komercjalizacja i zarządzanie centrami handlowymi
komercjalizacja i zarządzanie centrami handlowymi
[WYWIAD] Michał Masztakowski, C&W: część projektów zniknie z rynku

Niektóre projekty handlowe trzeba będzie po prostu zburzyć, a działki przebudować pod funkcje mieszkaniowe lub znaleźć dla nich zupełnie inne przeznaczenie – mówi Michał Masztakowski, Head of Retail Agency, agencji Cushman & Wakefield, która jest Partnerem Strategicznym wrześniowych targów #scf2026fall.
W ubiegłym roku odnotowaliśmy bardzo dużą podaż nowej powierzchni handlowej, przekraczającą pięćset tysięcy metrów kwadratowych. Ten wysoki poziom utrzymuje się już od kilku lat. Jak długo utrzyma się ten trend ?
Aby to dobrze zrozumieć, musimy cofnąć się do momentu wybuchu pandemii COVID-19. To był prawdziwy punkt zwrotny dla handlu detalicznego, nie tylko w Polsce i naszym regionie, ale i w wielu innych miejscach na świecie – wszędzie tam, gdzie wprowadzono restrykcje i obostrzenia dotyczące robienia zakupów w tradycyjnych centrach handlowych. W tym właśnie momencie swoją szansę zyskały parki handlowe.
To był impuls, od którego zaczął się ich niezwykle mocny rozwój. Inwestorzy dostrzegli tę lukę na rynku i szybko zorientowali się, lokując kapitał w tego typu obiekty.
Kolejnym kluczowym czynnikiem napędzającym ten rynek stał się napływ oraz ekspansja nowych sieci handlowych typu value retailers. Ich rozwój jest wyjątkowo dynamiczny. Intensywne poszukiwanie przez te sieci nowych powierzchni daje całemu sektorowi potężny impuls do dalszego wzrostu. Co ważne, parki handlowe są znacznie tańsze w utrzymaniu w porównaniu do klasycznych galerii, ponieważ mają bardzo ograniczoną przestrzeń wspólną. Ponadto są relatywnie łatwe i szybkie w budowie, co pozwala deweloperom dostarczać na rynek duże ilości nowej powierzchni w krótkim czasie.
Czy biorąc pod uwagę te liczby – ponad 550 tysięcy metrów kwadratowych w ubiegłym roku i kolejne plany inwestycyjne na podobnym poziomie – można powiedzieć, że polski rynek ma jeszcze długą drogę do momentu gdy będzie można powiedzieć, że wszedł w fazę stabilizacji, czy stagnacji?
O stabilizacji możemy mówić raczej wtedy, kiedy dopływ nowych projektów na rynek jest regularny, przewidywalny i utrzymuje się na stosunkowo niedużym poziomie. Tymczasem, gdy patrzymy na obecne dane – gdzie mamy 550 tysięcy metrów kwadratowych za 2025 rok, a w budowie znajduje się aż 770 tysięcy metrów kwadratowych z planem na 2026 rok – trudno tu widzieć stagnację.
Czy to wszystko zostanie oddane w wyznaczonym czasie?
Zobaczymy. W procesach inwestycyjnych to naturalne, że pojawiają się niespodziewane okoliczności i terminy niektórych projektów się przesuwają. Warto zauważyć, że wspomniany wynik 550 tysięcy metrów z 2025 roku to w dużej mierze efekt tego, iż część inwestycji nie została sfinalizowana w 2024 roku i przeszła na kolejny rok.
Takie przesunięcia na rynku nieruchomości handlowych zdarzają się zawsze. Niemniej jednak fakt, że tak ogromny wolumen powierzchni pozostaje w budowie, świadczy o bardzo dynamicznych wzrostach i intensywnym rozwoju. Dlatego w przypadku parków handlowych nie mówiłbym jeszcze o stabilizacji, lecz o kontynuacji silnego trendu wzrostowego.
Jeśli szukamy na rynku handlowym stabilizacji, to znajdziemy ją w sektorze tradycyjnych, dużych centrów handlowych. Ten format jest już w pełni rozwinięty i dojrzały. Choć pojawiają się pojedyncze zapowiedzi nowych, dużych inwestycji, takich jak w Wilanowie, to większość działań w tym segmencie skupia się na modernizacjach, przebudowach, rozbudowach, zmianach aranżacji czy rekonfiguracji i rekomercjalizacji istniejących obiektów. Ta część rynku jest absolutnie ustabilizowana. Natomiast parki handlowe wciąż znajdują się w procesie dynamicznej ekspansji i choć w przyszłości na pewno dojdziemy do momentu stabilizacji, to obecnie stale idziemy drogą wyraźnego wzrostu.
