[WYWIAD] Rafał Alexandrowicz: na wyjście z tego bagna potrzebuję dwóch, trzech lat

Do tej pory byłem dla wynajmujących, dostawców i banków  solidnym partnerem, bez żadnych długów, więc liczę na to, że nasze partnerstwo będzie utrzymane i przejdę przez ten kryzys –  mówi Rafał Alexandrowicz, właściciel sieci salonów optycznych Optyk Studio 1242. Wywiad jest kolejnym głosem na temat przyszłości polskiego handlu, która toczy się w ramach Debaty Retailnet.pl.

Jakiej wielkości jest sieć Optyk Studio 1242?

Optyką zajmuję się od 23 lat. Najpierw na poziomie hurtowym, a od 5 lat prowadzę sieć salonów optycznych. W tej chwili mamy 6 zakładów optycznych, które zlokalizowane są w galeriach handlowych plus sklep internetowy, który jednak ze względu na naszą specyfikę generuje minimalne przychody. Zatrudniamy 24 osoby, które mają umowę o pracę.

Salony optyczne kwalifikują się do kategorii sprzedaży medycznej, więc nie objął was zakaz handlu. Czyli nadal działacie w galeriach handlowych? 

Przede wszystkim proszę pamiętać, że około 30% asortymentu moich salonów to okulary przeciwsłoneczne, które nie są produktem medycznym dlatego nasza kwalifikacja wobec zakazu nie jest jednoznacznie interpretowana. Patrząc na cały rynek widać, że wszystkie zakłady optyczne w Polsce w centrach handlowych są pozamykane.
Myśmy przyjęli zasadę, że nadrzędną wartością jest zdrowie naszych prawników i klientów, którzy powinni zostać w domach. Dlatego wszystkie nasze salony są zamknięte.  Wynajmujący starali się zrozumieć nasze argumenty, chociaż reakcje z ich strony były bardzo różne. Jedna galeria wprost zapytała dlaczego salon jest zamknięty i zażądała jego otwarcia. Działo się to w czasie, gdy było już wiadomo, że zalecane jest pozostanie w domu, więc taka reakcja ze strony wynajmującego była mocnym uderzeniem. Z czasem ciśnienie na otwieranie sklepów powoli malało.  Oczywiście faktury dostaję i opiewają one na pełną kwotę.  Ale w tej chwili nie płacę opłat czynszowych i około czynszowych.

Czyli nie ma sprzedaży, a są koszty. 

Jak patrzę wstecz to widzę oczywiście trudne momenty, ale kiedy robiłam podsumowanie kolejnych lat działalności, to mogłem sobie powiedzieć, że to co robimy ma sens.  Teraz jest inaczej. W marcu tego roku w stosunku do marca 2019 mieliśmy spadek sprzedaży na poziomie 60 proc. Przewiduję, że w kwietniu spadek będzie około 95-98 proc.
W swoich prognozach zakładałem, że w danym roku możemy mieć wahnięcia sprzedaży na poziomie plus minus 15 procent. Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że to będzie minus 95 procent.

Co z pracownikami?

Nasza specyfika polega na tym , że musimy mieć wykwalifikowanych pracowników. Koszt zatrudnienia optometrysty jest zdecydowanie wyższy niż sprzedawcy w sklepie odzieżowym.
Na początku najważniejsze były pensje za marzec. To mamy za sobą. Musiałem jednak poprosić swoich pracowników byśmy działali w systemie z miesiąca na miesiąc. Nie mogłem złożyć im deklaracji co będzie za trzy miesiące.
Jeżeli do końca kwietnia firma nie dostanie od państwa realnego wsparcia – mam na myśli kwestię płac – to pomimo 23-letniego doświadczenia w optyce będę chyba musiał przypomnieć sobie jak pisze się CV.

A inne koszty prowadzenia firmy?

Moje główne koszty to pensje i czynsz, ale jest jeszcze jedna bardzo znacząca pozycja: koszty zatowarowania. Moim dostawcą jest włoska firma Luxottica. Mówiąc obrazowo –  ich pozycja w optyce jest taka jak Inditexu w fashion. Czyli bardzo silna. Więc jeśli oni zrozumieją moją sytuację i pójdą mi na rękę to widzę szansę na utrzymanie się na rynku. Ale jeśli nie, a przecież oni też mają swoje problemy, to może być różnie.  Do tej pory byłem dla nich dobrym, solidnym partnerem, bez żadnych długów, więc liczę na to że nasze partnerstwo będzie utrzymane i przejdę przez ten kryzys. Dotyczy to także galerii handlowych, wobec których zawsze wywiązywałem się ze wszystkich zobowiązań.

Czy otrzymał Pan wsparcie ze strony banków? 

Na dzień dzisiejszy banki zawiesiły jakiekolwiek konkretne rozmowy. Mówią, że rozumieją sytuację, ale jest ona na tyle dynamiczna, że nie podejmują jakichkolwiek negocjacji na temat odroczenia spłat kredytów, czy rat leasingowych. Decyzyjność ze strony banków jest na poziomie zerowym. A bywa też tak, że w korespondencji od banków dostaję pytanie o to, czy pandemia wpływa na moje przychody, czy jestem w branży narażonej na skutki tej sytuacji. To jest jakieś kuriozum!
Moim zdaniem, do czasu aż handel ponownie nie ruszy, nie będzie nowych kredytów. Będą ewentualnie przesunięcia rat, ale to nie wystarczy.

Zakładając scenariusze optymistyczne, kiedy widzi Pan szansę wyjścia na prostą?

Jeżeli dostaniemy pomoc od państwa w kwestiach płacowych, ułożymy na nowo relacje z wynajmującymi i dostawcami towaru, to stanie przed nami jeszcze jedno wyzwanie: jak będą zachowywać się klienci. Czytałem prognozę, że dopiero za dwa lata wrócimy do poziomu konsumpcji zbliżonego do tego z ostatniego kwartału ubiegłego roku. Scenariusz optymistyczny oznacza więc, że będę potrzebował dwóch, trzech lat żeby wyjść z tego bagna.
Jedno wydaje się być pewne: ten rok jest już dla mnie stracony.  Jako właściciel firmy zarabiam netto przez ostatnie mniej więcej 7 tygodni roku. Wypracowanie jakiegokolwiek zysku jest więc uzależnione od czasu trwania pandemii. 4 z tych 7 tygodni już straciliśmy……

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Newsletter SCF News | Retailnet.pl

Codziennie nowe informacje dla profesjonalistów rynku centrów handlowych.