[WYWIAD] Sylwia Zarzycka, Fundacja Między Niebem a Ziemią: otaczamy opieką całe rodziny

Kiedy 10 lat temu zakładałam fundację, to mówiłam sobie, że nie chcę prowadzić „fundacji-korporacji”. Unikamy sytuacji, że przyjmujemy podopiecznych, a potem nie mamy środków na pomoc dla chorych dzieci i ich rodzinom. Dosyć trudno jest dostać się do nas, bo przyjmujemy tylko tyle rodzin, ilu możemy realnie pomóc – mówi Sylwia Zarzycka, założycielka i prezeska Fundacji Między Niebem a Ziemią. Wśród firm wspierających działalność Fundacji są m.in.: Rossmann, Deichmann, KIK, KappAhl i Deni Cler. 

Fundacja Między Niebem a Ziemią działa już ponad 10 lat. Kto jest beneficjentem waszej pomocy?

Fundacja opiekuje się nieuleczalnie chorymi dziećmi. Są to dzieci, które zazwyczaj mają porażenia mózgowe, padaczki i cały szereg chorób towarzyszących. W tej chwili mamy pod opieką 80 rodzin na terenie całej Polski. 

Fundacji podobnych do Waszej jest zapewne wiele. Co Was wyróżnia ?

Przede wszystkim to, że oprócz pomocy samym dzieciom, co jest dla nas oczywiście priorytetem, wspieramy także rodziny tych dzieci. Bo kiedy w rodzinie jest bardzo chore dziecko, to tak naprawdę choruje cała rodzina. 

Ze względu na fakt, że wszystkie środki w rodzinie idą na leczenie nieuleczalnie chorego dziecka, to te zdrowe dzieci są zazwyczaj na drugim planie. Pomagamy więc zdrowemu rodzeństwo tych dzieci, wysyłając je na kolonie, na wakacje czy kupując wyprawki szkolne.  Kiedy zaczęła się pandemia i zdalna nauka, to okazało się, że w naszych rodzinach zdrowe dzieci nie mają sprzętu komputerowego. Kupiliśmy więc dla zdrowego rodzeństwa komputery.

Nie zapominamy także o rodzicach. Ostatnio pracujemy głównie z matkami chorych dzieci. Bardzo ważna jest pomoc psychologiczna. Ci rodzice, którzy zostają w domach z chorymi dziećmi, mają związane z tym obowiązki przez 24 godziny na dobę, więc bardzo często są w bardzo trudnej sytuacji psychicznej. 

Na czym polega pomoc w tym obszarze?

Dla matek takich dzieci organizujemy comiesięczne „spotkania wytchnieniowe” w kilku miastach w Polsce. Polega to na tym, że raz na miesiąc mogą one wyjść z domu w jakieś ładne miejsce, gdzie mają warsztaty z psychologiem. To jest też okazja do poznania innych kobiet, które również  mają chore dzieci. Do tego, dwa razy do roku, organizujemy  wyjazdy weekendowe. 

Ale w centrum Waszej uwagi są oczywiście chore dzieci…

One są dla nas priorytetem. Kupujemy dla nich praktycznie wszystko, począwszy od sprzętu rehabilitacyjnego, takiego jak wózki, łóżka, schodołazy, pionizatory. Fundujemy im zakup lekarstw, różnego rodzaju pomoc medyczną, operacje, pokrywamy koszty wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne i taką codzienną stacjonarną rehabilitację. 

Tutaj wspomnę o projekcie, który od roku robimy wspólnie z Rossmannem, w ramach którego  zatrudniamy opiekunki, które pomagają naszym fundacyjnym rodzicom w takiej codziennej opiece. Ten program będzie przedłużony na kolejny rok. 

Rossmann jest jedną z wielu firm, które wspierają działania Fundacji. Bo jest także Deichmann i KiK. Czy mogłaby Pani powiedzieć więcej o zaangażowaniu tego rodzaju firm we współpracę z Wami?

Rossmann organizuje od lat swoją  akcję charytatywną „Pomagamy jak umiemy”. Bardzo mi się podoba, że co roku wybierają jakaś inną grupę docelową, którą wspierają. W 2021 roku były to kobiety i już wiemy, że w następnym roku jeszcze raz będą kobiety. W ramach tej akcji Rossmann pomaga właśnie naszym matkom chorych dzieci, poprzez pokrywanie kosztów opiekunek. 

W tej chwili, dzięki Rossmannowi, mamy zatrudnionych w Fundacji 18 opiekunek, które pomagają naszym rodzinom w codziennej opiece nad chorym dzieckiem.  

Drugą firmą z branży retailowej, z którą pracujemy już od 5 lat, jest Deichmann. To jest po prostu rewelacyjna współpraca. Nie wymaga od nikogo wielkiego nakładu pracy, a zbieramy spore pieniądze. W kilkudziesięciu sklepach Deichmanna, na terenie całej Polski, mamy postawione przy kasach puszki. Klienci tych sklepów mogą wrzucać do nich swoje datki. I tak działamy przez cały rok, natomiast w styczniu zbieramy te pieniądze z puszek i 100% zebranych środków przeznaczamy na rehabilitację naszych ciężko chorych dzieci.

Ta współpraca trwa już od lat i olbrzymia liczba ciężko chorych dzieci korzysta dzięki Deichmannowi z rehabilitacji zarówno tej stacjonarnej jak i z turnusów rehabilitacyjnych. To jest bezcenna pomoc. 

Natomiast, jeżeli chodzi o KiK, to współpracowaliśmy jednorazowo przy zakupie sprzętu komputerowego dla zdrowego rodzeństwa naszych chorych dzieci. Dostaliśmy od nich wsparcie na początku 2020 roku i dzięki temu nasi podopieczni mogli korzystać z nauki  zdalnej. 

