internetowe sklepy omnichannel

Google, Amazon, Frank & Oak, Warby Parker, Piperline – to tylko niektórzy internetowi gracze, którzy zdecydowali się w ostatnim czasie otworzyć tradycyjne sklepy.

Zdaniem ekspertów prowadzenie sprzedaży tylko w jednym kanale, np. w internecie, jest ryzkowne z biznesowego punktu widzenia. Dlatego, pomimo wyższych kosztów związanych z prowadzeniem stacjonarnej sprzedaży, coraz więcej tzw. internetowych pure-playerów otwiera również tradycyjne salony. Niektóre z nich mają charakter pop-up stores, czyli tymczasowych stoisk.

“Ten trend widoczny jest zwłaszcza w przypadku marek oferujących odzież, oraz dobra luksusowe. W obu przypadkach klienci chcą mieć możliwość ich fizycznego sprawdzenia, dotknięcia, przymierzenia, a to możliwe jest tylko w klasycznym salonie sprzedaży” – komentuje Claude de Jocas, dyrektor ds. badań w firmie doradczej L2.

Online łączy siły z offline

Przykładem takiej sieci jest kanadyjska marka Frank & Oak. Sklep internetowy tej marki specjalizuje się w sprzedaży męskich ubrań. Z jego usług skorzystało ok. 1,6 mln klientów, firma nawiązała także współpracę z platformą Etsy. Ostatnio postanowiła jednak wejść również do realnego świata handlowego – otworzyła już 6 sklepów stacjonarnych na rodzimym rynku, a teraz planuje uruchomić podobną liczbę salonów w USA.

“W sklepie stacjonarnym jest prawdziwe, realne życie. To nie wirtualny świat widziany z ekranu monitora czy smartfona” – mówi Ethan Song, współzałożyciel marki Frank & Oak.

Salony stacjonarne Frank & Oak mają dostarczyć odwiedzającym je klientom jak najwięcej atrakcji. Dlatego można w nich nie tylko przymierzyć ubranie, ale również skorzystać z usług fryzjerskich bądź napić się kawy.

Wszystkie punkty stacjonarne Frank & Oak funkcjonują jako pop-up stores, czyli sklepy tymczasowe. Dzięki temu nie trzeba podpisywać z wynajmującym długiej umowy najmu (w przypadku sklepów w centrach handlowych często wynosi ona nawet kilka lat), a w razie niepowodzenia szybko zamknąć punkt, lub przenieść go w inne miejsce.

Internetowi giganci otwierają sklepy

Również globalni internetowi gracze, tacy jak Google, Amazon, eBay czy Zalando, zmieniają model działalności i rozszerzają dystrybucję o sieć punktów stacjonarnych.

Google swój pierwszy stacjonarny sklep uruchomiło w marcu 2015 roku w Londynie. „Wiemy, że świat handlu poszedł do przodu. Klienci oczekują coraz więcej, zakupy mają być dla nich przygodą. Nasz nowy salon ma odpowiadać na te potrzeby. Będzie miejscem, w którym klienci mogą wypróbować nasze produkty, jednocześnie dobrze się bawiąc” – wyjaśnia James Elias, menedżer ds. marketingu w brytyjskim Google.

Z kolei Amazon coraz ściślej współpracuje z partnerami prowadzącymi naziemną sieć sprzedaży, a eBay otwiera sklepy typu „pop-up” oraz uruchamia usługę click and collect. Tymczasowe sklepy stacjonarne uruchamiają także niemieckie Zalando (jeden z nich zlokalizowany był w CH Złote Tarasy w Warszawie), czy internetowa platforma handlowa Etsy.