Strona główna Newsletter SCF 2023 Spring

[WYWIAD] Ewelina Szmit, Stowarzyszenie Branży Sal Zabaw i Centrów Rozrywki: ratujemy nasze biznesy

Najemcy z naszej branży chcą, o ile to możliwe, zabezpieczać się na wypadek lockdownu. Natomiast z naszych badań wynika, że w chwili obecnej, na jakąkolwiek renegocjację umowy mogło liczyć zaledwie kilka spośród ponad setki firm, które zrzeszamy. Cała reszta musi funkcjonować na umowach najmu zawartych jeszcze przed pandemią, co przekłada się na to, że mają po prostu straty – mówi w rozmowie z Retailnet Ewelina Szmit, członkini Stowarzyszenia Branży Sal Zabaw i Centrów Rozrywki

Kiedy blisko rok temu rozmawiałyśmy o kondycji operatorów placów zabaw i centrów rozrywki w centrach handlowych była Pani zaniepokojona tym, że Państwa branża nie przetrwa pandemii i zniknie z rynku. Jak jest teraz?

Do niedawna liczyliśmy na to, że mimo trudnej sytuacji, pożar mamy za sobą. Po ostatniej fali odwołanych rezerwacji w grudniu, nasz optymizm niestety zmalał. Operatorzy placówek rozrywki i cała nasza branża i stowarzyszenie bardzo zaangażowali się w ratowanie biznesów i tego co po nich zostało. Potrzebujemy chwili na oddech i wrócimy do jakiejś większej aktywności.Stowarzyszenie stało się kanałem szybkiej komunikacji między najemcami dzięki której możemy się wymienić radami, dzielić problemami, a także sondować sytuację u innych firm we wszystkich regionach. Zrzeszamy różne firmy – takie które posiadają od jednej do pięciu sal zabaw i większe sieciowe oraz tych operatorów, którzy funkcjonują w centrach handlowych. 1/3 podmiotów u nas w stowarzyszeniu znajduje się w centrach handlowych.

Przed jakimi wyzwaniami stoi branża?

Przede wszystkim obserwujemy mniejszy odsetek klienta indywidualnego, a sale zabaw w galeriach handlowych głównie nastawione były na klienta indywidualnego, zaś w znacznie mniejszym stopniu na imprezy typu urodziny eventy i tego typu spotkania. Więc ten brak klienta indywidualnego jest teraz bardzo odczuwalny. Dołączyły do tego rosnące koszty funkcjonowania, bo jest inflacja, bo są nowe rozwiązania, które niestety często uderzają w przedsiębiorców np. koszty dezynfekcji są bardzo wysokie. To wszystko odczuwamy na własnej skórze. Niestety część firm albo zmniejsza powierzchnię wynajmowaną, o ile jest taka możliwość, albo w ogóle rozpatruje zmianę tej lokalizacji, zmianę lokalu na mniejszy, taki który daje możliwość na przykład prowadzenia jakichś eventów na wyłączność, bo to jest jeszcze to okienko, które daje nam szansę przetrwania.

Dla wielu retialerów wyzwaniem są także zmiany nawyków konsumenckich. W jakim tempie klienci wracają do Waszych placówek?

Istotnie. Branże czekają zmiany gdyż klienci teraz wolą spotykać się w zaufanych grupach, rodzinnych, szkolnych, tam gdzie i tak dzieci mają ze sobą styczność, natomiast boją się i to jest zwłaszcza teraz w kolejnej fali bardzo mocno odczuwalne, boją się kontaktu z osobami przypadkowymi, losowymi. Kiedyś rodzice szukali takich momentów, kiedy było więcej dzieci na jednej powierzchni żeby dziecko miało się z kim bawić. Teraz jest odwrotnie. Teraz boją się, żeby dziecko spotykało się z obcymi osobami. Wszystko to i brak możliwości przewidywania i planowania utrudnia nam funkcjonowanie.

Czy w takiej sytuacji możliwe jest planowanie nowych inwestycji?

Ryzyko kolejnego lockdownu jest paraliżujące dla wielu firm i blokuje nam możliwość inwestycji. W tej chwili w zasadzie branża musi sobie radzić tylko i wyłącznie dzięki kapitałowi, który ostatnimi czasy udało się zgromadzić. Nie mamy też żadnej możliwości brania kredytów, przynajmniej dla średnich i małych firm, ponieważ ryzyko związane z branżą jest na tyle duże, że nawet składki wszelkiego rodzaju ubezpieczenia, które do niedawna mieliśmy na rozsądnym poziomie, w tej chwili drastycznie wzrosły. Nie potrafimy zaplanować tego co będzie za miesiąc, za dwa. Nasze inwestycje są wstrzymane i boimy się zatrudniać. Dużym problemem jest także praktycznie brak imprez masowych, które zawsze dawały duży zastrzyk pieniędzy. Mikołajki i Andrzejki u większości z nas przyniosły straty. Mało kto zdecyduje się na ryzyko organizacji balów sylwestrowy dla najmłodszych.