Można więc chyba powiedzieć, że branża retailowa jest w awangardzie firm wspierających Wasza Funadcję.

Myślę, że ta współpraca w branży retail dopiero zaczyna się rozwijać. Bardzo bym chciała współpracować z większą ilością sieci, bo wiem z doświadczenia, że razem możemy zrobić bardzo wiele niesamowitych akcji pomocowych. W tym roku w pomoc naszym podopiecznym zaangażowały się  firmy: KappAhl i Deni Cler.  

W roku 2021 zaprosiłam 12 Pań z biznesu do udziału w kalendarzu charytatywnym.  Zrobiłyśmy sesję zdjęciową. Wizerunki uczestniczek tej akcji, którą nazwałam „Kobiety Biznesu 2022”  znajdują się na kalendarzu na 2022 rok, który już można nabyć w naszym sklepie charytatywnym. Wśród kobiet, które zgodziły się wziąć udział w tej  akcji jest Pani Agnieszka Skrybant, Prezes Zarządu KappAhl Polska. Zarządzana przez nią  spółka pokryła koszty kilku  spotkań “wytchnienionych” w Warszawie dla matek ciężko chorych dzieci oraz przekazała prezenty na organizowane przez nas licytacje charytatywne, które robimy od 10 lat w kilku miastach Polski. 

Zorganizowaliśmy też też z KappAhlem kolejną rewelacyjną akcję: wybraliśmy 8 matek chorych dzieci, które mogły pójść do sklepu KappAhl i za określoną kwotę wybrały sobie ubrania. Jest to o tyle ważne, że te kobiety nie kupują sobie ubrań w takich sklepach. Po prostu je na to nie stać. Wszystkie pieniądze w rodzinach, w których znajdują się ciężko chore dzieci przeznaczane są na leczenie i rehabilitację dziecka. Takie dobra jak ubrania czy kosmetyki często są poza zasięgiem naszych fundacyjnych kobiet.

Czyli matki chorych dzieci otrzymały bony prezentowe.

Tak. Kolejną Panią, która bierze udział w naszym kalendarzu, jest Pani Iwona Kossmann, prezeska Deni Cler. Kierowana przez nią firma również przekazała  zimowe ubrania dla matek chorych dzieci. Piękne kurtki, swetry, rękawiczki. Oprócz tego Pani Iwona prowadzi mentoring dla naszych fundacyjnych kobiet, które chciałyby wrócić do pracy mając chore dziecko czy po jego odejściu.

Współpracujemy także z Bielendą, która regularnie wspiera naszą Fundację poprzez przekazywanie kosmetyków dla mam chorych dzieci. 

Z tego, co Pani mówi wnioskuję, że jeżeli jest firma gotowa do współpracy, to w sposób bardzo elastyczny określacie zakres takiej współpracy i jego formę.

Oczywiście.

Tutaj w zasadzie każde rozwiązanie jest możliwe, bo to może być jakaś wymiana towarów, może być wsparcie finansowe czy rzeczowe. Więc jesteście  bardzo elastyczni.

Tak. Wszystko zależy od firmy, bo jeżeli ktoś chce pomagać, to zawsze znajdziemy jakieś rozwiązanie. Potrzeby są ogromne. Z Deichmannem wymyśliliśmy puszki przy kasach i to jest rewelacyjne rozwiązanie. Pomagają de facto klienci sklepów. Myślę, że to jest bardzo ważne, że robiąc zakupy mogą wesprzeć chore dzieci. Ta akcja jest dużym sukcesem. Niektórzy jednak niekoniecznie preferują taką formę współpracy i na przykład wolą przekazać towar. I to także jest bardzo cenna pomoc, bo w zdecydowanej większości nasi fundacyjni rodzice nie kupują rzeczy w markowych sklepach czy sieciówkach. Nie stać ich zupełnie na taki luksus. Większość moich fundacyjnych matek ubiera się w „ciuchlandach”, bo pieniądze potrzebne są na leczenie dziecka. A kwoty leczenia czy rehabilitacji są ogromne. 

Powiedziała Pani, że pod opieką Fundacji jest kilkadziesiąt dzieci i ich rodzin. W sumie to jest kilkaset osób. Domyślam się, że skala potrzeb jest niewyobrażalnie większa, więc zaangażowanie nowych firm, także z obszaru retail, mogłoby spowodować, że wasza Fundacja mogłaby rozwinąć swoje działania i pomagać większej liczbie rodzin.

Tak, oczywiście. Kiedy 10 lat temu zakładałam fundację, to mówiłam sobie, że nie chcę prowadzić „fundacji-korporacji”. Unikamy sytuacji, że przyjmujemy podopiecznych, a potem nie mamy środków na pomoc tym rodzinom. Dosyć trudno jest dostać się do nas, bo przyjmujemy tylko tyle rodzin ilu możemy realnie pomóc. Dlatego obecnie mamy 80 rodzin, bo na tyle mamy środków, aby naprawdę realnie i kompleksowo pomagać. Jeżeli będą większe środki, to oczywiście, że przyjmiemy więcej podopiecznych i będziemy na większą skalę ich wspierać. Wiem, że skala i ilość podopiecznych zawsze robią na ludziach wrażenie, ale ja stawiam bardziej na jakość. U nas każda rodzina jest zaopiekowana i ma poczucie bezpieczeństwa. To jest dla mnie najważniejsze.

Rozmawiał: Radosław Rybiński

Facebook
LinkedIn
PARTNERZY PORTALU
NAJNOWSZE INFORMACJE
SCF DATABASE
Scroll to Top