Co takiego się stało, że wcześniej nie dostrzegano tych atutów parków handlowych? Przecież warunki pandemiczne trwały około dwa lata, a ten proces dynamicznego rozwoju parków trwa do dzisiaj. Co sprawia, że to właśnie one są obecnie tak dobrym produktem, podczas gdy galerie handlowe straciły pozycję lidera jako nowy produkt inwestycyjny?
Przede wszystkim musimy zacząć od analizy tego, kto się dzisiaj na rynku rozwija, jakie sieci handlowe stawiają na ekspansję i co w ogóle dzieje się obecnie w całym sektorze retailowym. To jest kluczowy czynnik, który – poza oczywiście elementami czysto ekonomicznymi, będącymi niezwykle istotną podstawą każdej inwestycji – decyduje o obecnej sytuacji. Musimy patrzeć na to, kto rośnie w siłę.
Jeśli przyjrzymy się bliżej temu, co dzieje się ze sklepami na rynku, zauważymy dwa główne zjawiska. Z jednej strony następuje bardzo wiele konsolidacji, powiększeń lub redukcji powierzchni sklepów w zależności od aktualnych potrzeb, a także zamykanie niektórych lokalizacji.
Z drugiej strony dzisiaj rozwijają się głównie sieci typu value retailers, czyli najemcy, których można określić mianem price sensitive – są oni wyjątkowo wrażliwi na koszty. Dla tych firm wysokość czynszów oraz opłaty związane z bieżącym utrzymaniem sklepu to absolutnie kluczowe czynniki w dzisiejszym handlu detalicznym. Zresztą kwestia kosztów zawsze była ważna, ale dla tej konkretnej grupy najemców jest ona wręcz krytyczna. Z tego powodu wielu z nich po prostu nie stać na to, aby otwierać swoje placówki w tradycyjnych galeriach handlowych, a już w szczególności w tych najbardziej prestiżowych, tzw. prime’owych projektach.
W tym miejscu pojawiają się parki handlowe, które są w stanie tę lukę w dostępności odpowiedniej cenowo powierzchni skutecznie zniwelować. Dodatkowo, w przeważającej większości przypadków, są to projekty powstające blisko ludzi – w bezpośrednim sąsiedztwie dużych osiedli mieszkaniowych. Dzięki temu idealnie służą do robienia codziennych, podstawowych zakupów.
Oczywiście istnieją na rynku również duże lub bardzo duże parki handlowe, które stanowią samodzielną destynację zakupową i idą bardziej w kierunku oferty modowej, ale takich projektów mamy w Polsce dosłownie kilka lub stanowią one inną specyficzną specjalizację. Kluczowy jest fakt, że marki, które dzisiaj najsilniej się rozwijają, poszukują właśnie mniejszych, lokalnych projektów i to jest najważniejszy powód, dlaczego to one teraz rosną, podczas gdy wcześniej dynamicznie rozwijały się duże centra handlowe.
Ja wrócę jednak do pytania dlaczego ta luka rynkowa, w postaci parków handlowych, stała się widoczna dopiero w momencie kryzysu, wywołując aż tak ogromną falę inwestycji?
Warto pamiętać, jak wyglądała historia. Na samych początkach rynku centrów handlowych w Polsce oddawano rocznie zaledwie jeden, dwa lub trzy obiekty. Potem nastąpił boom i otwierano ich nawet po 20 rocznie, co stanowiło gigantyczną ilość powierzchni. Dzisiaj dokładnie to samo zjawisko obserwujemy w segmencie parków handlowych. Przy obecnej dynamice otwieramy w Polsce po kilkadziesiąt takich obiektów rocznie. Dość powiedzieć, że aż 20% całej powierzchni handlowej dostarczonej w postaci parków handlowych w Europie przypadło właśnie na Polskę. To jest gigantyczny wolumen, który doskonale obrazuje skalę i dynamikę tego wzrostu.
