[WYWIAD] Andrzej Cieślik, Lavard: nie możemy być zdani na łaskę lub niełaskę właścicieli centrów handlowych

Rozwiązaniem, za którym optujemy, to choćby częściowe przejście na czynsz od obrotów. To pozwoli, w przypadku ewentualnego kolejnego lockdownu, uniknąć takiej sytuacji z jaką mamy do czynienia obecnie – mówi w rozmowie z redakcją Retailnet.pl / SCF News Andrzej Cieślik, Doradca Zarządu Polskie Sklepy Odzieżowe Sp. z o.o. (d.Lavard).

Jak ocenia Pan sytuację, w jakiej znalazła się branża retail w związku z pandemią koronawirusa oraz czasowym lockdownie części gospodarki?

Znajdujemy się w takim momencie, w którym cała branża musi zweryfikować, ile realnie warte są posiadane przez nie aktywa. Mam tutaj na myśli przede wszystkim centra handlowe, których wartość – w mojej ocenie – jest wyraźnie przeszacowana. To prowadzi do tego, że wysokość kredytów w przeliczeniu na mkw. powierzchni jest zbyt wysoka. W rezultacie, w kryzysowym momencie takim z jakim mamy do czynienia obecnie, brakuje rezerw i marginesu błędu, które pozwoliłyby w miarę bezpiecznie przetrwać ten kryzys. To zdecydowanie nie ułatwia negocjacji na linii wynajmujący-najemcy. 

Co może poprawić tę sytuację? 

Negocjacje staną się prostsze w momencie, gdy zarządzający pokażą realny obraz obecnego handlu właścicielom obiektów handlowych, a ci porozumieją się z instytucjami finansującymi ich projekty. Obecnie, decyzje dotyczące rabatowania czynszu, mają charakter jedynie krótkoterminowy, doraźny. Wynajmujący uzyskali wakacje kredytowe dla spłat kapitału, a najemcy zostali zwolnieni z płacenia części opłat czynszowych, ale to się wkrótce skończy. To nie jest rozwiązanie docelowe. 

Państwa spółka zdecydowała się w związku z tym podjąć zdecydowane działania.

Zgadza się. Wybraliśmy najtrudniejszą oraz prawdopodobnie najbardziej kosztowną drogę jeżeli chodzi o restrukturyzację spółki. 10 września sąd zatwierdził restrukturyzację naszej spółki w ramach postępowania sanacyjnego.

Co daje Państwu takie rozwiązanie?

Przede wszystkim daje nam zupełnie inną pozycję negocjacyjną z właścicielami galerii. Postępowanie sanacyjne umożliwia odstąpienie od aktualnych umów, oczywiście za zgodą zarządcy i sędziego komisarza. Chcę jednak jasno podkreślić, że nie chcemy robić nikomu problemów, ani masowo zamykać sklepów. Chcemy partnerskich rozmów na równych warunkach, a nie być zdani na łaskę lub niełaskę właścicieli centrów handlowych. A tak to czasami wygląda, zwłaszcza jeżeli ośrodek decyzyjny nie jest w Polsce.

Jak dotychczas przebiegały negocjacje z wynajmującymi?

W niewielu przypadkach możemy mówić o partnerskich rozmowach, choć zdarzały się rozwiązania satysfakcjonujące obie strony, np. Zarządcy decydowali się na rabat czynszowy w wysokości odpowiadającej spadkom sprzedaży. Niestety w przypadku największych galerii w największych polskich miastach, tego zrozumienia zabrakło. Jeżeli nasze obroty były o 80 proc. niższe w porównaniu do ubiegłego roku, a proponowany rabat na czynsz wynosił 20 proc., to dla nas jest to sytuacja nie do zaakceptowania. 

Jakie kroki zamierzacie podjąć w związku z tym?

Obecnie posiadamy niemal 70 salonów w całej Polsce. Dotychczas priorytetem, oprócz zdobywania rynku była poprawa rozpoznawalności marki, która działa się np. kosztem braku rentowności kilku salonów. Działo się to zbyt dużym kosztem i gdyby zwiększyć budżet marketingowy o te środki, to wydatkowanie ich w inny sposób przyniosłyby dużo lepszy efekt.  Dlatego przewiduję, że możemy ograniczyć metraż naszej sieci o 20-30 proc. Oczywiście nie planujemy wyłącznie ograniczania metrażu naszej sieci, kiedy pojawią się nowe lokalizacje w normalnych stawkach będziemy rozważać otwarcie tych lokalizacji.

Mówi Pan o zbyt wysokich kosztach związanych z budowaniem wizerunku. O co konkretnie chodzi?

Podam przykład. W jednym ze sklepów w Warszawie mamy miesięczną stratą w wysokości 100 tys. zł. Utrzymywaliśmy go wyłącznie ze względów wizerunków. Moich zdaniem, za 1,2 mln zł rocznie jesteśmy w stanie zrobić znacznie więcej dla wizerunku naszej marki, niż jeden salon nawet w najbardziej prestiżowej lokalizacji w stolicy. Dla mnie decyzja w takiej sytuacji jest prosta i oczywista. 

Druga kwestia to opłaty marketingowe płacone na rzecz zarządcy obiektu. Przyjmując opłaty na poziomie 5 zł / 1 mkw. przy 10 tys. mkw. wynajmowanej powierzchni daje to 50 tys. zł miesięcznie i 600 tys. zł rocznie. To koszt, który gdybyśmy wydali sami, faktycznie kreował by wartość naszej marki.

Kiedy zapadną ostateczne decyzje, które lokalizacje będziecie prowadzić dalej, a z których będziecie chcieli zrezygnować?

Myślę, że do końca roku będziemy wiedzieli już znacznie więcej o tym, jak będzie wyglądała nasza sieć w przyszłości. Chcemy pozbyć się oczywiście najmniej rentownych lokalizacji, ale wiele zależy również od negocjacji z poszczególnymi właścicielami galerii. Rozwiązaniem, za którym optujemy, to choćby częściowe przejście na czynsz od obrotów. To pozwoli, w przypadku ewentualnego kolejnego lockdownu, uniknąć takiej sytuacji z jaką mamy do czynienia obecnie. Powtórzę jeszcze raz – nie możemy być zdani na łaskę lub niełaskę właścicieli centrów handlowych.  

Czy pewnym kołem ratunkowym dla branży fashion może być sprzedaż online?

W przypadku naszego asortymentu będzie to niezwykle trudne. Ciężko sobie wyobrazić, żeby nagle Polacy masowo zaczęli kupować garnitury online. Tym niemniej rozwój e-commerce jest nieodzowny. Kontynuujemy pracę nad projektem w tym kanale.

Rozmawiał: Łukasz Izakowski