Strona główna Newsletter SCF 2023 Spring

[WYWIAD] Bartosz Józefiak, Benefit Systems: Tarcze antykryzysowe pomagają w niewielkim stopniu i tylko nielicznym

Z naszych szacunków wynika, że z programów pomocowych mogło skorzystać maksymalnie 20 proc. firm z  branży sportowo-rekreacyjnej. Co więcej, skala tej pomocy jest bardzo niewielka. Dla porównania w Niemczech firmy otrzymały środki, które umożliwiły im pokrycie ok. 70-80 proc. kosztów stałych – mówi w rozmowie z redakcją retailnet.pl / SCF News Bartosz Józefiak, członek Zarządu Benefit Systems.

W połowie marca minie już rok od wprowadzenia w Polsce I lockdownu. Po nim nastąpiły dwa kolejne, 20 marca wprowadzony będzie następny. Sytuacja wciąż daleka jest od stabilnej. Spodziewał się Pan, że to będzie tyle trwało?

Czasami odnoszę wrażenie, że to wszystko trwa już całą wieczność. Niestety, mijają kolejne miesiące, a z perspektywy przedsiębiorców nic się nie zmienia i jesteśmy w zasadzie dokładnie w tym samym miejscu, co w marcu ubiegłego roku. Przez chwilę łudziliśmy się co prawda, że rząd zrealizuje własne zapowiedzi i powstanie w końcu tzw. mapa drogowa, która w przejrzysty i konkretny sposób określi, na jakich zasadach będą otwierane poszczególne branże. Tak się jednak nie stało. W branży sportowo-rekreacyjnej rząd postawił w ostatnim czasie na warunkowe otwarcia basenów czy kortów tenisowych, pomijając inne obiekty sportowe. Takie testowanie arbitralnych rozwiązań jest zupełnym zaprzeczeniem przewidywalnego planu, którego tak bardzo potrzebują przedsiębiorcy. Pandemia, z którą zmagamy się od przeszło roku, dotknęła wiele dziedzin życia i gospodarki, a sektor aktywności sportowej należy do tych, które ucierpiały najbardziej. W ciągu ostatnich 12 miesięcy kluby sportowe mogły funkcjonować łącznie przez kilkanaście tygodniu, i to w bardzo rygorystycznym reżimie sanitarnym. Sytuacja jest więc skrajnie trudna. Lekarstwem jest jak najszybsze odmrożenie tej branży – być może z wykorzystaniem podziału na strefy zieloną, żółtą i czerwoną, a tym samym szybsze uruchomienie obiektów sportowych w powiatach i województwach, które dobrze radzą sobie z pandemią. Im dłużej będziemy żyli w tym zawieszeniu, tym mniej przedsiębiorców przetrwa.

Co jakiś czas pojawiają się informacje o planach odmrożenia właśnie branży fitness czy gastronomicznej.

Niestety wszystko kończy się na planach. W branży aktywności sportowej panuje coraz większa niepewność i frustracja. Zarówno Polska Federacja Fitness, organizacje pracodawców, jak i my, jako Benefit Systems, od wielu miesięcy apelowaliśmy do rządu o wysłuchanie naszych racji. Przedstawiliśmy twarde dane i badania, że przy zachowaniu odpowiednich środków sanitarnych kluby sportowe są miejscami bezpiecznymi dla użytkowników. Te głosy zostały jednak zignorowane w okresie spadku zachorowań, a w obecnej sytuacji jeszcze trudniej o racjonalną dyskusję. Tymczasem, jestem głęboko przekonany, że w przypadku branży sportowo-rekreacyjnej lekarstwo w postaci lockdownu jest gorsze od choroby. Skutki dotykają bowiem nie tylko przedsiębiorców, ale całe społeczeństwo. Rachunek za spadek aktywności fizycznej Polaków przyjdzie nam wprawdzie zapłacić dopiero za jakiś czas, ale będzie wysoki i niestety nieunikniony.

Wspominał Pan o możliwych upadłościach. Sytuacja jest już tak krytyczna?

W dłuższym horyzoncie czasowym prognozy dla branży sportowo-rekreacyjnej są bardzo optymistyczne. Mocno wierzymy w to, że w post-pandemicznych czasach ludzie jeszcze chętniej i liczniej będą chcieli podejmować aktywność fizyczną. Po wielomiesięcznej izolacji oraz znacznym ograniczeniu lub zmianie dotychczasowych przyzwyczajeń, sport  będzie ważnym elementem powrotu do “normalności” w życiu. Na to nakłada się widoczna od wielu lat globalna tendencja do prowadzenia bardziej świadomego, zdrowszego stylu życia, a aktywność fizyczna, obok diety, jest jego filarem.

Jednak by skorzystać z tego długofalowego trendu, polscy przedsiębiorcy muszą najpierw przetrwać obecny kryzys. Z tym jest coraz trudniej. W przypadku mniejszych podmiotów zasoby finansowe już dawno się wyczerpały, więksi balansują na granicy.

Tarcze antykryzysowe nie pomagają?