Wcześniej ta luka na rynku była niezauważalna, ponieważ uwaga wszystkich inwestorów była bez reszty skupiona na tradycyjnych centrach handlowych. Dopiero nagła potrzeba wymusiła na nas zmianę myślenia i stworzenie formatów łatwo dostępnych, które mogą funkcjonować w sposób bardziej niezależny. Okazało się, że z punktu widzenia biznesowego to świetny interes, a z punktu widzenia konsumenta – coś, czego ludzie po prostu bardzo mocno poszukują. Klienci chcą robić codzienne, podstawowe zakupy blisko domu, na przykład wracając z pracy. Nie mają ochoty za każdym razem jechać do dużej galerii handlowej, na co zawsze trzeba poświęcić znacznie więcej czasu.
W ten sposób na rynku wyklarowały się dwa zupełnie różne sposoby robienia zakupów. Do centrów handlowych udajemy się po tzw. shopping experience – tam spędzamy wolny czas, wybieramy ubrania, idziemy na rozrywkę czy robimy bardzo duże zakupy. Z kolei po codzienne, podstawowe rzeczy – takie jak chemia domowa, proszek do prania, artykuły spożywcze, świeże pieczywo z piekarni czy inne artykuły pierwszej potrzeby – idziemy do parku handlowego. Tak jest po prostu szybciej i znacznie prościej.
Kiedy dwa, trzy lata temu pytałem inwestorów – czyli tych, którzy są najbardziej zainteresowani tym, żeby utrzymać ten rozwój jak najdłużej – to oni mówili, że potrwa to jeszcze dwa, trzy lata. Tymczasem tych projektów mamy coraz więcej, a granica nasycenia wciąż się przesuwa. Gdzie zatem jest ten ostateczny kres?
Sądzę, że są miejsca, w których ten kres już faktycznie nastąpił. Mamy w Polsce lokalizacje, gdzie działa już kilka parków handlowych i właśnie mijają pierwsze pięciolatki od ich otwarcia. W tych obiektach dochodzi obecnie do korekt rynkowych. Niektórzy najemcy wprost mówią, że to nie jest format dla nich, ponieważ dostępne powierzchnie okazują się dla nich albo za duże, albo za małe, bądź same miasta są zbyt skromne pod względem potencjału i potrzebują oni czegoś zupełnie innego. Następuje więc naturalny proces weryfikacji.
Z drugiej strony oczywiście wciąż istnieją na mapie obszary, gdzie po prostu tych parków handlowych na dzień dzisiejszy jeszcze nie ma i tam one nadal są budowane. Mówimy tutaj jednak o mniejszych projektach, o powierzchni dużo poniżej 10 tysięcy metrów kwadratowych. Powstają one w dość małych miejscowościach, ponieważ inwestycje są realizowane nawet w ośrodkach liczących zaledwie 3,5 tysiąca mieszkańców. Oczywiście w takich przypadkach musimy popatrzeć na coś więcej niż tylko na samą liczbę ludności w danym miejscu – kluczowe są odpowiednio większe strefy zasięgu, czyli tzw. catchmenty.
Niemniej jednak w tak małych strukturach te obiekty już powstają. Zobaczymy, jak one się tam ostatecznie sprawdzą w praktyce, zwłaszcza że w sąsiedniej, równie małej miejscowości o populacji 3,5 tysiąca osób, często równolegle buduje się kolejny, konkurencyjny projekt. Pojawia się więc uzasadnione pytanie, czy dwa takie obiekty nie będą już zbyt dużą ilością jak na potrzeby tego catchmentu. Na razie jednak wciąż jest miejsce na rynku.
Nowa przestrzeń dla parków handlowych znajduje się także w okolicach dużych miast. Metropolie oferują na ogół wysokiej jakości powierzchnię handlową w tradycyjnych centrach handlowych, która jednak ze względu na wysokie koszty i czynsze nie zawsze jest dostępna dla wszystkich najemców. Powstające wokół nich parki handlowe, oferujące tańszą powierzchnię, są po prostu niezwykle ciekawą alternatywą, a przy okazji dają markom możliwość rozwijania się znacznie bliżej klienta.
Mamy tutaj zatem kilka różnych czynników i obszarów, w których te projekty mogą się jeszcze rozwijać i w których pewnie będą to robić. To, jak długo ten proces potrwa, będzie zależało od dynamiki, z jaką można budować te obiekty. Moim zdaniem istnieją już jednak lokalizacje, które są nasycone, a momentami nawet przesycone i tam możemy spodziewać się głębszych korekt, bo powierzchni będzie po prostu za dużo
Czy możemy powiedzieć, że są jeszcze regiony Polski, gdzie nasycenie parkami handlowymi kształtuje się dużo poniżej średniej? Gdzie Twoim zdaniem istnieje jeszcze największe pole do działania?
