[WYWIAD, część II] Marek Piechocki, LPP: Walczymy o polskie miejsca pracy i nie pozwolimy na masowe bankructwa

Będziemy otwierali nowe sklepy, ale na nowych warunkach. One generują nam przychody i zastępują te sklepy, w przypadku których nie możemy porozumieć się z wynajmującymi. Na pewno będziemy tworzyli nowe sklepy w każdym miejscu, gdzie będą one rentowne – mówi w drugiej części wywiadu dla SCF News/Retailnet.pl Marek Piechocki, Prezes Zarządu LPP. Pierwszą część rozmowy można przeczytać TUTAJ.

W połowie kwietnia zapowiedzieliście, że redukujecie planowane inwestycje, ale i tak zakładacie, że do końca przyszłego roku nastąpi wzrost powierzchni sprzedaży o około 10 proc. W kontekście ostatnich decyzji rozumiem to tak, że robicie krok wstecz, by potem zrobić trzy kroki do przodu. Dobrze to rozumiem?

Wie Pan, świat się zawalił…

Ale to był komunikat sprzed dwóch tygodni….

Tak, tylko w kolejnym, opublikowanym w ostatni  poniedziałek komunikacie podaliśmy, że mamy niemal 300 milionów straty. To co było dwa tygodnie temu, dzisiaj może być mało aktualne. Oczywiście nie wykluczam, że uda nam się zwiększyć powierzchnię. Wciąż otwieramy nowe sklepy. Ale na przenegocjowanych, nowych warunkach, czyli takich, które uwzględniają mniejszy ruch.

300 milionów straty musi boleć.

Boli. Tylko, że ja nie wiem, czy to do wszystkich dociera. Irytuje mnie, gdy właściciele galerii handlowych wypłacają sobie rok w rok sowite dywidendy i w tym roku również sobie wypłacą. Równocześnie oczekują od nas, że przy 70- procentowym spadku sprzedaży będziemy płacić pełen czynsz. Czy nie wydaje się panu, że to jest moralnie i społecznie nieodpowiedzialne? Przez ten kryzys musimy przejść wspólnie. Wszyscy ponoszą koszty pandemii. Ludzie, którzy tracą pracę, firmy które tracą dochody, wreszcie państwa, które zamiast przeznaczać pieniądze na inwestycje wspierają swoich obywateli i biznes. Więc wszyscy cierpią. I jest jeden uczestnik rynku, czyli właściciel galerii handlowej, który miałby w ogóle nie cierpieć, bo chce 100 procent czynszu?

 Jednak w pierwszej fazie kryzysu, czy w okresie zamknięcia galerii handlowych, to wynajmujący, pozbawieni przychodów z czynszu,  wzięli na siebie część tego cierpienia. Natomiast 30 kwietnia kilkunastu wynajmujących podpisało się pod projektem porozumienia branżowego, zgodnie z którym w  pierwszym miesiącu  od otwarcia centrów handlowych najemcy byliby zwolnieni z czynszu. W kolejnych 3 miesiącach mieliby czynsz na poziomie 40 procent tego co było w roku 2019, a w następnych 3 miesiącach na poziomie 60 proc. Dopiero w 8 miesiącu od otwarcia galerii, czyli od stycznia 2021 czynsz byłby 100 proc.

 W pierwszej fazie zamknięcia galerii handlowych zarówno wynajmujący jak i najemcy byli pozbawieni przychodów. Był to okres sprawiedliwy i zarazem bolesny dla obu stron. Powiem więcej, nie rozumiem postawy, zgodnie z którą ktoś oczekuje wynagrodzenia za usługi, których nie wykonał. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że nie można zrealizować usług, jeśli galerie handlowa są zamknięte! Nie mam do nikogo pretensji, że w marcu i kwietniu nie sprzedawałem, bo galerie były przecież wtedy zamknięte.

W ramach działalności Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU), organizacji skupiająca ponad 200 polskich pracodawców handlu i usług, przez ostatnie tygodnie przedstawiliśmy szereg propozycji porozumień w myśl następujących założeń: po pierwsze: wynajmujący i najemcy muszą solidarnie ponosić koszty walki z koronawirusem i po drugie: handel po otwarciu centrów handlowych będzie wyglądał inaczej. Dzisiaj widać wyraźnie, że centra handlowe nie przypominają tych sprzed koronawirusa, a nasze przychody stanowią ułamek tych z 2019 r. Pomimo to żadna z naszych zgłoszonych propozycji nie została przyjęta, zatem nie doszło niestety do porozumienia branżowego. Jako związek podkreślamy oczywiście, że nasi członkowie mają pełne prawo podejmować indywidualne decyzje biznesowe czyli mogą podpisywać indywidualne porozumienia jak i odstępować od umów.

Zarówno LPP jak i ZPPHiU jest za podpisaniem porozumienia branżowego jednak takiego, które pozwoli małym i średnim firmom, ale również takim jak nasza rodzinna firma, na kontynuowanie prowadzenia biznesu zarówno w okresie przejściowym jak i później. Walczymy o polskie miejsca pracy i nie pozwolimy na masowe bankructwa czy zwolnienia pracowników w sektorze handlu poprzez podpisywanie niekorzystnych umów.

Stacjonarne sklepy LPP działają na 25 rynkach. Jak wygląda Wasza sytuacja poza Polską?

