[WYWIAD, część I] Bożena Gierszewska–Mroziewicz, Neinver: musimy działać jak jedna drużyna

Zawsze powtarzam, że należy dążyć do porozumienia, bo centrum handlowe, obojętnie jakiego formatu, nie może istnieć bez najemców i odwrotnie. Sieci handlowe również nie generowałyby takich poziomów sprzedaży, mając sklepy jedynie na tzw. ulicach handlowych i w internecie – mówi w rozmowie z redakcją SCF News/Retailnet.pl Bożena Gierszewska–Mroziewicz, dyrektor zarządzająca Neinver w Polsce i dyrektor operacyjna na Europę Centralną.

Jakie skutki miał dla Pani firmy 7-tygodniowy lockdown gospodarki, a przede wszystkim niemal całkowite zamrożenie sektora handlowego?

Oczywiście nasze centra pozostały zamknięte dla klientów. Jedynie w Krakowie działała Biedronka, czyli operator spożywczy, sklep z artykułami dla zwierząt i drogerie.  Wprowadzone przez rząd zapisy, czyli  tarcza finansowa, znacznie uszczupliły przychody wszystkich obiektów nie tylko z tytułu czynszu od najemców, ale i opłat dodatkowych. I trzeba to jasno powiedzieć. Najemcom dano możliwość nieponoszenia żadnych kosztów na rzecz wynajmującego w czasie zamknięcia, pod warunkiem przedłużenia umowy najmu. Z naszych rozmów podczas negocjacji wynika, że znacząca większość z nich zamierza skorzystać z tego właśnie rozwiązania.

Próbowaliście w jakiś sposób zminimalizować negatywny skutki tej sytuacji? 

W trakcie zamknięcia, staraliśmy się maksymalnie ograniczyć koszty funkcjonowania naszych obiektów, co w dużej mierze się udało. Jednak pewne koszty stałe typu podatki, czy też stałe opłaty dla dostawców mediów nie zmieniły się. Funkcjonowanie obiektu handlowego jest związane z działaniem szeregu firm podwykonawczych, z którymi podpisane są umowy długoterminowe. One również zatrudniają znaczącą liczbę pracowników, którzy mówiąc wprost, mają rachunki do opłacenia. Zatem radykalne cięcie kosztów pociąga za sobą daleko idące negatywne skutki dla wielu innych przedsiębiorców, nie tylko zarządców czy właścicieli centrów. To był bardzo trudny czas dla całej branży i setek firm współpracujących.

Na szczęście najgorsze, przynajmniej na razie, mamy już za sobą. Wydaje się, że pierwsze wyniki odwiedzalności obiektów handlowych są lepsze niż się spodziewano. Czy podziela Pani opinię, że powrót do normalności może być szybszy niż myśleliśmy o tym jeszcze kilka tygodni temu?

Obserwujemy, że w pierwszych tygodniach lepiej radzą sobie outlety i parki handlowe niż duże centra. Proszę jednak pamiętać że tzw. odmrażanie sektorów następuje stopniowo. Dopiero niedawno rząd dopuścił możliwość funkcjonowania kin, sal zabaw dla dzieci, a także zniósł limity osób, przebywających w sklepach i restauracjach. Przed nami wakacje z nie do końca jeszcze precyzyjnymi wytycznymi, dotyczącymi podróży zagranicznych. To oznacza, że  zdecydowana większość z nas planuje urlopy w kraju. Widzę tu duży potencjał na zwiększenie obrotów dla obiektów handlowych, położonych w rejonach turystycznych. Jak wiemy, pogoda nad Bałtykiem czy na Mazurach potrafi być bardzo kapryśna, a na zakupach, w kinie i restauracji można miło spędzić dzień z rodziną.

Jakie w takim razie statystyki footfall odnotowują Państwa outlety od momentu “odmrożenia” handlu i kiedy spodziewacie się powrotu do „normalnych” wyników?