Nie wiem, czy na dzisiejszym rynku można jeszcze znaleźć jakieś zupełnie zapomniane miejsca. Ogólna dynamika inwestycji jest na tyle duża, że ten rozwój w miarę równomiernie dociera już do wszystkich zakątków kraju. Rzeczywiście wschodnia część Polski jest tym obszarem, który tradycyjnie cechuje się nieco mniejszą dynamiką rozwoju.
Z drugiej strony, mówiąc o tych rejonach, nie chciałbym ich w żaden sposób stygmatyzować i twierdzić, że to jest ten biedniejszy obszar Polski, bo byłoby to głęboko nieuczciwe – wszędzie, w każdym regionie, mieszkają ludzie zarówno zamożniejsi, jak i ci o skromniejszych dochodach.
Kluczowe jest to, że specyfika wschodnich regionów to znowu idealne miejsce właśnie dla parków handlowych. Wynika to z faktu, że parki handlowe oferują asortyment i marki, które są przystępne cenowo dla bardzo szerokiego grona klientów, więc jest to koncepcja skierowana praktycznie do każdego. Z tego powodu wolałbym uciec od odpowiedzi opierającej się na uśrednianiu rynku i jednoznacznym wskazywaniu całych regionów. Istnieją konkretne lokalizacje, w których wciąż brakuje tego typu inwestycji, i są takie, które są już nimi mocno przesycone.
Analizę trzeba przeprowadzać niezwykle szczegółowo: per konkretne miasto, per dana lokalizacja, per gmina czy województwo. Nawet w obrębie jednego województwa nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że jest ono nasycone. Może się bowiem zdarzyć, że w samym mieście wojewódzkim powstało bardzo dużo projektów i statystyczna średnia wykaże pełne nasycenie całego regionu, podczas gdy na prowincji tego samego województwa wciąż istnieją wyraźne białe plamy, gdzie można spokojnie i bezpiecznie inwestować. Jednocześnie są obok miejsca mocno już zainwestowane, gdzie rynek jest nasycony produktami w postaci istniejących parków handlowych lub innych obiektów handlowych. W obecnej fazie rozwoju musimy więc patrzeć na rynek wyłącznie przez pryzmat bardzo wąskich, lokalnych możliwości.
Jakie inne koncepty, z punktu widzenia nowych projektów deweloperskich, mogą być lub są dzisiaj najciekawsze? Czy jest jeszcze w ogóle miejsce na nowe outlety? Czy obiekty wielofunkcyjne typu mixed-use są tym kierunkiem, który będzie się teraz dynamicznie rozwijał?
Na dzień dzisiejszy mamy taką sytuację, że Polska szeroko pojętymi centrami handlowymi stoi – i mam tu na myśli zarówno klasyczne galerie, jak i stale rosnące parki handlowe. To są formaty, które cały czas się rozwijają.
Jeśli natomiast chodzi o outlety, to moim zdaniem ten rynek jest już bardzo mocno nasycony. Nie mam przekonania, aby istniała potrzeba budowania kolejnych takich obiektów, i obecnie nie słyszy się, żeby miały powstawać jakieś nowe projekty outletowe. Ten segment wydaje się już w pewien sposób ułożony i mocno stabilny. Oczywiście poszczególne, istniejące już projekty mogą się lokalnie rozwijać, przeobrażać czy powiększać w zależności od aktualnych potrzeb, ale jeśli chodzi o zupełnie nowe inwestycje od podstaw, to nie sądzę, aby rynek ich potrzebował.
Wynika to ze specyfiki tego formatu – są to obiekty, które mają bardzo duży obszar oddziaływania. Aby outlet dobrze funkcjonował, musi mieć w swojej strefie zasięgu, czyli w tzw. catchmentcie, około dwóch milionów osób. Mówimy tu o dużych odległościach, gdzie klienci na dojazd poświęcają docelowo ponad godzinę. W Polsce outlety powstawały relatywnie blisko miast, co kiedyś wynikało z innej infrastruktury drogowej. Dzisiaj sieć dróg jest jednak bez porównania lepsza, dzięki czemu istniejące projekty są z powodzeniem zasilane klientami z bardzo odległych miejsc i to w zupełności wystarcza. Zwłaszcza że outlety to miejsca, do których jedziemy celowo. One słabiej działają w środku tygodnia, a zdecydowanie lepiej pod koniec tygodnia i w weekendy. Ten temat mamy więc na rynku zamknięty.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o projekty mixed-use oraz wielkie osiedla mieszkaniowe z dostępną przestrzenią handlową – to jest kierunek, który przede wszystkim w dużych miastach będzie stanowił niezwykle atrakcyjną ofertę dla rozwoju handlu. Chodzi o powierzchnie handlowe i usługowe w budynkach biurowych zlokalizowanych w centrach miast, tworzone po to, aby te przestrzenie nie były wyalienowane.
