[WYWIAD] PwC: wygranymi będą ci, którzy przetrwają

Przed jakimi wyzwaniami stoją dzisiaj sieci handlowe? Jak zmieni się rynek i ich klienci? To pytania z którymi retailnet.pl zwrócił się do ekspertów PwC: Kingi Barchoń, Partnera, Lidera Zespołu Real Estate oraz Krzysztofa Badowskiego, Partnera, Lidera Zespołu Retail & Consumer. To druga część wywiadu na temat przyszłości rynku centrów handlowych. W pierwszej części pytaliśmy o relacje wynajmujący-najemcy.

Nie tniemy scyzorykiem, ale siekierą – tak,o zmianach w swojej firmie, mówi Dariusz Miłek. Jak z globalnej perspektywy będzie wyglądała restrukturyzacja sieci handlowych? W jakich obszarach zmiany będą najgłębsze?

Krzysztof Badowski: Na problem trzeba spojrzeć zarówno krótkoterminowo, jak i w dłuższej perspektywie. Krótkoterminowo sieci będą się borykały przede wszystkim z problemami płynnościowymi. Będą więc zmuszone do szybkiej racjonalizacji swoich kosztów oraz przesuwania terminów płatności. Należy więc oczekiwać pojawiających się zatorów płatniczych czy negocjacji spłat kredytów bankowych.

W zakresie kosztów operacyjnych, poza kosztem towarów handlowych, dwie najwyższe pozycje kosztowe to wynagrodzenia oraz wynajem powierzchni. Tak więc – jak wspominaliśmy już wcześniej – wokół tych obszarów należy oczekiwać najbardziej radykalnych działań. Można spodziewać się redukcji personelu, dalszych rozmów o poziomie i formule czynszu, optymalizacji footprintu – czyli nie owijając w bawełnę, część punktów sprzedaży najprawdopodobniej zniknie z polskiej mapy handlowej.

Długoterminowo można oczekiwać szeregu zmian zarówno po stronie kosztowej, jak i po stronie modelu biznesowego jako całości. Firmy będą musiały się zastanowić, jak uczynić swój model biznesowy ‘odpornym na przyszłość’. Nie mam wątpliwości, że nastąpi racjonalizacja liczby placówek, firmy też będą się poważnie zastanawiały nad samą strategią lokalizacji sklepów oraz nad nowymi, innowacyjnymi formatami. Z pewnością nastąpi wzrost inwestycji w rozwiązania omnichannelowe, czyli połączenie sprzedaży w punktach fizycznych z e-commercem.

Głębokich zmian należy oczekiwać także w łańcuchu dostaw. Z jednej strony wymuszą to racjonalizacja istniejącej sieci sprzedaży, rewizja strategii lokalizacji sklepów czy wspomniane wcześniej wprowadzenie nowych formatów. Z drugiej strony prawdziwego znaczenia biznesowego nabiorą sprawność (agility) i elastyczność (flexibility). Dlatego konieczne będą zmiany w strukturze dostawców. Na przykład przeniesienie produkcji bliżej kraju, aby skrócić tzw. time to market, czyli czas od zamówienia do dostarczenia towaru na półkę. Innym rozwiązaniem będzie dywersyfikacja dostawców, tak aby sytuacja kryzysowa w jednym miejscu nie unieruchomiła całego łańcucha dostaw sieci.

Niezbędne będzie wprowadzenie bardziej elastycznych form zatrudnienia, takich jak różne formy outsourcingu czy zwiększonego wykorzystania agencji pracy tymczasowej. Każdy będzie dążył do tego, żeby baza kosztów stałych była jak najmniejsza, możliwa do ewentualnej błyskawicznej redukcji. Wreszcie wymagane będą inwestycję w automatyzację jak największej liczby procesów, zastosowanie robotów (softwarowych) do realizacji tych prostszych i powtarzalnych, tak aby zmniejszyć uzależnienie procesów biznesowych od czynnika ludzkiego.

Nie mam też wątpliwości, że wiele sieci, ale również producentów, bardzo krytycznie podejdzie do rewizji asortymentu. Z pewnością znacznie większy nacisk będzie położony na topowe marki, najbardziej zaufane produkty. Dla sieci spożywczych, kosmetycznych czy farmaceutycznych znacznie ważniejszy stanie się asortyment ‘prewencyjny’, ponieważ konsument niewątpliwie zwróci się w kierunku „żywienia prewencyjnego” czy „medycyny prewencyjnej”.

I jeszcze raz wracając do formatów, ale z trochę innej strony…. Niewykluczone jest, że pewne zmiany formatów zostaną wręcz wymuszone regulacyjnie. Możliwe bowiem, że niektóre rozwiązania z okresu izolacji zostaną z nami, albo zostaną wprowadzone nowe, na przykład definiujące nową szerokość alejek między półkami w sklepach, obowiązek posiadania kas bezobsługowych, mniejszą powierzchnię półek w stosunku do całkowitej powierzchni handlowej czy nowe standardy ekspozycji towaru, z którym kontakt może mieć wielu konsumentów jeden po drugim…

Ile, z obecnych na polskim rynku, sieci handlowych może stanąć w obliczu bankructwa?