Pracuje tylko Finlandia i Łotwa oraz Litwa. Tam gdzie mamy otwarte sklepy widzimy, że ludzie czują strach przed bliskim kontaktem i przychody są bardzo małe. Na większości rynków jesteśmy nadal zamknięci, chociaż spodziewamy się, że w perspektywie kilku tygodni kolejne rządy będą otwierały galerie handlowe.

Czy podobnie jak w Polsce zdecydowaliście się odstąpić na szeroką skalę od umów najmu?

Na niektórych rynkach tak. Każdy rynek jest jednak inny. Przykładowo w Rosji i na Ukrainie możemy dużo łatwiej, niż w państwach Europy Środkowej, dogadać się z wynajmującymi. I szybko osiągamy konsensus.

Jak takie porozumienia wyglądają na tych rynkach wschodnich?

W czasie kryzysu roku 2008 roku mieliśmy 3-6 miesięczne obniżki czynszów i dalej prowadziliśmy działalność. Zanim wróciliśmy do przychodów sprzed kryzysu  czynsz był proporcjonalnie obniżany. Rozmowy, które prowadzimy teraz idą w tym samym kierunku. Fundusze inwestycyjne, które mają w swoich rękach galerie w Europie Środkowej, są bardziej agresywne.

Lista Waszych sklepów na różnych rynkach,  które znajdują się w galeriach należących do tego samego właściciela, jest zapewne długa. Czy prowadzone w tej chwili negocjacje czynszowe mają wymiar korporacyjny?

Mają, chociaż każdy z wynajmujących dąży do tego by każe należące do niego centrum handlowe traktować jako oddzielny obiekt. Oczywiście można się dogadać w ramach jednych rozmów, ale warunki są różne dla różnych galerii.

W kwietniu tego roku sprzedaż, jaką LPP miała w kanale on-line była rekordowa. To oczywiście było konsekwencja zamknięcia tradycyjnych sklepów, ale  wzrost na poziomie 270 proc. robi wrażenie. Jaki to doświadczenie będzie miało wpływ na Waszą strategię rozwoju?

Wzrost znaczenia kanału e-commerce obserwujemy od lat, a koronawirus tylko przyspieszył ten proces.

Z przeprowadzonego w ubiegłym tygodniu badaniu, wynika, że parki handlowe staną się dla klientów, przynajmniej w bliskiej perspektywie, tym formatem, który będą najchętniej wybierali. Oprócz wygodny dochodzi tutaj czynnik bezpieczeństwa. O tym, że parki handlowe mogą być miejscem, w którym marki LPP zagoszczą szerzej słyszałem już w ubiegłym roku.  Jakie są Wasze plany w tym segmencie rynku?

Ze względu na pozycjonowanie i poziom cenowy nie wszystkie nasze marki mogą rozwijać się w retail parkach. Niektóre z nich, te tańsze  mogą jednak częściej pojawić się w takich lokalizacjach. Mam na myśli Sinsay, House i Cropp.

Dwa lata temu powiedział Pan, że LPP jest firmą IT działającą w obszarze fashion. Dzisiaj jeszcze wyraźniej widzimy znaczenie technologii. Ale inwestycje w tym obszarze są kosztowne. Jak w obecnych warunkach wyglądają tutaj plany LPP? 

Musieliśmy zatrzymać wiele procesów inwestycyjnych. Wciąż nie wiemy jak przejdziemy przez ten kryzys. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy jesienią nie będziemy mieli drugiej fali pandemii. W związku z tym dzisiaj musimy skoncentrować się na tym jak przeżyć. To, że mamy prawie 300 milionów straty, czy to, że nie wypłacimy naszym akcjonariuszom dywidendy pokazuje, że walczymy o przeżycie. Dlatego musieliśmy zrewidować wielkie cele inwestycyjne takie jak centrum dystrybucyjne w Brześciu Kujawskim czy biurowce w Gdańsku.

 Czy cięcie inwestycji będzie dotyczyło też nowych otwarć?

Będziemy otwierali nowe sklepy, ale na nowych warunkach. One generują nam przychody i zastępują te sklepy w przypadku których nie możemy porozumieć się z wynajmującymi. Na pewno będziemy tworzyli nowe sklepy w każdym miejscu, gdzie będą one rentowne.

Słyszymy opinie, że mija czas, kiedy świat fashion był „szybki”, gdy kolekcja goniła kolekcję. Kilka dni temu koleżanka mojego syna, która interesuje się modą, powiedziała , że po tych 7 tygodniach lock down doszła do wniosku, że w zasadzie ma już tyle ciuchów, że starczy jej do końca życia.

Takie sygnały pojawiają się od jakiegoś czasu. Moim zdaniem to spowoduje, że z rynku odpadną najsłabsi. Zostaną tylko najmocniejsi, ci którzy oferują rzeczy najatrakcyjniejsze, najbardziej na czasie. Przetrwają ci, którzy będą mieli wysoką jakość, unikalne wzornictwo. I ci, którzy dzięki omnichannel, będą blisko klienta. Ale równolegle przetrwają ci, którzy będą mieli czynsze dopasowane do sprzedaży.

Rozmawiał : Radosław Rybiński

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Newsletter SCF News | Retailnet.pl

Codziennie nowe informacje dla profesjonalistów rynku centrów handlowych.