Strona główna Newsletter SCF 2023 Spring

[WYWIAD] Tomasz Jagiełło, Helios: 56 tysięcy widzów to bardzo dobry wynik

Jako branża kinowa postulowaliśmy, aby do momentu zniesienia ograniczeń w działalności kin przysługiwało nam odpowiednie obniżenie czynszu. Możemy sprzedawać 50 procent miejsc w każdej z sal kinowych – to trochę tak, jakbyśmy mogli korzystać tylko z połowy powierzchni najmu – w rozmowie z SCF News/retailnet.pl mówi Tomasz Jagiełło, Prezes Zarządu sieci multipleksów Helios.

Jaka była Pana pierwsza myśl, kiedy w poniedziałek rano otworzył Pan raport pokazujący frekwencję w pierwszy weekend po ponownym otwarciu kin?

Tomasz Jagiełło: Takie raporty otrzymywałem co godzinę, przez cały weekend, więc w poniedziałek rano znałem już wszystkie wyniki.

Więc…

TJ: Byłem bardzo zadowolony. Mieliśmy 56 tysięcy widzów, co jest dobrym wynikiem, w porównaniu z 2019 rokiem, gdy w przedostatni weekend maja nasze kina odwiedziło 70 tysięcy osób. Na liczbę widzów wpłynęło kilka czynników. Przede wszystkim ograniczenie w sprzedaży biletów do 50 procent foteli dostępnych w każdej z sal. W wielu miejscach oznaczało to, że widzowie musieli odchodzić od kas z kwitkiem, bo limit sprzedanych miejsc zostałby przekroczony. Po drugie, byliśmy jedyną działającą siecią kin – brakowało naszej konkurencji, czyli Multikina i Cinema City. Dlatego tego wyniku nie możemy przeceniać czy uznać, że dane te będą powtarzalne. Za tydzień, kiedy już wszystkie sieci kinowe wznowią swoją działalność, będziemy mogli dowiedzieć się, jaka jest naprawdę miara tego wyniku.

Wasza konkurencja nie wystartowała. Wy zdecydowaliście, że skorzystacie z nagłej możliwości i ruszycie już teraz. Dlaczego?

TJ: Zanim odpowiem na to pytanie, muszę powiedzieć, że negatywnie oceniam decyzję rządu o przyspieszeniu terminu otwarcia kin. Nie dlatego, że było to niepotrzebne czy w jakikolwiek sposób kłopotliwe, tylko dlatego, że przemysł kinowy przez tę decyzję stracił szansę na wspólne otwarcie. Jednoczesna kampania wszystkich sieci zapowiadająca wielkie otwarcie kin w jednym terminie sprawiłaby, że wszyscy moglibyśmy równocześnie cieszyć się wspólnym świętem kina.

Trzeba jednak pamiętać, że uruchomienie tak dużej organizacji jak sieć multipleksów to wyjątkowo trudne zadanie w tak krótkim czasie. Musieliśmy zmierzyć się z wyzwaniami związanymi z szybką rekrutacją załóg do wszystkich kin, kwestiami technicznymi, repertuarowymi i – co bardzo ważne – systemami sprzedażowymi. Dzięki wyjątkowemu zaangażowaniu i sprawności zespołu Heliosa cała sieć rozpoczęła działalność bez większych problemów.

Jak ten wynik, czyli 56 tysięcy widzów, wygląda na tle otwarcia po pierwszym lockdownie w ubiegłym roku?

TJ: W tamtym czasie (3 lipca 2020 r.), frekwencja wyniosła 10 tysięcy widzów. To był obiektywnie słaby wynik, ale warto pamiętać, że w tamtym czasie kina w zasadzie nie miały dostępnego repertuaru. Teraz mamy aż nadmiar filmów.

W tym kontekście obecne 56 tysięcy wygląda imponująco.