Krzysztof Badowski: Trudno powiedzieć na ten moment, ponieważ skala pomocy państwowej, która zostanie wstrzyknięta w krwioobieg polskiej gospodarki nie jest jasna, ani też nie zostały wypracowane rozwiązania, które holistycznie adresują wszystkie segmenty rynku. Mówiliśmy o tym wcześniej w kontekście wsparcia w ramach Tarczy Antykryzysowej, która zaoferowała krótkoterminową

ulgę przede wszystkim dla najemców. Nie mam jednak wątpliwości, że mniejsze sieci oferujące asortyment, który nie jest towarem pierwszej potrzeby, będą najbardziej narażone na upadłości. Dotyczyć to może przedstawicieli branży odzieżowej, akcesoryjnej, elektroniki i sprzętu gospodarstwa domowego, wyposażenia wnętrz, ale też szeregu sieci i niezależnych punktów usługowych, lifestyle’owych, rozrywkowych czy gastronomicznych. Niektóre modele biznesowe mogą też po prostu stracić sens lub rację bytu. W wyniku nowych zachowań konsumentów, decyzji biznesowych innych uczestników łańcucha wartości lub w wyniku regulacji.

Na przykład, czy model biznesowy kina zamknie się finansowo, jeżeli ustawodawca określi minimalną odległość między widzami na 2 metry? Albo jeśli Hollywood zdecyduje się robić premiery swoich filmów online, tak jak to miało miejsce z kilkoma nowymi filmami w ostatnich tygodniach? Czy przeżyją restauracje, które będą musiały o połowę ograniczyć liczbę stolików na określonej powierzchni oraz limitować liczbę gości przy jednym stoliku?

We wcześniejszych kryzysach byli tacy, którzy zyskiwali. Kto może zyskać na tym kryzysie?

Kinga Barchoń: Zapewne jak wiele kryzysów tak i ten nadchodzący, raczej nie spowoduje rewolucyjnych zmian, ale przede wszystkim przyspieszy wcześniej obserwowane trendy. Logistyka już zyskała ze względu na zwiększenie udziału sprzedaży internetowej. Ten trend mogą też wykorzystać centra handlowe lokując w miejsce wakatów magazyny ostatniej mili. Podobnie małe obiekty typu convenience, sprofilowane pod podstawową ofertę w większej części zachowały swoich klientów.

Zapewne najmocniej ucierpią średniej wielkości centra, które już wcześniej borykały się z problemem odpływu najemców. Flagowe, dominujące centra w większości utrzymają swoją przewagę, bo cieszą się największym zaufaniem rynku i wchłoną pierwszą falę “wyposzczonych” klientów. Niemniej jednak to one są najbardziej wrażliwe.

Ubiegłoroczne wyniki mają już w dużej częściwartość historyczną. Po twardym resecie wszyscy wystartują z podobnego punktu. Większa złożoność i liczba najemców to większy problem z poukładaniem na nowo całego systemu powiązań. Więcej przestrzeni dedykowanej lifestyle’owi zapewne kurczącej się klasy średniej, to większe przesunięcia w pozycjonowaniu i strategii marki trudniejsze spięcie budżetu operacyjnego. Z drugiej strony to otwierające się możliwości dla ambitnych challengerów. Większą szansę na wygraną w tym wyścigu będą mieli ci, którzy szybciej wypracują dobre relacje wewnętrzne, odbudują zaangażowanie klientów i przede wszystkim popełnią mniej poważnych błędów.

Krzysztof Badowski: Jeżeli mówimy w kontekście sieci handlowych, to nie jestem przekonany, że można będzie w obecnej sytuacji mówić o ‘zyskiwaniu’, przynajmniej nie w krótkim okresie. Na razie wydaje się, że będą ci, którzy stracą mniej i ci, którzy stracą więcej. Pamiętajmy o tym, że nawet sieci spożywcze, które są cały czas otwarte, okupują swoją ciągłość funkcjonowania ogromnym kosztem. Środki prewencyjne, które musiały wprowadzić, żeby chronić personel kosztują. Ograniczenia w zakresie liczby klientów w sklepie też kosztują. Dodatkowe bonusy za pracę w okresie zagrożenia epidemicznego to również dodatkowe obciążenie. Niestabilność łańcucha dostaw, częściowo wywołana trudnościami po stronie dostawców lub problemami z transportem międzynarodowym, zaś częściowo zachowaniami konsumenckimi, także wywiera swoje piętno finansowe. Zmieniło się zachowanie konsumentów w spożywce – wzrosła średnia wartość koszyka, ale spadła częstotliwość zakupów. Przez to cierpi asortyment fresh i ultrafresh, którego konsument oczekiwał do tej pory. A tym samym rosną drastycznie straty na tym asortymencie. Pamiętajmy też, że wzrosła skala zakupów towarów pakowanych o długim terminie przydatności do spożycia. To z kolei odbije się negatywnie na sprzedaży w kolejnych okresach, bo konsumenci będą wykorzystywali poczynione zapasy w pierwszej kolejności.

