[WYWIAD] Michał Sowa, Cukiernie Sowa: nie rezygnujemy z galerii, ale centra convenience są ich mocną konkurencją

Pandemia nie ograniczyła naszyła planów ekspansji, a jedynie zmieniła podejście do wyboru niektórych lokalizacji pod nowe cukiernie. Parki handlowe i centra convenience są bardziej elastycznym formatem i w ostatnim czasie istotnie ku nim się skłaniamy. Oczywiście nie jest tak, że rezygnujemy z galerii, ale zauważamy, że centra convenience są ich mocną konkurencją – mówi w rozmowie z Retailnet Michał Sowa, współwłaściciel sieci Cukiernia Sowa

Jak radzi sobie sieć Sowa w czasie pandemii?

Michał Sowa: Na szczęście nie jesteśmy ani typową cukiernią ani typową kawiarnią, a konceptem hybrydowym i dzięki temu nawet w najtrudniejszym okresie lockdownów nasze sklepy
są i mogły być otwarte. Oczywiście ruch w galeriach handlowych, gdzie mamy sporo lokali, jest znikomy, ale sklepy w takiej formule jak nasze, czyli piekarnio-cukiernie, mogą działać. Pandemia to oczywiście i dla nas okres spadków sprzedaży, ale jeśli tylko galerie są otwarte i działają pomimo reżimu sanitarnego, to w jakimś stopniu jesteśmy w stanie te spadki nadrabiać.

A kanał delivery pomaga?

MS: Dowozy oferujemy w wybranych lokalizacjach. Pandemia istotnie przyspieszyła stworzenie naszego sklepu internetowego, który ruszył wiosną ubiegłego roku. Pierwsze dowozy do klientów pojechały w zeszłoroczną Wielkanoc. Wówczas zamówienia były przyjmowane tylko telefonicznie, ale od Bożego Narodzenia przyjmujemy już zamówienia również poprzez sklep internetowy.

Sowa to w wielu przypadkach lokale ze strefą kawiarnianą i stolikami do konsumpcji na miejscu. Czy pandemia zweryfikowała Wasz format?

MS: Opcja kawiarniana i strefa stolikowa są wyłączone z użytku. Nie pozostajemy jednak bierni w działaniu i stworzyliśmy kilka dodatkowych opcji wspomagających sprzedaż. Można powiedzieć, że w jubileuszowy dla naszej firmy 75-ty rok działalności wchodzimy z nowym konceptem. Jesienią ubiegłego roku otworzyliśmy pierwszą cukiernię w tej formule w Toruniu. To format skierowany ku młodszemu pokoleniu, z ciekawą nowoczesną aranżacją, specjalnymi menuboardami oraz ofertą „Pyszne z pieca”. Ta formuła zakłada wypiekanie części asortymentu na miejscu w lokalu, co tworzy klimat – zapach świeżego pieczywa przyciąga do wstąpienia i dokonania zakupów. Ponadto szybko zareagowaliśmy także na sytuację, w której praktycznie do zera spadła konsumpcja lodów w naszych placówkach. Okazało się, że stojący w każdej cukierni konserwator do lodów staje się z dnia na dzień coraz bardziej zbędny. Postanowiliśmy wprowadzić do niego, zamiast lodów, pierogi. I to okazało się strzałem w dziesiątkę. Pierogi i zupy pasteryzowane w słoikach sprzedają się świetnie w pandemii, więc po przetestowaniu tego działania w jednym sklepie, wprowadzamy je w kolejnych. Takie nieszablonowe działania i elastyczne podejście są bardzo potrzebne i ważne w obecnych czasach.

Pomimo pandemii nie wstrzymaliście ekspansji. Jakie są Państwa plany otwarć w najbliższym czasie?

MS: Pandemia nie ograniczyła naszyła planów w tym zakresie, a jedynie zmieniła podejście do wyboru niektórych lokalizacji pod nowe cukiernie. Rozwijamy się zarówno otwierając lokale
własne, jak i franczyzowe. W minionym roku przybyły nam dwa sklepy własne w Inowrocławiu i Toruniu. Inowrocław to minikoncept z ograniczoną ofertą. Mała powierzchnia, bez możliwości konsumpcji na miejscu. Natomiast lokal w Toruniu to pełnometrażowa kawiarniocukiernia z pełną ofertą śniadaniową, cukierniczą i kawiarnianą. Wraz z franczyzobiorcami oddaliśmy także do użytku duży lokal o powierzchni ponad 200 mkw. w Łodzi w sąsiedztwie Biedronki i Empiku. To również lokal w centrum convenience. Jeśli chodzi o galerie handlowe, to otworzyliśmy także nasz 4-ty lokal w Białymstoku w Atrium Biała. Biorąc natomiast pod uwagę plany na ten rok, to w kwietniu otworzymy kolejną cukiernię w Gdańsku w Rental Parku – koncept z pełną ofertą, w tym także odpiekiem. Mamy również podpisaną umowę na lokal w Gorzowie Wielkopolskim. Planowane otwarcie to maj. Cały czas prowadzimy rozmowy na temat kolejnych lokalizacji, w znakomitej większości w parkach handlowych, ale nie tylko.

