PRCH: więcej zastrzeżeń do projektu ustawy o sprzedaży detalicznej

‚- Przedstawiony przez Ministerstwo Finansów projekt ustawy o sprzedaży detalicznej z 25.01 budzi jeszcze więcej kontrowersji i pytań niż poprzedni. Sam tryb pracy nad podatkiem zaskoczył chyba wszystkich, którzy uczestniczyli w rządowych konsultacjach – mówi Radosława Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych

– Podatek ewoluował “od hipermarketów” przez “sieci handlowe” na cały handel detaliczny – tradycyjny i internetowy. Wielu handlowców uważa, że proponowany przez Rząd podatek progresywny wprowadza nierówne traktowanie przedsiębiorców przez Państwo. Wdrożenie nowego podatku od obrotu w handlu detalicznym, obok istniejącego już podatku CIT i VAT, ma niewiele wspólnego ze sprawiedliwym traktowaniem, zwłaszcza w przypadku skali progresywnej jest wymierzony w jedną branżę i określone grupy firm. Dlatego jako Polska Rada Centrów Handlowych, podobnie jak inne organizacje, proponowaliśmy podatek liniowy docelowo zastępujący CIT – wyjaśnia Radosława Knap.

– Moim zdaniem, pomimo zapewnień Ministra Pawła Szałamachy o bardzo umiarkowanej stawce podatku, przy zaproponowanych stawkach bardzo wiele sieci handlowych w handlu tradycyjnym lub w e-commerce będzie miało problemy z zachowaniem rentowności. Wbrew zapewnieniom resortu finansów, ceny mogą wzrosnąć a podatek odbije się najbardziej na konsumentach. W branży spożywczej dotknie też dostawców i producentów, którzy nie zostali włączeni do konsultacji – podkreśla Radosława Knap.

– Nie zgadzam się z teorią, że wprowadzenie nowego podatku w okolicznościach wysokiej konkurencji nie wpłynie na ceny finalne. Nasycenie rynku handlowego w Polsce jest niewątpliwie duże, jednak podstawy ekonomii mówią, że w przypadku, gdy na rynku panuje bardzo duża konkurencja to marże są na minimalnym poziomie, który pozwala firmie jedynie przetrwać i jednocześnie przyciągnąć do siebie klienta. W sytuacji gdy Państwo podnosi podatki, przedsiębiorcy raczej podnoszą niż obniżają ceny, aby utrzymać rentowność lub optymalizują koszty operacyjne, a w pierwszej kolejności koszty zatrudnienia – mówi Radosława Knap.

– Kwestią, która w przedstawionym projekcie budzi jednak największy niepokój, jest zapis uderzający w swobodę handlu w soboty i niedziele. Warto podkreślić, że sama tylko branża centrów i sieci handlowych generuje w Polsce około 400 tys. miejsc pracy, a cały handel i usługi znacznie więcej. Doprowadzenie do tego, że handel przestanie być opłacalny w weekendy – czyli w te dni tygodnia, w które sklepy, kina czy restauracje w Polsce notują największą obroty, niewątpliwie wpłynie na optymalizację kosztów zatrudnienia a dalszej perspektywie także na podwyżki cen. Bazując na przykładzie sklepu o powierzchni 200 mkw., w którym zatrudnionych jest około 5-7 osób, po zmianach podatkowych i ograniczeniu handlu w weekendy, do czego zmierza resort finansów, pracę mogą stracić 1-2 osoby. W jednej tylko galerii handlowej takich placówek może być 50 czy 200, a takich galerii w Polsce jest ponad 460. W skali całego kraju to możliwa redukcja o około 15 proc. zatrudnionych. W sieciach handlowych niespożywczych i firmach powiązanych (np. usługi sprzątania, ochrony) daje to sumarycznie potencjalne zwolnienie około 50-60 tys. osób. Kolejne tysiące osób np. studentów pracujących dorywczo także straci możliwość dorobienia w weekendy – zauważa Radosława Knap.

 

– Ograniczenie handlu w weekendy, do czego zmierza ustawodawca, odczułaby też zdecydowana większość Polaków. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez CBOS na temat handlu w samą niedzielę, zrealizowanego w lutym 2015 roku, aż 71 proc. rodaków przyznaje się do robienia zakupów właśnie w ten dzień. 66 proc. ankietowanych nie ma nic przeciwko niedzielnym zakupom, a 59 proc. respondentów nie widzi nic złego w pracy zarobkowej w ostatni dzień tygodnia – dodał Radosława Knap.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Newsletter SCF News | Retailnet.pl

Codziennie nowe informacje dla profesjonalistów rynku centrów handlowych.