Zakupy, fot. Shutterstock

Na rynku nowoczesnych powierzchni handlowych coraz większym zainteresowaniem wynajmujących cieszą się lokalni przedsiębiorcy. Ich doświadczenie biznesowe w handlu, często wysokiej jakości produkty, a także nowoczesne koncepcje pozwalają im lokalizować sklepy w centrach handlowych.

Siła lokalnych najemców

– Wynajmujący cały czas poszukują nowych marek, aby wypełnić lukę związaną z wolnymi powierzchniami. Lokalni producenci, często prowadzący swój biznes od początku lat 90., mają dobrej jakości towary i stałych klientów. Dlatego bardzo dobrze radzą sobie z konkurencją sieciowych najemców w centrach handlowych, a także potrafią podołać finansowo oczekiwaniom stawianym przez wynajmujących. W wielu mniejszych miastach producenci decydują się na rozwój nowych sieci detalicznych, które dotychczas były znane tylko lokalnym klientom – mówi Maciej Mędrek, Zastępca Dyrektora w Zespole Wynajmu Powierzchni Handlowych, DTZ.

– Przykładem marki wywodzącej się z lokalnego rynku jest J.Fryderyk. Ten producent odzieży męskiej rozpoczął dosyć dynamiczną ekspansję, właśnie lokalizując sklepy w centrach handlowych w województwie małopolskim, śląskim oraz dolnośląskim. Kolejni najemcy to sieć biżuteryjna Sezam, która otwiera sklepy na terenie województwa małopolskiego, oraz sieć obuwnicza Conhpol z salonami m.in. w Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i pierwszym punktem sprzedaży otwartym w tym roku w Warszawie.

Takich marek, działających na terenie jednego lub kilku województw, jest coraz więcej. W perspektywie kliku lat będą zwiększać zasięg oddziaływania o kolejne regiony. Na rynku już działają detaliści, którzy na przestrzeni lat z lokalnych marek przekształcili się w duże sieci handlowe. Takimi markami są sieci obuwnicze Wojas i Badura. Obecnie ci najemcy otwierają sklepy w najlepszych centrach handlowych w największych miastach Polski.

Szerszy krąg odbiorców

Lokalni przedsiębiorcy, rozwijając swoją koncepcję sklepów, coraz chętniej lokalizują kolejne punkty sprzedaży w centrach handlowych. Jest to sposób na dotarcie do coraz szerszego kręgu odbiorców i zwiększenie rozpoznawalności marki. Wynajmujący potrzebują również takich najemców, jednak przy podpisywaniu kilkuletnich umów najmu w porównaniu z markami sieciowymi skrupulatniej sprawdzają kondycję i możliwości sprzedażowe marki takiego najemcy.

Na pewno problemem dla zaistnienia lokalnych producentów w regularnych sieciowych centrach handlowych jest brak rozpoznawalności i znajomości tych marek przez samych deweloperów, wynajmujących i zarządzających. Druga kwestia to obawa, że koncepcja sklepu będzie niedopasowana do pozostałych najemców w obiekcie. Chodzi na przykład o nieatrakcyjny wystrój lokalu, brak dbałości o jakość mebli oraz nieodpowiedni sposób ekspozycji towaru. Ponadto zarządcy obawiają się o sposób prowadzenia akcji promocyjnych. Zdarzały się przypadki najemców, którzy podczas wyprzedaży zamieszczali w lokalu nieestetyczne, ręcznie wykonane kartki z napisem „-50%” lub umieszczali reklamy zasłaniające praktycznie w całości witrynę lokalu.

– Taki sposób reklamy asortymentu jest powszechny dla większości niesieciowych najemców. Niestety, odstaje od ciężko wypracowanej strategii marketingowej centrum handlowego. Należy zwrócić uwagę na to, iż lokalni najemcy wchodzący do galerii nie zawsze dysponują wiedzą dotyczącą realiów najmu powierzchni i złożoności procesu komercyjnego. W dalszym ciągu czynnikiem odstraszającym lokalnych najemców jest obawa przed zawieraniem długoterminowych umów i wysokimi kosztami adaptacji lokalu – tłumaczy Maciej Mędrek.