Czy pandemia wymusiła na branży zmianę formatów? Zmniejszanie powierzchni? Przebranżowienie?

Tak. To już się dzieje. Na pewno w tej chwili lokale przechodzą z funkcjonowania takiego w pełni otwartego na półotwarte, czyli np. imprezy okolicznościowe są zamknięte, nie ma wtedy możliwości wejścia klienta indywidualnego. Z jednej strony budzi to frustrację u klientów indywidualnych, obniża nasze przychody, ale tak naprawdę w wielu przypadkach to jest jedyna szansa na przetrwanie tego trudnego okresu. Sytuacja jest, nazwałabym, umiarkowana. Jeśli nie będzie dalszego pogorszenia sytuacji, duża część przedsiębiorców powinna przetrwać, choć nie na tych samych zasadach, co do tej pory. Proszę też nie mylić przetrwania z zarabianiem. Dla wielu obiektów obecny okres jest przede wszystkim walką o dotrwanie do poprawy sytuacji, względnej normalizacji, na bardzo niewielkim poziomie dochodu albo i bez niego.

Na jakich zasadach teraz chcecie podpisywać te umowy najmu powierzchni?

Najemcy z naszej branży chcą, o ile to możliwe, zabezpieczać się na wypadek lockdownu. Natomiast z naszych badań wynika, że w chwili obecnej, na jakąkolwiek renegocjację umowy mogło liczyć zaledwie kilka spośród ponad setki firm, które zrzeszamy. Cała reszta musi funkcjonować na umowach najmu zawartych jeszcze przed pandemią, co przekłada się na to, że mają po prostu straty. Przy czym są firmy, które znalazły dla siebie lukę i działają dzięki organizacjom warsztatów, kursów edukacyjnych kierowanych do grup, no i oczywiście organizując imprezy na wyłączność. Są próby działania online, ale na to mogą sobie pozwolić najmniejsze firmy, których koszty nie są tak duże.

To oznacza, że w tej chwili nie jesteście zbyt pożądanym najemcą w centrum handlowym?

Niestety tak się stało, że przestaliśmy być atrakcyjni. Przerzucają nam najmniej atrakcyjne lokalizacje, umowy często są przedłużane na tymczasowych zasadach i najemca tak naprawdę wisi na niedookreślonym stanie, obawiając się tego, co będzie za chwilę. Próby przedłużenia umowy na tych samych zasadach dla wielu kończą się na niczym. Generalnie mniejsze lokale nawet w galeriach handlowych, w tej chwili w ogóle są traktowane bardzo mocno po macoszemu. No i przede wszystkim trzeba pamiętać o jednym, ruch w galeriach handlowych jest znacznie mniejszy i najemcy w galeriach handlowych mają dużo niższe przychody, niż w latach ubiegłych. Do tego doliczmy drastyczny wzrost kosztów, inflację, rozwiązania Nowego Ładu, ostatnie ograniczenia w funkcjonowaniu, które ponownie uderzają w naszą branżę. A jednocześnie wielu wynajmujących kieruje się próbą szybkiego nadrobienia strat, kosztem najemców, a w dłuższej perspektywie kosztem w funkcjonowaniu własnego obiektu, bo to, co było budowane latami bardzo szybko można zaprzepaścić. Są to działania krótkowzroczne, gdyż żeby odbudować tego rodzaju lokal są inwestycje rzędu setek tysięcy złotych, jeśli nie milionów przy obiektach o dużych powierzchniach w galeriach handlowych.

Ile jeszcze mogą potrwać Państwa problemy? Czy branża ma szansę na pełną odbudowę?

Branża ma przed sobą 2-3 trudne lata. To jest pewne. Obecnie większość operatorów funkcjonuje na granicy opłacalności więc umowy na zasadach sprzed pandemii są nierealne. Część umów jeszcze obowiązuje, część firm musiała przedłużyć umowy, ze względu na obowiązujące przepisy, czyli zwolnienie z czynszu w zamian za przedłużenie umowy na tych samych zasadach. To wszystko jest przed nami i trudno mówić, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Niewątpliwie wielu operatorów zniknie z rynku i tego typu oferta w centrum handlowym będzie ograniczona.

Przeniesiecie się do innych lokalizacji?

To co było przewagą w centrach handlowych do niedawna i co sprawiało, że mimo wysokich czynszów najemcy się decydowali na takie obiekty, to lokalizacja i zapewniona grupa docelowa. W tej chwili galerie przestają być atrakcyjne.

Rozmawiała: Katarzyna Łabuz