W związku z tym nawet pozorni zwycięzcy lekko nie mają. Dlatego powiedziałbym, że wygranymi będą Ci, którzy przetrwają. Natomiast wychodząc poza scenę sieci handlowych, prawdziwymi zwycięzcami będą Ci, którzy oferują produkty bądź usługi ‘konsumowane’ w domu. Dostawcy gier, w tym gier online czy serwisy filmowe. Wśród zwycięzców będą również platformy e-commercowe. Konsument, który zaczął z nich korzystać w trakcie izolacji, z pewnością w dużej części pozostanie z nimi w przyszłości. Pokonanie bariery rejestracji się w sklepie internetowym oraz przekazania sklepowi danych swojej karty kredytowej spowoduje, że zakupy online staną się dla części konsumentów standardem lub przynajmniej dużo częściej rozważaną opcją.

Jest jeszcze jedno ciekawe zjawisko, które widoczne było już od pewnego czasu, ale eksplodowało w ostatnich tygodniach. Domowa produkcja żywności. Z pewnością na popularności zyskają takie rozwiązania, jak domowe hodowle hydroponiczne warzyw czy ziół albo produkcja chleba, makaronów itp. W USA drugi najwyższy wzrost sprzedaży (po jednorazowych rękawiczkach) zanotowały urządzenia do wypieku chleba, których sprzedaż w marcu poszybowała w górę o 607%….

Jakie będzie tempo powrotu do poziomów sprzedaży sprzed kryzysu?

Krzysztof Badowski: Trudno to przewidywać w chwili obecnej. Bo nie wiem jeszcze, jak długo potrwa izolacja, jakie będą skutki ekonomiczne dla gospodarki jako całości, do jakiego poziomu wzrośnie stopa bezrobocia, o ile spadnie dochód rozporządzalny gospodarstw domowych i jak bardzo obecna sytuacja odbije się na psychice, a tym samym nastrojach konsumentów. Szacowałbym, że w zależności od branży odbudowywanie ruchu i poziomów sprzedaży sieci handlowych będzie trwać od kilku do kilkunastu miesięcy. W niektórych przypadkach możemy nawet mówić o latach.

Wiele decyzji zakupowych, zwłaszcza wysokowartościowych, będzie odkładanych. Nowy telewizor czy nowe auto mogą nie znaleźć się na szczycie listy konsumenckich priorytetów w czasie recesji czy nawet poważnej niepewności gospodarczej. Ale nawet w przypadku zakupów bardziej codziennych odbudowywanie ruchu i poziomu sprzedaży zajmie czas. Chiny już otworzyły centra handlowe, ale doniesienia z Walmarta (sieć spożywcza) czy Suninga (sieć elektroniczna) są takie, że ruch po otwarciu ledwo dochodzi do 50% ruchu sprzed zamknięcia. Nawet w połączeniu ze sprzedażą online, spadki są dramatyczne i sprzedaż istotnie się nie odbudowuje. Chińscy konsumenci wracający do sklepów stali się też bardziej czuli na promocje. Niepewność co do przyszłości
sprawia, że praktycznie nie kupują towarów, jeśli te nie są objęte głęboką promocją.

Niewykluczony jest też scenariusz, że niektóre formaty, w tym centra handlowe, mogą nigdy nie odzyskać ruchu i poziomów sprzedaży sprzed kryzysu. Na przykładzie rynku chińskiego, który doświadcza podobnej sytuacji po raz kolejny (SARS z początku lat 2000) widać, że rynek dużych centrów handlowych kurczy się od kilku lat. Dodatkowo, po otwarciu centrów handlowych, rząd chiński wprowadził szereg środków kontroli elektronicznej i zabezpieczenia fizycznego (kamery termowizyjne, ograniczenie ruchu w windach i na schodach ruchomych, stacje dezynfekcji rąk, etc.), które w pewnym stopniu mogą zniechęcać konsumentów do odwiedzin, tym samym dalej ograniczając ruch. Nie jest wykluczone, że podobne środki będą wprowadzane przez inne kraje, w tym przez Polskę, co również może mieć wpływ na zachowania konsumenckie.

Rozmawiał Radosław Rybiński

 

Facebook
LinkedIn

PARTNERZY PORTALU

Informacje partnerów portalu

Najnowsze informacje

Scroll to Top