Pomagają, ale w niewielkim stopniu i tylko nielicznym. Z naszych szacunków wynika, że z programów pomocowych mogło skorzystać maksymalnie 20 proc. firm z  branży sportowo-rekreacyjnej. Co więcej, skala tej pomocy jest bardzo niewielka. Dla porównania w Niemczech firmy otrzymały środki, które umożliwiły im pokrycie ok. 70-80 proc. kosztów stałych. Nawet w czasie lockdownu, mogły swobodnie egzystować. W Polsce jest to niestety niemożliwe. Kolejna sprawa to tempo wdrażania tarcz. Dla przykładu w Czechach przedsiębiorcy mogli liczyć na pomoc materialną od pierwszego dnia lockdownu, u nas trzeba było czekać ponad 3 miesiące.

A jak wygląda sytuacja z Państwa perspektywy?

Podobnie jak całą branża dotkliwie odczuwamy skutki lockdownu. Wyraźnie widać, że ludzie chcą wrócić już do aktywności fizycznej. Dzwonią do nas, apelują w mediach społecznościowych, a my nie jesteśmy w stanie udzielić im konkretnej odpowiedzi co do terminu wznowienia działalności naszych obiektów. Strategia odmrażania gospodarki obecnie nie istnieje. Niemożliwe jest nakreślenie jakiegokolwiek scenariusza. To frustrujące.

Alternatywą stały się zajęcia online?

Treningi w warunkach domowych nigdy nie będą pełnowartościową alternatywą, ale wierzymy, że mogą stać się atrakcyjnym uzupełnieniem aktywności w obiektach sportowych. Dlatego jeszcze w czasie pierwszego lockdownu znacząco rozszerzyliśmy ofertę usług online, w tym zbudowaliśmy platformę treningową Yes2move. Klienci indywidualni i posiadacze kart MultiSport mogą za jej pośrednictwem nie tylko uczestniczyć w zajęciach sportowych, ale również skorzystać z porad dotyczących zdrowia psychicznego czy prawidłowego odżywiania. To pozwoliło nam w tych trudnych czasach utrzymać kontakt z całkiem sporą grupą naszych klientów. W ostatnich miesiącach zainteresowanie naszą platformą wzrosło pięciokrotnie i jest to dobry, choć niejedyny, wskaźnik potrzeb społecznych w zakresie aktywności fizycznej i zdrowego stylu życia.

Ilu aktywnych uczestników karty MultiSport posiadacie obecnie?

Na koniec roku mieliśmy 480 tys. aktywnych uczestników. W tej chwili liczba ta jest zbliżona.

A ilu ich było przed wybuchem pandemii?

Na koniec 2019 było to ok. 1,1 mln uczestników.

To duża różnica.

Zgadza się. Na szczęście nasze relacje z klientami i użytkownikami są ugruntowane. Po pierwszym lockdownie  grupa aktywnych kart MultiSport spadła do ok. 300 tys., jednak po częściowym zniesieniu ograniczeń zaczęliśmy szybko odrabiać straty i przed wprowadzeniem II lockdownu liczba użytkowników wzrosła do ok. 800 tys. Dodam tylko, że przyrost ten obserwowaliśmy w miesiącach letnich, czyli tradycyjnie w sezonie niższej aktywności w obiektach sportowych.

Wiele firm musi ciąć koszty. Nie obawia się Pan, że np. rezygnacja z programów sportowych dla pracowników może być jednym ze źródeł szukania oszczędności?

Zapewnienie dostępu do aktywności fizycznej, która ma bezpośredni wpływ również na zdrowie psychiczne, to jeden z głównych pozapłacowych elementów motywowania pracowników. Pandemia tego nie zmieni, a być może nawet wzmocni ten trend. Do tego dochodzą twarde dane, które pokazują skalę korzyści, które aktywność fizyczna pracowników generuje dla pracodawcy – od znacznie niższych kosztów absencji chorobowych po większą efektywność. Z naszych badań wynika także, że w okresie pandemii aż 60 proc. pracowników oczekuje od firm większego wsparcia w obszarze zdrowia i aktywności fizycznej.

Kluby sportowe stanowią ważny element tenant-mixu w wielu galeriach. Jak w obecnej sytuacji wyglądają negocjacje z właścicielami i zarządcami obiektów handlowych?

W naszym portfolio jest prawie 160 klubów. Wynajmujemy ok. 225 tys. mkw powierzchni, znaczna część tego metrażu dotyczy lokali w galeriach handlowych. Mówimy więc o poważnej skali działalności i co ważne – zwłaszcza w obecnych czasach – o długoterminowej współpracy. Dlatego apelujemy o jedno – negocjując warunki umów najmu, nie patrzmy na to, co będzie jutro, tylko za rok albo 5 lat. Musimy spojrzeć na całość w dłuższej perspektywie i odpowiednio rozłożyć ciężary, by długofalowo zabezpieczyć interesy każdej ze stron, zwłaszcza w okresie kryzysu i zmian zachodzących na rynku nieruchomości komercyjnych. Pandemia niestety mocno zmienia np. podejście klientów do zakupów, a według PwC znacząco wzrośnie wartość brutto polskiego rynku handlu e-commerce w najbliższych latach. Inna kwestia to powierzchnie biurowe, gdzie od jakiegoś czasu widać zmniejszone zainteresowanie nowymi biurami i rosnącą popularność pracy zdalnej lub w systemie hybrydowym. Zmierzam do wniosku, że zarówno właściciele i zarządcy obiektów handlowych czy biurowych, jak i najemcy, powinni spojrzeć na wzajemne relacje w kategoriach długoterminowej inwestycji i współpracy, zapewniającej obopólne korzyści.

Rozmawiał: Łukasz Izakowski