Charlie Food&Friends: otwieramy lokale w dwóch formatach [WYWIAD]

– Strategia grupy kapitałowej Food & Friends Polska S.A. zakłada rozwój sieci restauracji w Polsce i za granicą. Rozbudowa sieci odbywa się dwutorowo: poprzez nowe otwarcia oraz akwizycje funkcjonujących restauracji oraz sieci – mówi w rozmowie z Retailnet Marek Rogala, założyciel i dyrektor zarządzający siecią restauracji Charlie Food & Friends.

Charlie Food & Friends działa na polskim rynku już od kilku lat. Jak wygląda Państwa strategia rozwoju na najbliższy czas?

Marek Rogala: Strategia grupy kapitałowej Food & Friends Polska S.A. zakłada rozwój sieci restauracji w Polsce i za granicą. Rozbudowa sieci odbywa się dwutorowo: poprzez nowe otwarcia oraz akwizycje funkcjonujących restauracji oraz sieci. Od początku roku Grupa powiększyła się o 3 punkty sprzedaży i obecnie liczy łącznie 8 punktów znajdujących się w Polsce oraz Czechach. W najbliższych latach zakładamy zwiększanie liczby restauracji w sieci o 25-50 proc. rocznie. Rozwój prowadzimy w oparciu o kapitał własny oraz model inwestycji bezpośredniej, w którym inwestorzy zainteresowani regularną dywidendą stają się udziałowcami, a my w 100 proc. zajmujemy się zarządzaniem. Charlie Food & Friends otwiera lokale w dwóch formatach: w food court i dine-in. Średnia powierzchnia lokalu w koncepcie food court to 75-115 mkw. Natomiast format dine-in wymaga większej powierzchni – 150-180 mkw.

Pozyskanie której lokalizacji było dla Was największym wyzwaniem?

MR: Każda z lokalizacji to inna historia i każda wiele nas nauczyła. Otwierając lokal we Wrocławiu w Koronie mieliśmy z bratem po nieco ponad 20 lat i niewiele doświadczenia. Restauracja w Bonarce w Krakowie była naszą pierwszą akwizycją. Na kolejne przejęcie musieliśmy pozyskać finansowanie zewnętrzne, więc przeprowadziliśmy pierwszą emisję obligacji. Niedawno obchodziliśmy trzecią rocznicę otwarcia Charlie’ego w Ptak Outlet, gdzie decyzja i otwarcie musiało nastąpić w rekordowym czasie, a następnie funkcjonowanie punktu musieliśmy dostosować do charakterystyki outletowej. Mamy także na koncie wspólną akwizycję restauracji z właścicielem sieci Olimp – Piotrem Niemcem czy wejście za granicę. Wyzwaniem, a zarazem elementem naszej filozofii działania, jest stałe rozwijanie siebie i organizacji tak, żeby móc stawiać czoła kolejnym wyzwaniom.

Jakie trendy obowiązują obecnie w wystroju wnętrz, w aranżacji lokal, w menu? Czy to się zmienia?

MR: Charlie Food & Friends jest marką, która cały czas ewoluuje, zarówno jeżeli chodzi o wystrój wnętrza, jak i o menu. W początkowym etapie tworzenia brandu mocno inspirowaliśmy się nowoczesnymi, minimalistycznymi lokalami gastronomicznymi rodem z Nowego Jorku czy Londynu. Wnętrze było monochromatyczne i sterylne, żeby skupiać całą uwagę na jedzeniu – dość odważnej kuchni fusion z efektem “wow”. W tamtym czasie w naszym menu pojawiały się nawet takie dania jak szaszłyki z kaczych serc czy grasica na chlebie. Z czasem jednak oczekiwania Gości zweryfikowały ten odważny pomysł. Charlie Food & Friends utrzymało “designerski” wystrój, jednak w bardziej przystępnym i przytulnym wydaniu. Na co dzień uważnie słuchamy naszych Gości oraz wnikliwie obserwujemy, w jaki sposób łączą dania i smaki, żeby stale dostosowywać menu do ich oczekiwań. Stawiamy na to, co lubią najbardziej, tj.: szczerą, prostą, domową kuchnię, w sam raz na codzienny posiłek; sezonowe smakołyki, aby korzystać z tego, co w danym momencie matka natura ma dla nas najlepszego; szeroki wybór zarówno smaków dobrze znanych i lubianych, ale uzupełnionych przez bardziej zaskakujące połączenia warzyw i owoców z mięsami i rybami. Za to po prawie 10 latach nadal świetnie sprawdza się model sprzedaży. Dania są świeżo przygotowywane na miejscu i podawane na bieżąco podawane na bufecie, a Goście uwielbiają widzieć, co wybierają. A jednolita cena za 100 gram za wszystkie produkty znacząco upraszcza podjęcie decyzji zakupowej. W ostatnim roku przeprowadziliśmy zmianę wizerunku marki Charlie Food & Friends.

Charlie Food & Friends w ostatnim czasie zmienił aranżację swoich lokali. Czemu miało to służyć i jak teraz wyglądają Państwa restauracje?

