[WYWIAD, część I] Przemysław Lutkiewicz, LPP: hamujemy rozwój sklepów stacjonarnych Mohito i Reserved

Negocjacje które zakończyliśmy dotyczyły roku 2020. Jeżeli natomiast Covid przedłuży się na rok 2021 i obroty spadną, to ponownie usiądziemy do stołu negocjacyjnego – w rozmowie z SCF News / Retailnet.pl mówi Przemysław Lutkiewicz, Wiceprezes Zarządu, Grupa LPP. W poniedziałek druga część wywiadu i pytania o rozwój w kanale online. 

Jaki jest wpływ drugiej fali pandemii na sprzedaż Grupy LPP? 

Pomimo wzrostu liczby zachorowań,  od początku października odnotowujemy wzrost sprzedaży (rozmowę przeprowadzono 14 października). Dzisiaj miałem kilkugodzinną konferencję z dyrektorami naszych spółek zagranicznych i pomimo zaostrzonych rygorów bezpieczeństwa, sprzedaż idzie w górę. Nie mamy powodów do narzekania. Na pewno pomaga nam teraz pogoda – zrobiło się chłodno.

Proces renegocjacji warunków najmu LPP uznaje za zakończony sukcesem. Co jest miarą tego sukcesu? 

Jest nią poziom uzyskanych upustów. Naszym celem była zamian czynszów stałych na czynsze zmienne, czyli procent od obrotu. To nie do końca udało nam się zrealizować w zakresie na jaki liczyliśmy. Uzyskaliśmy natomiast upusty w czynszach na ten rok.

Jaka jest skala tych upustów?

Nie możemy podzielić się taką informacją, bo wiąże nas tajemnica negocjacji. Ale jesteśmy zadowoleni z uzyskanych warunków.

Negocjacje dotyczyły około 650 sklepów. Tymczasem podpisaliście tylko 300 aneksów. Czy to oznacza, że w przypadku około 350 umów, które nie zostały jeszcze formalnie sfinalizowane, czekacie tylko na ich podpisanie?

Proces negocjacji został zakończony. Zostały tylko kwestie formalne. Czekamy na wymianę dokumentów.

Czy w przypadku dalszego wzrostu drugiej fali epidemii, co może skutkować spadkiem sprzedaży, bierzecie pod uwagę kolejne renegocjacje umów najmu?

Negocjacje które zakończyliśmy dotyczyły roku 2020. Jeżeli natomiast Covid przedłuży się na rok 2021 i obroty spadną, to ponownie usiądziemy do stołu negocjacyjnego.

Pomimo kryzysu, w ramach całej grupy, w ciągu roku powiększyliście swój stan posiadania o 34 sklepy. W samej Polsce jest ich jednak mniej o 55. Z czego to wynika?

Patrzymy na to ile mamy w danym kraju sklepów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców oraz na penetrację sprzedaży on-line. W Polsce od 3 lat zmniejsza się liczba sklepów stacjonarnych naszych marek. Jest ich za dużo. Rynek jest przesycony. Nawiasem mówiąc jest to typowe dla rozwiniętych rynków  w Europie Zachodniej czy USA, gdzie liczba sklepów systematycznie spada.

W naszym przypadku, na polskim rynku, proces odchudzania tradycyjnej sieci będzie trwał jeszcze rok, może dwa lata. Ale nie będzie to związane z żadnymi gwałtownymi ruchami. Tam, gdzie będzie wygasać umowa, tam będziemy przyglądali się konkretnej lokalizacji i jeśli uznamy, że przedłużenie umowy nie opłaca się, to taki sklep wygasimy. 

W planach na przyszły rok w zasadzie wstrzymujecie rozwój marek z wyższej półki, czyli Reserved i Mohito, stawiając na ekspansję Cropp, House i szczególnie Sinsay. Jakie przesłanki są podstawą takiej strategii?

Mohito i Reserved dobrze sprzedają w  kanale on-line, w związku z czym będziemy potrzebować mniej sklepów stacjonarnych. Więc to wyhamowanie rozwoju będzie dotyczyło głównie tych marek.

Jakie lokalizacje są w centrum Waszej uwagi w związku z rozwojem Cropp, House i Sinsay? Jaka część tej ekspansji będzie skupiona na parkach handlowych, a jaka na dużych, tradycyjnych galeriach?

W dużych centrach handlowych jesteśmy już prawie wszędzie. Ewentualne zmiany będą dotyczyły powiększania już istniejących sklepów. Cropp, House i Sinsay będą się rozwijały zwłaszcza w średnich i mniejszych miejscowościach, głównie w retail parkach lub, w mniejszym zakresie, w lokalizacjach przy ulicach.  

Wśród tych trzech marek jest jednak zdecydowany lider. Jest nim marka Sinsay, która rozwija się najszybciej w ramach nowego, w pewnym sensie rewolucyjnego konceptu. Pojawiają się opinie, że jest to Wasza odpowiedź na Primarka.

Nie chcielibyśmy porównywać się w ten sposób do żadnych innych konceptów. Primark otwiera olbrzymie sklepy w dużych miastach, podczas gdy my celujemy w mniejsze miasta i mniejsze powierzchnie. To jest inne podejście do biznesu.

W planie na rok 2021 LPP przewiduje wzrost powierzchni w naszym kraju na poziomie tylko 4 proc., podczas gdy w Europie będzie to 13 proc., a w Europie Wschodniej aż 19 proc.  Skąd te różnice w tempie rozwoju?

Tak jak, wspomniałem już wcześniej, kluczowym wskaźnikiem jest dla nas udział sprzedaży on-line w sprzedaży całkowitej. Jeżeli przyjmiemy, że w kanale online powinniśmy mieć 20 procent udziałów, a w danym kraju jest to zdecydowanie więcej, to oznacza to, że na takim rynku sieć sprzedaży stacjonarnej jest za mała. Taką sytuację mamy na przykład w Rumunii, gdzie udział sprzedaż online jest dużo wyższy aniżeli w pozostałych krajach.

Jak wygląda rentowność Waszych sklepów w Polsce w porównaniu z zagranicą?

W Polsce mamy średnio-wysoką rentowność. Im dalej na wschód tym jest ona większa. Dobrymi rynkami są kraje bałtyckie, Rosja i Ukraina. Po nich jest Polska, a kolejno kraje na południe od nas, czyli Czechy, Słowacja, Węgry.

Rozmawiał: Radosław Rybiński