[WYWIAD] Yoram Reshef, Blue City: jest lepiej niż sądziłem, ale gorzej niż marzyłem

Obecnie footfall jest na poziomie ponad 60 proc. tego, co odnotowaliśmy w analogicznym okresie rok wcześniej. To wciąż nie jest dużo. “Odmrożenie” gastronomii i ponowne uruchomienie strefy restauracyjnej jest krokiem w dobrym kierunku. Dowód? Pierwszego dnia, w poniedziałek 18 maja, footfall był o 10 punktów procentowych wyższych, niż tydzień wcześniej – mówi w wywiadzie dla Retailnet.pl Yoram Reshef, wiceprezes Blue City Sp.z o. o.

Odmrażanie handlu

4 maja nastąpiło ponowne otwarcie galerii handlowych, a 18 maja ruszyła gastronomia. Jak po tych kilkunastu dniach odmrażania handlu wygląda sytuacja na rynku?

Jest lepiej niż sądziłem, ale gorzej niż marzyłem. Jednak obserwując na co dzień sytuację na rynku muszę powiedzieć, że opinie krążące obecnie w mediach są lekko przesadzone. Mówię zarówno o głosach, które wieszczą straszną tragedię, jak i tych które twierdzą, że wszystko jest w najlepszym porządku. Nie jest. 

Pewnym wyznacznikiem sytuacji jest wskaźnik footfall. Jak prezentuje się on w przypadku Blue City?

Odwiedzalność rośnie, choć powoli. “Odmrożenie” gastronomii i ponowne uruchomienie strefy restauracyjnej jest krokiem w dobrym kierunku. Dowód? Pierwszego dnia, w poniedziałek 18 maja, footfall był o 10 punktów procentowych wyższych, niż tydzień wcześniej. 

Na jakim jest obecnie poziomie?

Obecnie footfall jest na poziomie ponad 60 proc. tego, co odnotowaliśmy w analogicznym okresie rok wcześniej. To wciąż nie jest dużo. Widać że ludzie są ostrożni w odwiedzaniu centrów handlowych. Mam jednak nadzieję, że krok po kroku wszystko będzie wracało do normy. 

Negocjacje z najemcami

Niższy footfall oznacza mniejszy zarobek najemców. 

Zgadza się. Zdajemy sobie sprawę, że najemcy przechodzą trudny okres, notują spadki obrotów, dlatego chyba jako pierwsi, choć oczywiście nie jedyni w Polsce wyszliśmy z inicjatywą porozumienia się z naszymi partnerami i wypracowania rozwiązań przejściowych. 

Jak przebiegały te negocjacje?

W Blue City mamy ponad 200 najemców, wszystkich zadowolić się nie da, ale niemal ze wszystkimi udało nam się dojść do porozumienia. Do tej pory nie znaleźliśmy kompromisu w przypadku 4-5 najemców. 

I co z nimi się stanie?

Jeżeli nie będą chcieli podpisać nowych umów i zdecydują się zakończyć z nami współpracę, nie będę im tego utrudniał. Nie ma sensu trzymać kogoś na siłę.

Ze zdecydowaną większością doszliście jednak Państwo do porozumienia. 

Zgadza się. Chciałbym podkreślić, że ostatnie nieporozumienia na linii najemcy – wynajmujący, do których dochodziło w niektórych galeriach handlowych, były całkowicie niepotrzebne.  Jestem na tym rynku weteranem, w Polsce działam od ponad 20 lat i mam odwagę powiedzieć, że centra handlowe żyją dzięki najemcom, a wielu najemców rozwija się w centrach handlowych. Potrzebujemy siebie nawzajem. Pamiętam jeszcze za czasów pracy w Galerii Mokotów, jak otwierały się tam pierwsze sklepy marek, które obecnie są sieciami liczącymi kilkadziesiąt czy kilkanaście salonów. Jestem dumny z ich sukcesów. Dlatego nie mogę zrozumieć, że część z nich nie chciała w obecnej sytuacji nawet usiąść do stołu z właścicielami galerii i wspólnie wypracować rozwiązań satysfakcjonujących obie strony. 

Dlaczego w Państwa przypadku było, poza tymi nielicznymi wyjątkami, inaczej?

Nie ma co ukrywać, że mamy pewną przewagę nad innymi wynajmującymi, ponieważ Blue City jest w rękach prywatnych właścicieli. To daje nam większe pole manewru, nie musimy uprawiać “polityki”, tylko działać elastycznie i z myślą o obustronnym sukcesie. 

Jakie rozwiązanie zaproponowaliście najemcom w Blue City?

Zaproponowaliśmy obniżkę czynszów obowiązującą do 1 grudnia. Jesteśmy elastyczni, więc jeżeli ktoś chciał mieć przez 3 pierwsze miesiące większą zniżkę, a przez kolejne 3 mniejszą, szliśmy mu na rękę. Liczymy, że sprzedaż systematycznie będzie się poprawiać, a w okresie przedświątecznym wróci do względnej normy. 

