same day

Sieci handlowe, które oprócz sprzedaży online utrzymują również sklepy stacjonarne w centrach miast, mają ułatwione zadanie jeżeli chodzi o zaoferowanie klientom usługi same-day delivery – pisze Grzegorz Aksamit, wiceprezes firmy Stava.

Temat dostaw e-zakupów w dniu zamówienia rozpala dyskusję w branży od wielu lat. Nic dziwnego. Według raportu McKinsey szybkość dostawy jest jednym z dwóch najważniejszych kryteriów oceny wskazywanych przez konsumentów. Sieci handlowe deklarują, że dostawy tego samego dnia to przyszłość rynku e-commerce, a McKinsey szacuje, że ten rynek w zachodniej Europie będzie stanowił w 2020 roku 15 proc. całego rynku usług kurierskich.

Cena determinantem

W Polsce usługi „same-day” dostępne są tylko w kilku największych miastach w ograniczonym zakresie i nie zdobyły wielkiej popularności. Jedną z przyczyn z całą pewnością są ceny kilkukrotnie wyższe niż dostawa kurierem „next-day”. Usługi te działają też najczęściej modelu okien czasowych na zamówienie i dostawę. Klient musi złożyć zamówienie np. do godziny 12:00 żeby oczekiwać dostawy po godzinie 18:00 tego samego dnia.

Jako niedościgniony wzór tego segmentu usług kurierskich wskazywana jest dostępna w USA usługa Amazon Prime, która obiecuje dowóz w ciągu godziny od złożenia zamówienia.

Pewnym uproszczeniem jest wrzucanie obu rodzajów usługi do jednego worka pod nazwą „same-day”. Dostawa w ciągu godziny od zamówienia wymaga całkowicie innych rozwiązań logistycznych niż dostawa wieczorem zamówień złożonych do południa tego samego dnia.

Sektor gastronomiczny świeci przykładem

Rzeczywiście usługi „same-day” rozwijają się w Polsce powoli i są ku temu obiektywne przyczyny. Warto jednak zauważyć, że to co wskazuje się jako niedościgniony ideał dzieje się od wielu lat na co dzień … w gastronomii. A dokładniej w jedzeniu na dowóz. Logistycznie dostawa paczki ze sklepu niewiele różni się od dostawy pizzy z pizzerii. Jest nawet łatwiejsza. Paczka w dostawie nie stygnie, nie jest tak podatna na uszkodzenia jak jedzenie, a zamawiający ją klient nie czeka głodny. Presja cenowa i presja czasu na rynku dowozu jedzenia są ogromne, a rzadko której restauracji udaje się obciążyć klienta opłatą za dowóz większą niż 3-5 zł. Pozostały koszt restauracja zmuszona jest pokrywać z własnej marży.

Jedna z barier w rozwoju usług „same-day” jest jednocześnie podstawową różnicą między e-commerce a rynkiem gastronomicznym – lokalizacja punktów „pickupu”. Restauracje zlokalizowane są w okolicach centrów miast i realizują dostawy w promieniu pojedynczych kilometrów od lokalu. Dostawa na 6 km uznawana jest już za bardzo daleką, dlatego sieci restauracji, takie jak KFC, otwierają lokale w różnych częściach miasta. Magazyny sklepów internetowych natomiast najczęściej zlokalizowane są w centrach logistycznych kilkadziesiąt kilometrów poza miastem. To uniemożliwia realizację usługi takiej jakości jaką świadczą restauracje.

Gęsta sieć kurierska

Problem lokalizacji punktów „pickupu” sieci handlowe muszą rozwiązać same. Te, które oprócz sprzedaży online utrzymują również sklepy stacjonarne w centrach miast mają ułatwione zadanie.

Drugi podstawowy problem to brak partnerów logistycznych z siatką oddziałów w całym kraju. Ten problem planuje rozwiązać m.in. firma Stava – świadcząca usługi kurierskie dla gastronomii. Bardzo wysoka efektywność logistyczna wypracowana podczas realizacji setek tysięcy dowozów jedzenia pozwala zaoferować usługę dostawy w 1-2h od zamówienia w cenie nie wyższej niż dostawa kurierem „next-day”. Dopiero taki poziom cen usług „same-day” spowoduje szerokie ich przyjęcie przez konsumentów.

Autorem tekstu jest Grzegorz Aksamit, wiceprezes firmy Stava.