Z tygodnia na tydzień odnotowujemy wzrost obrotów, ale też zmianę modelu zakupowego.  Klienci przyjeżdżają rzadziej i raczej pojedynczo, robiąc również zakupy dla innych członków rodziny. Wyraźniej zaznacza się zatem trend szybciej rosnącej sprzedaży, aniżeli wzrastającej liczby klientów. I to nie tylko polska specyfika.

W innych europejskich krajach jest podobnie?

Odpowiadam za zarządzanie obiektami także w Niemczech oraz Francji i widzę, że zachowania klientów są takie same. Wierzę, że jeśli jesienią nie dojdzie do znaczących wzrostów zachorowań, a w ślad za tym, nałożenia dodatkowych obostrzeń, to handel w outletach powinien wrócić do poziomów z ubiegłego roku. Gdy we wrześniu dzieci wrócą do szkół i przedszkoli, jeśli oczywiście to nastąpi, to jak co roku trzeba będzie kupić im nowe zestawy obuwia i odzieży. Liczę też, że w większym wymiarze wrócimy do pracy w biurach i znów trzeba będzie zadbać o naszą garderobę. Teraz koleżanki i kolegów widujemy podczas wirtualnych połączeń. Gdy wrócimy do spotkań w salach konferencyjnych, znów zaczniemy myśleć o zakupie bardziej formalnych ubrań. I tu dobrym miejscem jest właśnie outlet z markowymi produktami w obniżonych cenach. Doświadczenie niepewności, związanej z problemami finansowymi wielu przedsiębiorców, skłania wszystkich do większego niż zwykle racjonalizowania wydatków. Ja osobiście marzę o tym, żeby domowy „dres – code”  zamienić wreszcie na bardziej formalny strój.

Wspomniała Pani na początku o toczących się negocjacjach z najemcami. Na jakich warunkach najemcy otworzyli sklepy w Państwa lokalizacjach?

Wszyscy najemcy na rynku negocjują warunki. Zawsze powtarzam, że należy dążyć do porozumienia, bo centrum handlowe, obojętnie jakiego formatu, nie może istnieć bez najemców i odwrotnie. Sieci handlowe również nie generowałyby takich poziomów sprzedaży, mając sklepy jedynie na tzw. ulicach handlowych i w internecie. Rozmawiamy z najemcami indywidualnie. W zależności od wielu parametrów biznesowych, także tych przed pandemią, udzielamy krótkoterminowych programów pomocy finansowej.

Czy zdarzyły się przypadki odstąpienia od umowy przez najemcę?

Spotkaliśmy się też z pojedynczymi przypadkami odstąpienia od umów. Później okazywało się często, że najemcy mimo to mają wolę współpracy. Przyjmujemy z zadowoleniem, że jesteśmy w stanie się porozumieć, osiągając satysfakcjonujące rozwiązania dla obu stron. W tym trudnym czasie, gdy cała branża pracuje intensywnie nad powrotem do poziomu sprzedaży sprzed pandemii, musimy działać wspólnie jak jedna drużyna.

Właściciele obiektów handlowych są tym uczestnikiem rynku centrów handlowych, którzy dotychczas nie mogli liczyć na wsparcie ze strony państwa. Dlaczego tak się stało?

Trudno mi powiedzieć, dlaczego rząd nas pominął. Może to wynik braku zrozumienia dla funkcjonowania branży. Sektor handlu, zwłaszcza outlety i centra handlowe, są istotnym elementem polskiej gospodarki, kreując wiele miejsc pracy – bezpośrednio i pośrednio. Nie mówię tu tylko o pracownikach najemców, ale również ich oraz naszych podwykonawcach, agencjach marketingowych i eventowych, drukarniach, firmach ochroniarskich, sprzątających czy serwisach technicznych. To oznacza wprost setki tysięcy ludzi, którzy mają realny wpływ na wzrost ekonomiczny w naszym kraju.

Czego w takim razie oczekujecie obecnie od państwa?

Branża wielokrotnie podnosiła kwestię przywrócenia niedziel handlowych, ulg w podatkach od nieruchomości, czy wieczystym użytkowaniu, choćby na jakiś czas. Te pytania na razie pozostały bez odpowiedzi.

Rozmawiał: Łukasz Izakowski