wojciech-kaminski-maxi-zoo

Niemiecka sieć sklepów zoologicznych zamierza umocnić swoją pozycję w Warszawie. W planach jest otwarcie 5 nowych sklepów w tym roku. O szczegółach ekspansji rozmawiamy z  Wojciechem Kamińskim, CEO Maxi Zoo w Polsce

Mijają 4 lata, odkąd Maxi Zoo zadebiutowało na polskim rynku. Obecnie sieć tworzy 6 sklepów. Jakie są dalsze plany ekspansji?

– W tym roku stawiamy na ekspansję w stolicy. Planujemy otwarcie 5 nowych sklepów. Chcemy zwiększyć rozpoznawalność marki, w związku z tym potrzebujemy koncentracji, czyli większej liczby sklepów w jednym miejscu. Na część z nich mamy już zabezpieczone lokalizacje. Jedną z nich na pewno będzie Ursynów, na którym chcielibyśmy się jak najszybciej pojawić, a drugą – Praga Południe. To będą sklepy zlokalizowane przy nowo powstających retail parkach. Jesteśmy także w trakcie zaawansowanych negocjacji z deweloperem na Woli. W 2017 planujemy otworzyć 10 kolejnych sklepów, tym razem wychodząc poza Warszawę. Postawimy na duże miasta w Polsce, m.in. Poznań, Kraków i Wrocław. W kolejnych latach myślimy o ekspansji na poziomie 15‒20 lokalizacji.

Czy Warszawa nie jest dosyć mocno ograniczona, jeśli chodzi o powierzchnie, których wymagacie?

– Istotnie, poszukujemy lokali o powierzchni min. 550 mkw. Co ważne, mamy także specjalne wymagania, jeśli chodzi o przystosowanie lokali. To muszą być regularne powierzchnie, najlepiej w formie prostokąta, z możliwością aranżacji wygodnych alei między półkami i z bezpośrednim dostępem do parkingu. Nasze sklepy można odwiedzać ze zwierzętami, co oznacza, że w grę wchodzą tylko powierzchnie na parterze centrów handlowych i z bezpośrednim wejściem do sklepu z ulicy. Tak, by zwierzak nie był oprowadzany po całej galerii handlowej. Ogranicza nas także obciążenie podłogi. Pod tym względem mamy potrzeby podobne do operatorów sieci spożywczych, czyli obciążenie podłogi min. 1,5 tony, tak aby można było w naszym sklepie poruszać się wózkiem widłowym i lokować palety z ciężkimi towarami, np. karmą. Jesteśmy zainteresowani zarówno centrami istniejącymi, jak i tymi w budowie. Nie ma to większego znaczenia. Od momentu podpisania umowy najmu do otwarcia sklepu potrzebujemy zaledwie 3‒4 miesięcy.

Czy koncept Maxi Zoo przyjął się na polskim rynku, który mimo wszystko jest dosyć słabo rozwinięty, jeśli chodzi o sklepy zoologiczne?

– Nasz biznes rośnie w tempie dwucyfrowym. Koncept doskonale sprawdza się zarówno jeśli chodzi o obroty, jak i feedback od naszych klientów. Widzimy, że zwiększa się zarówno odwiedzalność, jak i średni koszyk. Z przeprowadzonej przez nas ankiety wynika, że 95 proc. odwiedzających nas klientów deklaruje, że odwiedzi nas ponownie. Myślę, że to wynika z faktu, że są miło zaskoczeni obsługą, jakością i wyglądem naszych sklepów. Proszę pamiętać, że poza zakupami artykułów dla zwierząt oferujemy także szereg dodatkowych usług. Chociażby takich, jak możliwość zważenia zwierzaka w sklepie czy obecność współpracujących z nami weterynarzy i behawiorystów, którzy darmowo udzielają porad dotyczących np. żywienia zwierzaka. Klienci bardzo sobie to cenią i chętnie zasięgają rady. To usługa dodana.

A jak oceniają was deweloperzy? Czy Państwa koncept jest mile widziany? 

– Posłużę się dobrym przykładem – naszym flagowym sklepem w warszawskim centrum handlowym Sadyba Best Mall. Jest to nasz sklep numer 1 w Polsce, jeśli chodzi o obroty. Zagospodarowaliśmy przestrzeń, która przez wielu postrzegana była jako niezbyt atrakcyjna. Dla nas super się sprawdza. Sklep rozwija się rewelacyjnie. Generujemy wzrosty kilkudziesięcioprocentowe rok do roku. W Sadybie mamy też wejście bezpośrednio do sklepu z parkingu. To powoduje, że czerpiemy z trafiku centrum handlowego, ale z drugiej strony galeria handlowa czerpie z trafiku, który sami generujemy. Co miesiąc bowiem dystrybuujemy do regionu, w którym działamy, naszą własną gazetkę. To jest wysyłka bezpośrednio do domów naszych potencjalnych klientów. Dla każdej lokalizacji 50‒60 tys. kopii. Tym generujemy własny trafik. Ludzie przychodzą do nas, jesteśmy destination point, generujemy ruch dla całego obiektu.

Podsumowując, jesteśmy wartościowym partnerem biznesowym dla dewelopera. Jesteśmy marką międzynarodową, mamy ugruntowaną pozycję i chcemy być liderem na tym rynku.

Jakie stawki czynszu oferują Państwu deweloperzy w Polsce?

– Biznes zoologiczny rządzi się swoimi prawami. Nie jest biznesem z wysoką marżą, jak na przykład biznes perfumeryjny czy biżuteryjny. Dla nas optymalną stawką czynszu jest 10‒15 euro za mkw. Przy czym proszę pamiętać, że i tak są to stawki dużo wyższe, niż te, które płacimy za granicą. Na rynku belgijskim, niemieckim, austriackim czy francuskim te czynsze kształtują się między 7 a 9 euro.

Z czego wynikają takie różnice?

– Rynek warszawski charakteryzuje się niską podażą dobrej lokalizacji handlowej. Wyczerpaliśmy już limit dużych centrów, a wiele nowych też się już nie wybuduje. Wiele brandów chce się rozwijać, a nie ma gdzie. To dla nas też jest problemem, gdyż hamuje naszą ekspansję. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że nasza zamożność nie uzasadnia tak wysokich czynszów. Deweloperzy zagraniczni oczekują zwrotów z inwestycji w Polsce znacznie wyższych niż na swoich rodzimych rynkach. Kiedyś inwestowanie w Polsce było obarczone wyższym ryzykiem, ale na przestrzeni 20 lat wiele się zmieniło.

Co w Pana opinii jest ważniejsze dla Państwa biznesu: trafik czy czynsz?

– Myślę, że trafik. Choć warto zadać sobie pytanie bardziej o proporcje czynszu do obrotu. Czynsz nie powinien być wyższy niż 10 proc. obrotu. To powinna być przede wszystkim zdrowa relacja między czynszem, obrotem i trafikiem.

Maxi Zoo za granicą prowadzi także sklep internetowy. Czy w Polsce też planowane jest uruchomienie sprzedaży online?

– Obecnie koncentrujemy się na zbudowaniu marki i pozycji, ale nie wyobrażam sobie żadnego retailera bez obecności online. Uruchomienie polskiego sklepu interentowego to kwestia 2‒3 lat. Postawimy na omnichannel, bo chcemy być najlepsi i profesjonalni, a nie, jak większość na tym rynku, grać ceną.

Rozmawiała Katarzyna Łabuz