TJ: To bardzo dobry wynik, ale powtórzę, że ze względu na fakt, iż konkurencyjne sieci nie zdecydowały się na otwarcie kin 21 maja, nie należy wyciągać na jego podstawie zbyt daleko idących wniosków na przyszłość.

Działacie w wyjątkowym reżimie. Jak to się przekłada na Wasze wyniki finansowe? Chciałbym zapytać o taką ścianę przed którą jednak wciąż stoicie właśnie ze względu na 50 procent i z uwagi na brak gastronomii. Czy przy zachowaniu tych ograniczeń możecie w ogóle mówić o tym, że łapiecie jakiś oddech finansowy?

TJ: Niestety, ale działanie w obecnym reżimie sanitarnym nie daje nam na to szansy.

A tymczasem musimy założyć że te 50 procent, to chyba nam się utrzyma przez dłuższy czas. I wydaje się, że większe są szanse na odblokowanie gastronomii. Jaki miałoby to wpływ na Wasz biznes?

TJ: Gdybym miał wybór, to zdecydowanie byłbym za jak najszybszym przywróceniem możliwości spożywania przekąsek w salach kinowych. Warto przypomnieć, że średnie wypełnienie sal kinowych przed pandemią wynosiło 15 procent. Oczywiście, były one wypełnione do ostatniego miejsca w najbardziej popularnych terminach, ale na przykład w poniedziałek rano nieliczni kinomani zasiadali przed dużym ekranem. W przypadku sprzedaży biletów i towarzyszącego jej limitu 50 procent miejsc na salę, możemy dużo zrobić, układając odpowiednio repertuar, natomiast braku wpływów ze sprzedaży barowej nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zastąpić.

Jaka część Waszych przychodów, w normalnych czasach, pochodziła z gastronomii?

TJ: Było to ponad 50 procent wpływów ze sprzedaży biletów.

Czyli jedna trzecia całości.

TJ: Mniej więcej. Ale trzeba pamiętać, że jest to ta część, która generowała największe zyski. Jeżeli jej nie ma, to zachwiany jest cały model biznesowy, w którym dotychczas działaliśmy. Model ten opiera się na wielu elementach, wśród których są oczywiście także czynsze w galeriach handlowych.

Dlatego właśnie zapytałem Pana o gastronomię, bo to jest zapewne taki kluczowy argument, który pojawia się w Państwa rozmowach z wynajmującymi.

TJ: To prawda. Jest to jeden z naszych argumentów w tych rozmowach.

Jak te negocjacje dzisiaj wyglądają?

TJ: Przede wszystkim po stronie wynajmujących jest bardzo wysoki poziom rozgoryczenia decyzjami rządowymi. Chodzi tutaj głównie o artykuł 15ze i jego zmiany. Z naszych rozmów wnioskuję, że tak jak my doskonale rozumiemy sytuację, w jakiej znaleźli się wynajmujący, tak oni też rozumieją naszą. Dlatego też z dużą grupą deweloperów udało nam się dojść już do porozumienia.

Wspomniał Pan już o 15ze ale już mamy 15 ze1. Jak Pan ocenia tę zmianę? Jaki to będzie miało wpływ na Wasze relacje z wynajmującymi? To jest pewna rama ale mogą być przecież inne ustalenia, jeżeli obie strony zgodzą się na to, że to może być regulowane inaczej.

TJ: Nie chcę oceniać obowiązkowego upustu dla branż, które – na przykład – nie zostały szczególnie dotknięte przez wybuch pandemii. Będę wypowiadał się wyłącznie z punktu widzenia osoby zarządzającej siecią kin. Staramy się z wynajmującymi ustalać swoje własne porozumienia odnośnie kształtowania wysokości czynszów. Kiedy słyszę, w jak ciężkiej sytuacji finansowej są inni najemcy centrów handlowych, to muszę powiedzieć, że sytuacja kin jest nieporównywalnie gorsza. Nie wiem, czy znajdziemy wiele takich branż, które będą jeszcze miesiącami funkcjonować z tak silnymi obostrzeniami. Do głowy przychodzi mi tylko jeszcze gastronomia, gdzie zajęty może być co drugi stolik, natomiast tam nie będzie ograniczeń w sprzedaży. Kina natomiast muszą obecnie funkcjonować z limitem sprzedaży 50 procent miejsc oraz bez sprzedaży przekąsek w barach, przynajmniej na początku.

