą inwestycje na aranżację lokalu.  Żeby otworzyć nowy klub trzeba ok. 3,5 miliona Euro.

 

Reklama

SCF 2017 Spring 1-15.12.2016