[WYWIAD] Agnieszka Krzywańska, Quiosque: Jesteśmy w procesie permanentnych negocjacji z wynajmującymi

W przypadku 20 sklepów w dalszym ciągu nie mamy potwierdzonych warunków najmu. W pozostałych przypadkach właśnie kończą nam się porozumienia sierpniowe i wrześniowe i znów wracamy do rozmów – mówi w rozmowie z Retailnet Agnieszka Krzywańska, Dyrektor Zarządu PBH SA, właściciela marki odzieżowej Quiosque.

Jak wygląda działalność sieci Quiosque w czasie pandemii? Ile aktualnie działa sklepów, ile musiało zostać zamkniętych?

Agnieszka Krzywańska: Cały czas jesteśmy na etapie rozmów z wynajmującymi. Pandemia wymusiła na nas zamknięcie 5 sklepów własnych. Aktualnie działa 90 salonów Quiosque i co ważne, pozostali z nami wszyscy nasi partnerzy franczyzowi.

Jak wyglądają renegocjacje umów z galeriami handlowymi?

AK: To są bardzo trudne rozmowy. Z jednej strony rozumiem wynajmujących. Oni mają swoje zobowiązania biznesowe, ale z drugiej strony jesteśmy my, retailerzy – w sytuacji diametralnie innej niż przed lockdownem. Większość rozmów dotyczy paromiesięcznego horyzontu czasu i naszej działalności w perspektywie 3-4 miesięcy. Zakładaliśmy, że będzie lepiej, ale niestety, po niezłym pod względem sprzedaży sierpniu, wrzesień już był znacząco gorszy. Sytuacja związana z koronawirusem, negatywnie wpływa na odwiedzalność naszych sklepów. We wrześniu odnotowaliśmy 35 procentowy spadek wejść do salonów. Kalkulacje nie sprawdziły się. Liczyliśmy bowiem na klientów, na to, że – oswojeni z nową sytuacją – będą wracać do sklepów zainteresowani aktualną kolekcją. Tak się jednak nie stało.

Na jakim etapie rozmów jesteście? Z iloma galeriami udało się dojść do porozumienia?

AK: Jesteśmy w procesie permanentnych negocjacji z wynajmującymi. Udało nam się w pełni porozumieć w sprawie połowy lokalizacji. W przypadku 20 sklepów w dalszym ciągu nie mamy potwierdzonych warunków. W pozostałych przypadkach właśnie kończą nam się porozumienia sierpniowe i wrześniowe i znów wracamy do rozmów.

Które z kwestii dotyczących umów są newralgiczne i najbardziej sporne?

AK: Chodzi przede wszystkim o wysokość czynszu. Jesteśmy otwarci na uzależnienie go od obrotu, ale wynajmujący nie dopuszczają dłuższego horyzontu czasu, więc godzą się przykładowo na 3-4 miesięczne obniżki czynszu, ale nie na dłużej. Z kolei sytuacja na rynku jest na tyle nieprzewidywalna, że te miesiące szybko mijają i spotykamy się znowu.

Z jakimi kluczowymi problemami borykają się aktualnie retailerzy?

AK: Największym wyzwaniem są czynsze i wynagrodzenia. To są główne składniki kosztu działalności sieci. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to jest granica, której nie przekroczymy, chociażby ze względu na minimalne wynagrodzenia i liczbę pracowników, która zapewni nam ciągłość funkcjonowania sieci. Byliśmy zmuszeni do redukcji etatów i ograniczenia zatrudnienia. Jednak poniżej tego nie możemy zejść, podobnie jak nie możemy płacić mniej. To spore wyzwanie.

Jak widzi Pani przyszłość własnej sieci w perspektywie kilku najbliższych miesięcy?

AK: Teraz mamy przed sobą czas bardzo trudnych decyzji. Czynsze to jest jedno, a drugie to płynność finansowa. Trudno jest przewidywać obroty i przyszłość firmy, gdy cały czas nie otrzymaliśmy jakiejkolwiek pomocy od Państwa za czas lockdownu. Jako duża firma – grupa spółek występowaliśmy o pomoc i zostaliśmy odrzuceni, ponieważ w międzyczasie podjęliśmy działania restrukturyzacyjne w firmie. Działania te dotyczyły m.in. obniżek czynszu, co wiązało się z przenoszeniem sklepów do innych spółek na podstawie nowych umów najmu, które udało nam się wynegocjować. PFR tego nie zaakceptował. Stwierdzono, że pomimo korzystnego wpływu tej restrukturyzacji na wynik całej grupy PBH, nie pomagają spółkom będącym w procesie restrukturyzacji. Okazało się, że lepiej byłoby gdybyśmy nie zrobili nic, ale byli w stanie porównywać czas sprzed lockdawnu do obecnej sytuacji. I pomimo tego, że podjęliśmy działania uzasadnione finansowo, to nam się pomoc nie należy.

Jakie działania planuje Pani podjąć jako dyrektor zarządzający siecią?

AK: Moim celem jest walka o przetrwanie, o spółkę, która jeszcze parę miesięcy temu była spółką w pełni zdrową i generującą zyski. Musimy wystąpić o pomoc na nowo, ale tylko w zakresie funkcjonowania spółki PBH, która jest właścicielem znaku towarowego, która dostarcza towar i zarządza siecią, ale nie ma sklepów na własność. Będziemy mogli liczyć zatem tylko na pomoc w zakresie zakupu towarów. To powoduje bardzo duże komplikacje łącznie z tym, że GAO – czyli nasza spółka, która zarządza sklepami, stała się niewypłacalna. Jeśli pojawia się pytanie o przyszłość, to odpowiadam, że trudno mi cokolwiek przewidywać, bo podejmujemy w tej chwili różne działania żeby ratować sieć salonów Quiosque.

W tej chwili najbardziej zależy nam na zrozumieniu ze strony państwa i wynajmujących oraz na dostosowaniu realiów pomocy finansowej i negocjacji umów do obecnej sytuacji. Przed nami trudne czasy, najprawdopodobniej nie przyniosą przełomu, klienci boją się chodzić do galerii, odwiedzalność spada i jeśli chcemy przetrwać, musimy znaleźć chociażby nić porozumienia. Tymczasem my już boimy się o działalność w kolejnych okresach pandemii i wzrost kosztów prowadzenia działalności. Nie da się w takiej sytuacji stabilnie prowadzić biznesu.

Rozmawiała Katarzyna Łabuz