Kiedy nowy budynek staje w centrum miasta, nie powinien być martwą plombą, obok której po prostu się przechodzi, lecz musi stawać się żywą tkanką miejską. Chodzi o to, aby partery tych budynków utworzyły otwartą ofertę dla wszystkich przechodniów, a nie były przeznaczone wyłącznie dla użytkowników, pracowników czy najemców danego biurowca. Wtedy taka architektura pięknie integruje się z miastem.
Dokładnie to samo dotyczy nowoczesnej mieszkaniówki. Kiedy powstają wielkie osiedla mieszkaniowe, ta przestrzeń handlowo-usługowa musi być przemyślana i zaprojektowana od samego początku. Powinno się tam tworzyć coś na kształt, w cudzysłowie, parków handlowych na parterach budynków mieszkalnych. Dzięki temu mieszkańcy tych nowych, dużych skupisk otrzymają wygodny i bezpośredni dostęp do podstawowych usług tuż pod własnym domem.
A co się dzieje z modernizacjami istniejących już projektów? Jaka część rynku tradycyjnych centrów handlowych stoi dzisiaj przed bezwzględną koniecznością tego rodzaju inwestycji?
W tym obszarze na rynku handlowym dzieje się obecnie całkiem sporo i bardzo wiele takich zmian związanych z obiektami komercyjnymi już trwa. Przede wszystkim pojawili się nowi inwestorzy, którzy celowo chcą inwestować w te starsze budynki i starsze projekty. Wynika to z faktu, że wydają się one być nieco tańsze przy zakupie. Kupując te nieruchomości po niższej cenie, deweloperzy zyskują odpowiednią przestrzeń finansową na to, aby je mocno doinwestować i w jakiś sposób dopasować do współczesnych potrzeb rynku. Bardzo często są to przecież lokalizacje doskonale rozpoznawalne na mapie danego miasta, które w momencie, gdy dostosują swoją ofertę do rzeczywistych potrzeb klienta, mogą dalej bardzo dobrze funkcjonować. To nadal może być niezwykle ciekawa i dobra oferta handlowa, stanowiąca świetne uzupełnienie rynku oraz trafną odpowiedź na oczekiwania konsumentów.
Musimy pamiętać, że centra handlowe na koniec dnia są dokładnie tak dobre, jak dobrze sprzedają. A sprzedają tak dobrze, jak dobrze spełniają codzienne potrzeby klientów. Ostatecznie to przecież klient robi zakupy w tym centrum handlowym i to dla niego budowane są te wszystkie obiekty. Bez konsumentów te przestrzenie po prostu nie będą działały i stracą jakąkolwiek wartość.
Odpowiadając na to pytanie bardziej precyzyjnie – na pewno jest tutaj jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ale jednocześnie ogromny proces już się dokonał i cały czas trwa. Wynika to między innymi z tego, jak zachowują się niektóre sieci. Konsolidując się, opuszczają one wybrane projekty, przez co w obiektach pojawiają się nowe powierzchnie, które można w nowoczesny sposób zagospodarować. Często w tych starszych, tańszych w utrzymaniu projektach mogą dzięki temu pojawić się najemcy typu value retailers, tworząc ciekawą ofertę dla tej grupy klientów, która do tej pory była w danej lokalizacji zupełnie niezagospodarowana.
Obserwujemy również zjawisko zmniejszania powierzchni przez hipermarkety czy supermarkety, które kurczą się o dość duże metraże, dochodzące czasami do paruset lub paru tysięcy metrów kwadratowych. Uwolniona w ten sposób przestrzeń może stanowić bardzo atrakcyjną ofertę dla nowych najemców, którzy poszukują większych lokali w centrach handlowych.
