Paul Chami, właściciel salonów optycznych Paris Optique
Paul Chami, właściciel salonów optycznych Paris Optique

O planach rozwoju Paris Optique, relacjach pomiędzy najemcami a wynajmującymi oraz preferencjach polskich konsumentów redakcja Retailnet.pl rozmawia z Paulem Chami, właścicielem sieci salonów optycznych Paris Optique.

Ile planujecie docelowo posiadać sklepów Paris Optique?

– W tym momencie uważam, że istnieje miejsce dla 50-60 salonów Paris Optique. Natomiast za 5 lat możemy zrewidować te plany. Rozwój sieci salonów jest uzależniony od wielu czynników rynkowych, jak koniunktura gospodarcza, czy siła nabywcza konsumentów. Koncept Paris Optique jest postrzegany jako droższy, dlatego na dzień dzisiejszy jesteśmy ograniczeni do dużych miast.

Rynek w dużych miastach powoli się już nasyca centrami handlowymi, czy w perspektywie następnych lat nie wykluczacie otwierania sklepów w mniejszych obiektach handlowych jak parki handlowe, czy centra outletowe?

– Prowadzimy już sklep centrum outeletowym – Fashion House w Piasecznie i tam mamy bardzo dobre obroty. Pomimo tego, że nasza główna działalność opiera się na sprzedaży detalicznej, jesteśmy również hurtownikiem i dystrybutorem. Centra wyprzedażowe są dla nas ważne, bo możemy tam wprowadzać końcówki serii różnych marek.

Czy myślicie o franczyzie?

– Wszystkie nasze salony to punkty własne i nie planujemy wprowadzać oferty franczyzowej. Mieliśmy bardzo dobre predyspozycje do rozpoczęcia biznesu związanego z franczyzą. Kilkanaście lat temu byliśmy drugim co do wielkości hurtownikiem w Polsce, a sieć dystrybucji była bardzo szeroka i wówczas mogliśmy zamienić ją na franczyzę. Jednak uważam, że biznes franczyzowy jest bardzo trudny.

Czy jeśli wchodzicie do centrum handlowego, nie przeszkadza wam obecność innych sieci optycznych?

– Każda sieć handlowa chciałaby działać bez konkurencji, która jest zarówno w centrach handlowych, jak i w intrenecie.

Jak Pan ocenia relacje pomiędzy najemcą, a właścicielem lub zarządcą centrum handlowego?

– Obecnie można uzyskać sensowne warunki najmu lokalu i widać większą pokorę ze strony właścicieli centrów handlowych. W przypadku naszej sieci przyczyn jest kilka. Funkcjonujemy na rynku od dłuższego czasu, mamy stabilną sytuację, brand jest rozpoznawalny. Ponadto jesteśmy pewnym najemcą, a na to zwracają szczególną uwagę galerie.

W jakich cyklach rocznych zmieniacie ofertę produktową w salonach?

– Poszczególne brandy wprowadzają rocznie jedną nową kolekcję okularów przeciwsłonecznych i korekcyjnych. W zależności od producenta zmienia się to w proporcjach 30 proc. do 70 proc. nowości. Na ogół im droższa marka tym częściej zmienia się oferta. Na przykład Givenchy lub Roberto Cavalli, aby uzasadnić swoją cenę musi rocznie zmienić kolekcję około 70-80 proc., żeby kojarzyć się z nowoczesnym, innowacyjnym i luksusowym produktem, który podąża za trendami. Do naszych sklepów na przełomie marca i kwietnia wprowadzamy nowe kolekcje okularów przeciwsłonecznych. Modele te sprzedajemy cały sezon, a także w zimę. Natomiast nowości w okularach korekcyjnych wprowadzamy przez cały rok, z większym natężeniem we wrześniu i październiku.

Czy na przestrzeni ostatnich lat zmieniły się upodobania i możliwości finansowe klientów korzystających z produktów optycznych?

– Polski konsument nadal jest bardzo konserwatywny. Większość szuka produktu o jednolitym kolorze, klasycznym i ponadczasowym designie, który ma służyć na długie klata. W Polsce średnia cen sztuki rośnie, ale sprzedaż wciąż nie jest na tym poziomie co na zachodzie. Natomiast nie można porównywać funkcjonowania branży optycznej do Niemiec, Francji, czy Anglii. W tych krajach funkcjonuje system ubezpieczeń prywatnych i publicznych, który umożliwia klientom refundację zakupionych okularów. Dlatego ten sam produkt jest dużo droższy tam niż u nas.