Czyli nieco zmieniła się Państwa strategia rozwoju? Dotychczas raczej celowaliście w duże galerie handlowe

MS: Jednym z moich „pandemicznych” przemyśleń w tym temacie jest to, że parki handlowe i centra convenience są bardziej elastycznym formatem i w ostatnim czasie istotnie ku nim się skłaniamy. Oczywiście nie jest tak, że rezygnujemy z galerii, ale zauważamy, że centra convenience są ich mocną konkurencją. Jest przynajmniej kilka powodów, dla których będziemy otwierać punkty poza galeriami. Przede wszystkim parki handlowe zapewniają bezpośrednie wejście z zewnątrz, co w naszym przypadku jest szczególnie istotne, gdyż nasza działalność nie jest ograniczona zakazem handlu w niedziele, więc możemy działać praktycznie non-stop. Nie bez znaczenia są także zdecydowanie wyższe koszty utrzymania lokalu w galerii handlowej.

O jakiej różnicy w wysokości czynszów mówimy?

MS: Wszystko zależy od galerii i jej lokalizacji, ale przykładowo, w ostatnim czasie dostałem ofertę wynajmu dwóch lokali w Trójmieście – jeden w typowej galerii, drugi w centrum convenienece. Czynsz za lokal w centrum convenience w tym samym mieście był o 50 proc. niższy od tego zaoferowanego nam w galerii. I mówię tylko o czynszu podstawowym, nie wliczając opłat marketingowych, które w galeriach są, w mojej opinii, zbyt wysokie. Parki handlowe oczekują zwykle stałej opłaty czynszowej i opłat licznikowych. Ponadto w parkach handlowych nie ma też wielu zapisów, które, mówiąc kolokwialnie, wiążą nam ręce np. narzucają godziny i dni otwarcia sklepu. W galeriach zwykle jest to pon.-sob. od 9 do 21. Tymczasem w naszej branży czas otwarcia ma duże znaczenie i wolimy, by nasze sklepy działały od np. 7 rano do 18, gdyż wieczorami w galerii handlowej raczej nie kupuje się pieczywa, czy pączków.

To oznacza, że będziecie wychodzić z galerii?

MS: Od kilku lat widać, że rynek jest bardzo nasycony powierzchnią handlową i zmieniły się także przyzwyczajenia konsumentów. Uważam, że klienci będą chodzić do galerii, ale na codzienne
szybkie zakupy wybiorą małe centra zakupowe w pobliżu domu. Ta zmiana jest widoczna już od jakiegoś czasu. Wygrywają centra, przy których można wygodnie i szybko zaparkować, zrobić zakupy spożywcze, czy w drogerii, a przy okazji pójść po ciasto do kawy. Parki handlowe taką ofertę teraz dają i z pewnością zmienia to strukturę całego rynku retail. Natomiast odpowiadając na pytanie czy będziemy wychodzić z galerii, odpowiem, że to zależy od warunków, które zaproponują nam wynajmujący. Na stawki czynszów sprzed pandemii z pewnością nie będziemy się godzić. Jeśli wynajmujący nie będą skłonni do negocjacji, to zamkniemy najbardziej nierentowne sklepy w galeriach.

Jakich zmian zatem oczekujecie?

MS: Wszystko rozbija się o wysokość czynszów. Wiele negocjacji, które przeprowadziliśmy po pierwszym wiosennym lockdownie, wiązało się z obniżkami czynszowymi, co pomagało nam w funkcjonowaniu, ale z drugiej strony podpisywane porozumienia narzucały nam obowiązek przedłużania umów. Teraz te negocjacje są trudniejsze, bo pojawia się argument, że nas zakaz prowadzenia działalności nie obowiązuje i nie należy nam się obniżka czynszu. Aktualnie kończy nam się kilka umów i zobaczymy, jakie będzie podejście wynajmujących. Ci, którzy będą podchodzić do renegocjacji rozsądnie, zyskają.

Jest Pan znany z tego, że często robi tury po galeriach w całym kraju i osobiście dogląda swoich lokali. Jaki obraz centrów handlowych wyłania się z Pana obserwacji?

MS: Wyraźnie widać spadek ruchu w galeriach i to obraz raczej smutny. Ludzie rezygnują z zakupów, bo nie mają gdzie usiąść, nie mogą nic zjeść, czy się napić. Robią więc szybko zakupy i wracają do samochodów, gdzie mogą zdjąć maseczkę. To szczególnie widać w dużych galeriach w dni powszednie. W mniejszych obiektach, gdzie dominuje oferta spożywcza, to zjawisko nie jest aż tak widoczne, bo ruch rozkłada się na cały tydzień.

Rozmawiała: Katarzyna Łabuz

Newsletter

Codzienny newsletter profesjonalistów rynku centrów handlowych