Siemacha: dodatni bilans po stronie galerii

ks. Andrzej Augustyński, prezes Stowarzyszenia Siemacha

ks. Andrzej Augustyński, prezes Stowarzyszenia Siemacha

Rozmowa z ks. Andrzejem Augustyńskim na temat rozwoju placówek Stowarzyszenia Siemacha na terenie centrów handlowych.

Com-com, czyli połączenie tego, co jest „community” i tego co ma charakter „commercial”, to istota obecności Siemachy w centrach handlowych. Co jest spoiwem łączącym te dwie wartości?

– Zabrzmi to górnolotnie, ale to człowiek i jego potrzeby. Fundamentalną ludzką potrzebą jest potrzeba przynależności, bycia częścią większej całości. Tej potrzeby nie można zrealizować poprzez zredukowanie człowieka do roli konsumenta. Każdy z nas chce współtworzyć świat, w którym żyje. Czynimy to poprzez pracę, życie rodzinne, przyjaźnie, rozwijanie zainteresowań, pomaganie innym. Naszą intencją było zaistnienie w przestrzeni galerii handlowej z ofertą, która w kreatywny sposób angażuje młodych ludzi. W ten sposób wzrasta ich rola i znaczenie, a galeria zyskuje nowy wymiar i funkcję.

Teoria jest prosta: to, co społeczne, powinno być w symbiozie z tym, co biznesowe. Ale w praktyce często są one w opozycji. Jak to zmienić?

– Punktem wyjścia jest zrozumienie, że w istocie są to światy komplementarne. Człowiek twórczy i aktywny jest także lepszym klientem. Ogłupianie konsumentów jest drogą do gospodarczej katastrofy. Harmonijne dojrzewanie wszystkich, co mieści się w pojęciu zrównoważonego rozwoju, stwarza warunki do wzrostu aspiracji każdego z nas. Prof. Antoni Kępiński mówił, że „kto nie buduje, ten musi burzyć”. Nie ma celniejszej puenty i lepszego drogowskazu. Albo więc zaprosimy stojących z boku do współtworzenia, albo będą sypać piach w tryby tworzonych bez ich udziału społecznych konstrukcji.

Wydaje się, że po pierwszym okresie rozwoju Siemachy w centrach handlowych, w ostatnim czasie ta idea znalazła się w impasie. Z czego to wynika?

– To problem ze zbudowaniem modelu, który pozwala na uzyskanie skali. W ciągu ostatnich czterech lat otworzyliśmy cztery placówki Siemachy w kooperacji z galeriami handlowymi w Krakowie, Tarnowie, Rzeszowie i Kielcach. Każda z nich powstawała w innych okolicznościach. Wymagało to zastosowania różnych sposobów implementacji naszych idei. Wówczas Rafał Sonik dostrzegając potencjał rozwojowy projektu zaoferował mi pomoc w jego multiplikacji. Był przekonany o możliwości otwarcia nawet setki placówek Siemachy w galeriach. Zaczęły się poszukiwania osoby, która mając doświadczenie w budowaniu sieci komercyjnych potrafiłaby przenieść je na grunt projektu społecznego. Nie udało się. Kandydaci po zapoznaniu się ze złożonością problemu rezygnowali.

Dzisiaj w obszarze centrów handlowych partnerami Siemachy są wyłącznie polscy przedsiębiorcy. Dlaczego tak jest?

– Są mocniej osadzeni środowiskowo i w ślad za tym bardziej wyczuleni na kwestie społeczne. To także kwestia łatwiejszego dostępu do osób decyzyjnych i wspólnej kulturowej przynależności. Każdy kto zetknął się z działalnością naszych placówek i naocznie przekonał o efektach ich działalności będzie ich zwolennikiem. Nierzadko najpierw musi wyzbyć się negatywnych stereotypów na temat organizacji społecznych, słabych, nieudolnych, roszczeniowych. Siemacha działa zgodnie z ideami przedsiębiorczości społecznej, a więc łączy silne poczucie misji z umiejętnym stosowaniem biznesowych narzędzi. To sprawia, że świetnie rozumiemy się z przedsiębiorcami. Raz rozpoczęty dialog rozwija się korzystnie dla obu stron.

Gdzie jest wąskie gardło, które blokuje wejście Siemachy do centrów handlowych?