MR: Obecnie klient ma tak szeroką listę restauracji do wyboru, że poza smakiem oraz klimatem miejsca tworzonym przez obsługę, coraz większe znaczenie zaczyna mieć design. Miejsce musi mieć to “coś” byśmy chcieli wejść i spędzić w nim chwilę czasu. Do pracy nad koncepcją zaprosiliśmy architektów z pracowni Kdesign Architecture&Brands, którzy stworzyli nową paletę kolorów oraz materiałów definiującą wnętrze: pojawiła się industrialna siatka, przecierany beton oraz surowa blacha typu corten w towarzystwie ocieplającego całość drewna. Zieleń, kolor od początku kojarzony z Charlie’em, zmienił odcień z krzykliwego, może nawet nieco “aptecznego” zielonego, na kojarzącą się ze zdrowym jedzeniem oliwkę. Nowymi elementami projektu jest “ściana wizerunkowa” przedstawiająca postać Charlie’ego i kuchnia widoczna przez duże przeszklenia, przez które goście mogą obserwować pracę kucharzy, a załoga kuchni widzi co się dzieje na zewnątrz, więc jest to także rozwiązanie praktyczne. Koncepcja wystroju została dostosowana do dwóch formatów naszych restauracji, czyli food court oraz dine-in (restauracja). W tym drugim przypadku architekci sporo uwagi poświęcili na obowiązkowe już dzisiaj podzielenie przestrzeni na strefy: w restauracji znalazły się zarówno stoliki 2, 3, 4-osobowe, wysokie stoły z hokerami, duży stół socjalny jak i miejsca na wygodnej tapicerowanej kanapie.

Jak Charlie Food & Friends dostosowuje się do mody na menu pełne dań wegetariańskich, wegańskich, zdrowych? Czy te zmiany mają także wpływ na trendy obowiązujące w menu Waszych restauracji? 

MR: Marka Charlie Food & Friends już od kilku lat jest ukierunkowana na osoby, które lubią mieć poczucie, że ich posiłek jest dobry dla ich zdrowia i samopoczucia. Wtedy m.in. podjęliśmy decyzję o sprzedaży wyłącznie napojów naturalnych, takich jak “woda z witaminami”, kompot, soki tłoczone z owoców i warzyw i usunięciu z menu napojów typu “soda”. Przekaz wzmocniliśmy hasłem “naturalnie dobre” oraz mocnym kolorem zielonym. W ostatnim czasie umacnia się popularność kuchni roślinnej. W naszym menu zwiększyliśmy liczbę pełnowartościowych dań roślinnych. Naszym gościom bardzo przypadły do gustu takie dania, jak orientalny gulasz z cieciorki, falafel, czy gołąbki z soczewicą. Tworząc menu musimy wyważyć egzekucję standardów przyjętych dla sieci z uwzględnieniem różnic w lokalnych preferencjach smakowych. Dlatego zmieniamy i aktualizujemy je w trybie kwartalnym podczas Warsztatu Smaku, czyli spotkania szefów kuchni. Uzgadniamy wtedy kompletną dań, które znajdą się w księdze receptur na najbliższy kwartał. Trafiają tam zarówno obowiązkowe sieciowe standardy, jak i wystarczający wybór dań sezonowych, tak aby móc dostosować menu poszczególnych restauracji do lokalnych oczekiwań.

Jak ocenia Pan polski rynek restauracyjny? Czego nam brakuje? W czym jesteśmy dobrzy?

MR: Na przestrzeni ostatnich lat nasz rodzimy rynek bardzo mocno się rozwinął. Powstaje bardzo dużo nowych konceptów oraz formatów, wystarczy wymienić np. food trucki, street food, festiwale kulinarne. Polacy, którzy w ostatnich czasach dużo podróżowali, dzielą się smakami po powrocie do ojczyzny. Koncepty są coraz bardziej wyraziste, np. mamy do dyspozycji już nie tylko ogólne restauracje “azjatyckie”, ale konkretnie np. ramenownie. Jako przedsiębiorcę rozwijającego biznes sieciowy cieszy mnie fakt, że umacnia się pozycja polskich firm restauracyjnych osiągających spore rozmiary, a w dodatku prowadzących ekspansję zagraniczną. Przykładem jest działająca od ponad 20 lat krakowska Grupa Gastromall, która obecnie skupia łącznie prawie 200 placówek, a należący do niej koncept Makarun otwiera właśnie restauracje w Californi i w Dubaju.

Jak finansowany jest rozwój Państwa działalności? 

MR: Od początku stawialiśmy na budowę sieci w oparciu o punkty własne, tak żeby móc w 100 proc. decydować o działalności operacyjnej i mieć pełne przełożenie na jakość świadczonej usługi. Rodzi to oczywiście szereg innych wyzwań. Jednym z nich jest konieczność utrzymania jakości oraz powtarzalności jakości w placówkach oddalonych od siebie o setki kilometrów. W tym celu zbudowaliśmy system zarządczy, który ułatwia nam prowadzenie skutecznego zarządu operacyjnego nad rozproszoną siecią. Kolejnym jest konieczność zabezpieczenia finansowania na nowe otwarcia czy przejęcia. W Polsce utrudniony dostęp do kapitału uznawany jest za jeden z ważniejszych czynników, który wpływał na wybór franczyzy jako modelu rozwoju sieci restauracji. W tym roku, obok rozwoju w oparciu o finansowanie własne, uruchomiliśmy także model inwestycji bezpośredniej. Polega on na tym, że inwestorzy zostają współwłaścicielami naszych restauracji. My w 100 proc. zajmujemy się zarządzaniem, a inwestor otrzymuje regularną dywidendę. Jest to rozwiązanie odpowiednie dla osób, które poszukują pasywnej inwestycji i nie chcą angażować swojego czasu. Jednocześnie oczekują wyższej rentowności, niż w przypadku inwestycji np. w nieruchomości czy obligacje korporacyjne.

Rozmawiała Katarzyna Łabuz

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Newsletter SCF News | Retailnet.pl

Codziennie nowe informacje dla profesjonalistów rynku centrów handlowych.