Co dostaliście od najemców w zamian?

Nie jesteśmy Św. Mikołajem, musimy zarabiać, dlatego w zamian oczekiwaliśmy od najemców przedłużenia obowiązujących umów o 7-8 miesięcy, oczywiście na warunkach sprzed wybuchu epidemii.

Co się stanie, jeżeli najemcy nie będą w stanie płacić nawet tych obniżonych czynszów?

Wówczas trzeba ponownie usiąść do rozmów i zastanowić się co dalej. My w Blue City mamy cierpliwość. Przez lata czekaliśmy na sukces, początki były dla nas trudne, także i z tą sytuacją sobie poradzimy. Liczę jednak, że od przyszłego roku wszyscy nasi najemcy będą w stanie płacić normalne czynsze i szybko zapomnimy o tym całym zamieszaniu. Oczywiście część firm, zwłaszcza mniejszych, prawdopodobnie zniknie z rynku, ale takie są nieubłagane prawa biznesu. 

Część najemców, takich jak drogerie, apteki czy sklepy spożywcze, mogły funkcjonować nawet w czasie tzw. lockdownu. Co z nimi?

Z tymi najemcami musieliśmy usiąść do rozmów wcześniej, ponieważ musieliśmy wystawić im faktury za połowę marca (za pierwszą połowę marca faktury musieli zapłacić wszyscy najemcy) i kwiecień. Po pierwsze należą im się brawa, że starali się działać w tym trudnym okresie. Jedni radzili sobie lepiej, inni gorzej, nie można jednak porównać sytuacji apteki czy supermarketu, z przypadkiem specjalistycznego sklepu z żywnością. Dlatego podeszliśmy do negocjacji indywidualnie w zależności od obrotów, jedni płacili minimalny czynsz, a inni niemal pełną stawkę.

Rozwiązania na okres przejściowy

Czy wprowadzili Państwo inne rozwiązania, które mają wesprzeć najemców w okresie przejściowym?

Tak, podjęliśmy niełatwą decyzję o tym, że przez najbliższe 2 miesiące część najemców będzie mogła skrócić czas pracy swoich salonów. Niektórzy będą działali do godziny 20, banki jeszcze krócej. Jak wspominałem to nie jest łatwa decyzja, ponieważ klienci powinni w godzinach otwarcia galerii mieć dostęp do wszystkich punktów handlowych i usługowych. Ale sytuacja jest wyjątkowa, a takie rozwiązanie pozwala najemcom ograniczyć koszty, a ich pracownikom ułatwić powrót z pracy. To jednak rozwiązanie tymczasowe. Od lipca wszyscy muszą wrócić do pełnych godzin otwarcia. 

Blue City, podobnie jak inne galerie handlowe, cały czas, nawet w okresie zamrożenia handlu, musiało ponosić stałe koszty.

Zgadza się. Rozumiemy, że w tamtym okresie najemcy nie płacili nam czynszów, ale dlaczego nie dzielili się z nami kosztami utrzymania galerii w czystości i dobrym stanie? Nie otrzymaliśmy żadnego wsparcia, od nikogo. Nie wymagamy litości, ale sprawiedliwości. Polska jest chyba jedynym krajem, o którym słyszałem, w którym rząd zaingerował  w relacje między najemcami a właścicielami. A jak najemcy mają sklep na ulicy, to idą z tym do rządu, czy muszą negocjować bezpośrednio z właścicielem lokalu? Teraz ponosimy z kolei wysokie koszty związane z utrzymaniem bezpieczeństwa i czystości w naszej galerii. To wszystko kosztuje i to dużo pieniędzy. 

Na koniec – w jaki sposób ożywić popyt i sprawić, żeby odwiedzalność w galeriach handlowych, a co za tym idzie również obroty najemców, szybciej wróciły do normy?

Będziemy starali się przyciągać klientów różnymi metodami: wraca tradycyjny jarmark produktów regionalnych, wróciła gastronomia, która zawsze przyciąga więcej ludzi, wrócą kina, w wakacje będziemy starali się zagospodarować czas dla najmłodszych. To wszystko może jednak nie wystarczyć, jeżeli rząd nie podejmie decyzji o powrocie handlu w niedziele. Przynajmniej na pewien czas, powiedzmy na 2-3 lata. Niedziela była drugim lub trzecim najlepszym dniem handlowym w tygodniu. Zwłaszcza dla mniejszych polskich sieci, które obecnie cierpią z powodu braku klientów, takie wsparcie byłoby nieocenione. Podobnie jak dla rzeszy młodych ludzi, którzy potrzebują pracy. Nikt nikogo nie zmusza do przyjścia w niedzielę do galerii handlowej, ale dajmy ludziom taką możliwość.   

Rozmawiał: Łukasz Izakowski

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Newsletter SCF News | Retailnet.pl

Codziennie nowe informacje dla profesjonalistów rynku centrów handlowych.