– Myślę, że najwęższy odcinek tego gardła mamy już za sobą. Kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy podnosiłem kwestię wprowadzenia oferty społecznej do centrów handlowych natrafiałem na reakcje pełne niezrozumienia. Specjaliści od „footfallu” uznawali to za zawracanie głowy, ortodoksyjni antykonsumpcjoniści reagowali świętym oburzeniem. Dzisiaj nie dość, że zmalały kontrowersje, to przekonanie o społecznej misji centrów handlowych wydaje się obejmować coraz szersze kręgi osób mających wpływ na ich kształt i funkcjonowanie. Idea jest następująca: centra handlowe stają się centrami miejskimi, a to oznacza, że nie tylko robimy w nich zakupy, ale spędzamy czas wolny i poszukujemy atrakcyjnej rozrywki. W konsekwencji różnice między placami miejskimi a galeriami handlowymi coraz bardziej się zacierają. Nadszedł więc czas na partnerstwo publiczno-społeczno-prywatne. Właściciele galerii handlowych, lokalne samorządy i organizacje społeczne powinny wypracować dobre praktyki, służące realizacji celów wszystkich partnerów. W tym kontekście kwestia obecności młodych ludzi w galerii jest wyjątkowo znacząca. To grupa wymagająca najwyższej uwagi i zaopiekowania w interesie wszystkich. Korzyści wynikające z takiej inwestycji są ewidentne i policzalne.

Jaki jest optymalny model zarządzania placówkami Siemachy w centrach handlowych?

– Potrzebny jest lokal o powierzchni ok. 500 mkw. Duża powierzchnia jest wymagana ze względu na liczebność grupy i różnorodność oferty. Z naszych doświadczeń wynika, że małe środowiska są niestabilne, dlatego placówki Siemachy to społeczności co najmniej 100-osobowe. W nich pojawiają się liderzy, którzy spełniają rolę rówieśniczych wzorców. Oni są lokomotywą tej społeczności. Miejsce musi być atrakcyjne pod kątem oferty. Pracownie muzyczna, taneczna, komputerowa, plastyczna, modelarnia, studio nagrań są silnym magnesem dla młodzieży i stanowią wielki potencjał do współpracy z zarządzającym galerią. Placówka to także oferta edukacyjna i pomoc psychologiczna, a nade wszystko przestrzeń zdobywania umiejętności społecznych. Wielu spośród jej wychowanków może z czasem rozpocząć w galerii karierę zawodową. Pozostaje jeszcze kwestia finansowania bieżącej działalności. Przy założeniu, że lokal oferowany jest nieodpłatnie miesięczny koszt wynosi ok. 50 tys. zł. Składają się na niego koszty organizacji zajęć (wynagrodzenia prowadzących zajęcia, materiały), media, wyżywienie, atrakcje dodatkowe, wyjazdy. Dobrze jeśli istotna część tych kosztów jest pokrywana z dotacji lokalnego samorządu. Środki przyznawane są w trybie konkursu na prowadzenie placówki nazywanej placówką wsparcia dziennego. Pozostałe środki pochodzą od darczyńców i z własnej działalności gospodarczej np. organizacji imprez lub działalności reklamowej.

Spójrzmy na Wasz sztandarowy projekt w Tarnowie, przy Gemini Park. Jak wygląda bilans tej placówki. Z punktu widzenia Siemachy i właściciela galerii.

– Bilans jest absolutnie dodatni zarówno po stronie Siemachy, jak i galerii. Duży i atrakcyjny budynek znajdujący się tuż obok galerii został zbudowany specjalnie na potrzeby Siemachy. Mieści się w nim placówka dla dzieci i młodzieży tzw. Siemacha Spot z bogatą ofertą zajęć, jak również ogólnodostępny klub fitness z siłownią i saunami. Przychody z prowadzonej tam działalności gospodarczej zasilają budżet placówki. Siemacha przy Gemini to wizerunkowy wyróżnik, dowód społecznego zaangażowania Rafała Sonika i okazja do owocnej współpracy przy organizacji dużych wydarzeń. W tym roku np. z naszej inicjatywy IV etap Tour de Pologne wystartował spod Gemini Park w Tarnowie. Tego samego dnia odbył się wielki turniej piłkarski pod patronatem i przy udziale Jerzego Dudka. Było to prawdziwe sportowe święto.

Rozmawiał Radosław Rybiński

Reklama

SCF 2017 Spring 1-15.12.2016