Sale
Sale

Z roku na rok skraca się czas letnich wyprzedaży. Jeszcze 3 lata temu handlowcy kusili niemal 2-miesięcznym maratonem przecen, teraz niektórzy kończą je nawet po 2 tygodniach. Coraz częściej startują one także z najwyższego pułapu -70%. Na jakie jeszcze zmiany powinni nastawić się łowcy okazji?

Krótki strzał

Sezonowe wyprzedaże w polskich galeriach handlowych trwają coraz krócej. Tegoroczne letnie przeceny pokazują, że to zjawisko z roku na rok coraz mocniej się nasila. Po przecenach, które rozpoczęły się tradycyjnie pod koniec czerwca w wielu sklepach nie ma już śladu. Skąd te zmiany?

– Handlowcy coraz szybciej chcą wyprzedawać swój towar, zwalniając miejsce w magazynach i sklepach dla kolekcji pre-fall, czyli kolekcji międzysezonowych, które cieszą się coraz większą popularnością. Stąd skracający się okres wyprzedaży i bardzo wysokie przeceny już na starcie. W tym roku wiele sklepów zaczynało wyprzedaże już na poziomie -50 %, a nawet -70% – mówi Violetta Dziubin, marketing manager Galerii Jurajskiej w Częstochowie.

-70% na dzień dobry

Ale to nie jedyne ruchy dotyczące cen. Popularne ostatnimi laty pogłębianie przecen coraz częściej zastępują sztywne upusty. Wiele sklepów, zwłaszcza odzieżowych i drogerii, wprowadza jedną wartość przeceny np. -50%. i utrzymuje ją krótko przez cały okres swoich wyprzedaży.

– Sklepy nie chcą już czekać na rozwój przecen, kusząc nimi klientów przez miesiąc lub dwa. Coraz częściej decydują się na szybkie akcje rabatowe z jednoczesnym wprowadzeniem do oferty nowości. Wyprzedaże spełniają więc tutaj podwójną rolę, z jednej strony sklep likwiduje swoją letnia kolekcję, z drugiej promuje już nową. To odwrotność sytuacji, jaka miała miejsce jeszcze 3 lata temu, kiedy to na wieszakach nawet przez 2 miesiące zalegały przecenione rzeczy – mówi Violetta Dziubin.

Aż 4 sezony wyprzedażowe

Zdaniem przedstawicieli ryku retail, wpływ na zachowania wyprzedażowe wielu marek ma także zmiana polityki dotycząca przecen. Coraz więcej sklepów w Polsce nie ogranicza się tylko do dwóch sezonów wyprzedażowych – letniego i zimowego, popularnością zaczynają się cieszyć także mid-season sale organizowane w maju i listopadzie.

– Zamiast 2 sezonów wyprzedaży mamy dziś aż 4, do tego dochodzą także indywidualne akcje rabatowe, jakie sklepy organizują przez cały rok. To znacznie zmniejsza pulę rzeczy, jakie trafią na wyprzedaże letnie i zimowe, a co za tym idzie wymusza to skracanie czasu przecen – mówi przedstawicielka Galerii Jurajskiej.

Koniec z instynktem łowcy

Co to oznacza dla konsumentów? Przede wszystkim zmianę nawyków. Przez lata w Polsce popularne było obserwowanie przecen i wyczekiwanie nawet miesiąc na najgłębsze wyprzedaże, dziś handlowcy coraz częściej mówią, że musimy kupować, jak tylko pojawią się pierwsze obniżki, bo większych może już nie być.

– Polacy uwielbiają wyprzedaże i wydają na nich miliony każdego roku. Lipiec i styczeń, czyli miesiące wyprzedażowe to okresy gwałtownych wzrostów obrotów i sklepów i galerii handlowych. Niestety nowe podejście do sprzedaży wymusza na nas odejście od dotychczasowych przyzwyczajeń łowcy okazji, który poluje miesiącami. Kiedyś planując wyprzedaże mogliśmy długo się rozglądać i obserwować zmiany cen, dziś handlowcy skłaniają nas do szybkich decyzji – dodała Violetta Dziubin.