Trzeba bowiem pamiętać, że stare galerie handlowe były zupełnie inaczej projektowane niż te dzisiejsze. W tamtych konceptach było znacznie mniej powierzchni o dużych rozmiarach, a dominowały lokale o mniejszych metrażach – od kilkudziesięciu do maksymalnie trzystu metrów kwadratowych. Dzisiaj takie małe przestrzenie są prawdopodobnie najmniej potrzebne na rynku. Lokale po kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów kwadratowych były kiedyś zajmowane głównie przez sieci telefonii komórkowej, które jednak swój biznes prowadzą dzisiaj w dużej mierze przez internet – klient może zamówić i kupić telefon wraz z abonamentem bez wychodzenia z domu, a kurier dostarczy wszystko pod drzwi. Zapotrzebowanie na tak dużą ilość małych sklepów jest więc znacznie mniejsze, podczas gdy najemcy, którzy kiedyś zadowalali się powierzchnią 300, 400 czy 500 metrów kwadratowych, dzisiaj poszukują i wynajmują lokale o wielkości od 1000 do nawet 2000 metrów kwadratowych.
Podczas ostatnich targów SCF rozmawiałem w gronie kilku kluczowych najemców reprezentujących różne branże. Wszyscy oni zgodnie podpisali się pod jednym mocnym stwierdzeniem: najbliższy czas będzie momentem, w którym powiemy „sprawdzam” galeriom handlowym mającym po kilkanaście lat, w których bezpośrednim sąsiedztwie powstały lub właśnie powstają nowoczesne parki handlowe. Ich diagnoza jest jednoznaczna – nadchodzą bardzo trudne czasy dla dużej części rynku tych tradycyjnych galerii, które po prostu nie wytrzymają konkurencji z nowymi parkami handlowymi. Co o tym sądzisz?
Obecna sytuacja rynkowa będzie wyzwaniem dla starych obiektów, ale z drugiej strony to jest właśnie dla nich ogromna szansa i ratunek – odpowiednia transformacja pozwoli im przyciągnąć do siebie tych najemców, którzy z różnych powodów mogą chcieć wyjść z parków handlowych. Stąd właśnie wspominałem o tym, że te starsze, tańsze projekty oraz inwestorzy gotowi w nie zainwestować, mogą je przejąć i zagospodarować w taki sposób, aby nadal prawidłowo działały. Warunkiem jest jednak to, by ich oferta była skierowana do innego klienta i miała zupełnie inny charakter niż sztandarowe, corowe projekty na rynku.
Poza tym to hasło „sprawdzam” dotyczy generalnie całego rynku handlowego w równej mierze – w tym także samych parków handlowych. Przecież doskonale znamy sytuacje, w których obok działającego już parku handlowego o powierzchni 3 tysięcy metrów kwadratowych, nagle powstaje inny, konkurencyjny obiekt o powierzchni 8, 10 czy nawet 15 tysięcy metrów kwadratowych. I co ma wtedy zrobić ten mniejszy, starszy park handlowy? On również będzie musiał albo szybko znaleźć nowy pomysł na siebie, albo po prostu się zamknie.
Mówiąc wcześniej o korektach na rynku, miałem na myśli właśnie to, że część projektów komercyjnych z czasem naturalnie zniknie z mapy i trzeba będzie znaleźć na te nieruchomości zupełnie inne rozwiązania. Być może niektóre z nich trzeba będzie po prostu zburzyć, a działki przebudować pod funkcje mieszkaniowe lub znaleźć dla nich zupełnie inne przeznaczenie użytkowe.
Nie byłbym jednak aż tak bardzo radykalny w twierdzeniach, że parki handlowe bezwzględnie zniszczą te mniejsze centra handlowe. Faktem jest, że parki handlowe jako nowa przestrzeń oferują powierzchnię idealnie dostosowaną do współczesnych potrzeb najemców. Są one łatwiejsze do zaadaptowania, nowoczesne i znacznie lepiej przygotowane dla sklepów poszukujących dużych metraży.
Jednak nie można powiedzieć, że na całym rynku bez wyjątku wydarzy się to samo. O takich procesach trzeba rozmawiać wyłącznie analizując przypadek po przypadku, lokalizacja po lokalizacji. Dlatego bardzo mocno uciekam od jakiejkolwiek generalizacji i kategorycznych stwierdzeń, że teraz na pewno będzie tak, a kiedyś było inaczej. W obecnych realiach musimy operować na bardzo konkretnych przykładach miast oraz poszczególnych inwestycji, aby móc rzetelnie ocenić, czy dany projekt ma realne szanse przetrwać, jakie stoją przed nim bezpośrednie zagrożenia, a może nie ma dla niego żadnego niebezpieczeństwa. Czas ogólnych reguł dla całego rynku bezpowrotnie minął.
Rozmawiał: Radosław Rybiński