Powiedział Pan, że staracie się ustalać z wynajmującymi własne porozumienia, czyli nie odnoszące się do 15 ze?

TJ: Tak, natomiast jeżeli chodzi o art. 15 ze1, to jako branża kinowa postulowaliśmy, aby do czasu zniesienia ograniczeń w sprzedaży przysługiwało nam odpowiednie obniżenie czynszu. Możliwość sprzedaży 50 procent miejsc w sali kinowej można przyrównać do sytuacji, w której moglibyśmy korzystać tylko z połowy wynajmowanej powierzchni.

Kiedy rozmawialiśmy w lutym tego roku powiedział Pan, że ponosicie więcej strat gdy jesteście otwarci, niż w czasie zamknięcia. Czy dzisiaj powtórzyłby Pan te słowa?

TJ: Na pewno przez następnych kilka miesięcy te słowa będą wciąż aktualne. Marzymy o tym, żeby zniknęły restrykcje, które sprawiają że finansowo jest to dla nas sytuacja gorsza niż w okresie administracyjnego zakazu działalności kin. Czekamy też na jesień, kiedy na ekranach pojawią się największe hity: nowa część przygód Jamesa Bonda, „Diuna” czy chociażby najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego. Warto przy tym zwrócić uwagę, że maj-czerwiec to nigdy nie były szczególnie dobre miesiące dla kina i zdarzało się, że nawet w bardzo dobrych latach bywały one dla branży deficytowe.

Wrócę do innej Pana wypowiedzi sprzed sprzed kilku miesięcy, kiedy mówił Pan że jest wiele znaków zapytania dotyczących przyszłości branży kinowej. Ta przyszłość stoi wciąż pod znakiem zapytania? A może pojawiły się jakieś odpowiedzi?

TJ: Pojawiły się. Bardzo dobrą informacją dla naszej branży jest to, że w Stanach Zjednoczonych odchodzi się już od pomysłów jednoczesnych premier filmów w kinach i na platformach streamingowych. Rok pandemii udowodnił, że film nie może odnieść sukcesu finansowego, jeżeli nie pojawia się na dużym ekranie. W szerokiej dystrybucji kina potrafiły wygenerować około miliarda dolarów przychodów ze sprzedaży biletów. Wpływy premium VOD i platform streamingowych nie są w stanie dorównać tej kwocie. Nadal natomiast pozostaje wiele innych wątpliwości, m.in jaka będzie kondycja finansowa branży, w jakim modelu kina będą działały w galeriach handlowych – szczególnie po okresie upustów wynikających z negocjacji z wynajmującymi.

Po tym pierwszym weekendzie jest jednak chyba promyk nadziei?

TJ: Na razie cieszę się z 56 tysięcy widzów w pierwszy weekend, ale szczęśliwy będę dopiero wtedy, gdy do naszych kin wróci 14 mln widzów, czyli gdy osiągniemy poziom frekwencji z 2019 roku.

Promyk, czy nawet promyczek, to coś dużo lepszego, niż zmierzch kin, który niektórzy już wieszczyli.

TJ: Zmierzchu nie będzie. Dzisiaj już to jest bardzo widoczne. Po eksperymentach z filmami w płatnych serwisach streamingowych okazało się, że rynek nie jest gotowy na funkcjonowanie bez kin. Producenci i dystrybutorzy przekonali się, że jeżeli koszty produkcji filmów, szczególnie blockbusterów, mają się zwrócić, to filmy muszą trafić do kin.

Rozmawiał: Radosław Rybiński