POHiD policzył straty

Centrum handlowe

Centrum handlowe

Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji (POHiD) wyraziła sprzeciw w związku z powrotem grupy posłów z czterech klubów parlamentarnych (PO, PiS, SP i PSL do idei rozszerzenia zakazu pracy w handlu na wszystkie niedziele, pomimo wielokrotnie przedstawianych w przeszłości argumentów o charakterze gospodarczym i społecznym.

– Uważamy, że proponowane rozwiązanie grozi poważnymi, wymiernymi startami w firmach sektora handlu oraz usług i produkcji. Skutkiem tego będzie likwidacja wielu miejsc pracy: według wyliczeń POHiD, tylko w handlu sieciowym, zatrudniającym ok. 450 tys. ludzi (bez sieci kupieckich, opartych głównie o umowy franczyzowe) zlikwidowanych zostanie od 25 do nawet 40 tys. kalkulacyjnych stanowisk pracy. Dodawszy do tego wspomniane sieci kupieckie, z których ok. 90 proc. zatrudnia pracowników na umowy o pracę, liczbę tę trzeba będzie zwiększyć o kolejne 15 tys. osób (zatrudnienie w tej formule handlu oblicza się na ok. 300 tys. pracujących w ok 43 tys. sklepów kupieckich, zintegrowanych przez hurt lub firmy produkcyjne). W samym więc sektorze dystrybucji mówić można o poważnym kryzysie zatrudnienia. Pamiętać też trzeba, że ewentualny zakaz pracy w niedzielę bedzie miał również negatywny wpływ na sektor produkcji i rynek centrów handlowych, które wynajmują swe powierzchnie sklepom.

POHiD wielokrotnie formułował argumenty przeciwko ograniczaniu czasu pracy w niedziele.

– Uważamy, że tego typu rozwiązania mają charakter restrykcji w stosunku do całego sektora handlu i wywrą negatywny wpływ na jego funkcjonowanie zarówno w segmencie nowoczesnym, jak i tradycyjnym. Uderza to w podstawowy dla handlu zasób jakim jest czas pracy. Eliminacja 1/7 tego zasobu to w polskich warunkach niemal pewna fala wielotysięcznych bankructw firm kupieckich działających w sieciach oraz spadek i tak już bardzo niskiej rentowności sieci handlowych. Przeprowadzone kilka lat temu badania (przy okazji poprzedniej kampanii na rzecz ograniczenia czasu pracy handlu) wskazują, że – w zależności od lokalizacji, formatu, profilu biznesowego, asortymentu – firmy realizują w niedzielę od 4 proc. do 12 proc. przeciętnego obrotu tygodniowego. Firmy zaś segmentu centrów handlowych dzięki działalności niedzielnej mają nie mniej niż 15 proc. tygodniowego przychodu. Przy średniej rentowności sektora handlu, nie przekraczającej 2 proc., takie „uderzenie” w obrót jest postawieniem tysięcy firm kupieckich i większości sieci handlowych w obliczu groźby wieloletniej nierentowności, co dla słabszych graczy skończy się bankructwem. W świetle statystyki powoływanie się na argument , że planowana regulacja prawna uratuje małe firmy, gdyż pozostawi im możliwość pracy w niedzielę brzmi niepoważnie. Firmy mikro bowiem to niecałe 6 proc. ogólnej sprzedaży handlu. Z kolei sklepy kupieckie, sieciowe lub niezależne, nie zatrudniające pracowników i mogące pracować „pod zakazem”, to nie więcej niż 2-3 proc. sprzedaży rynku (jest ich co najwyżej kilka tysięcy). Powstaje pytanie – czy dla wątpliwego „komfortu” konkurencyjnego kilku procent rynku można więcej niż 90 proc. jego uczestników narazić na straty i niebezpieczeństwo upadku? I to w czasie, gdy cała gospodarka narodowa próbuje uniknąć recesji, a GUS informuje o 14 proc. bezrobociu – dodaje POHiD.

Gospodarka polska ma specyficzną strukturę PKB – otóż ok. 60 proc. PKB generowane jest na rynku wewnętrznym, reszta zaś to eksport. Dlatego porównywanie polskich realiów do sytuacji instniejącej w krajach takich jak Niemcy, czy Francja, gdzie ok 70 proc. PKB pochodzi z eksportu, jest według POHiD nietrafne i niewłaściwe.

– Przypomnieć trzeba, że wymienione państwa w sytuacji zagrożenia recesją znacząco poluzowały ograniczenia, oddając decyzję o czasie pracy handlu  władzom lokalnym i municypalnym. Kraje te wiedzą, że rynek wewnętrzny nabierać będzie coraz większego znaczenia, jako bardziej kontrolowalny, niż procesy rynku światowego, gdzie oczywiście zarabia się szybko i dużo, ale równie szybko i dużo się traci, o czym Niemcy trzy lata temu przekonały się bardzo boleśnie, popadając w wielomiesięczną recesję, sięgającą chwilami nawet 6 proc. Do rynku wewnętrznego sięgnęły też takie kraje jak Włochy czy Wielka Brytania, eliminując wszelkie ograniczenia handlu. Polska ma unikalny na skalę świata sukces w transformowaniu swej gospodarki w oparciu o model skierowujący główny impet rozwojowy na budowę potencjału na rynku wewnętrznym, co pozwalało uniknąć natychmiastowego zderzenia się z wielkimi ryzykami generowanymi przez rynki światowe. Nie wolno dla ideologicznych postulatów, uzasadnianych łatwymi odwołaniami do gospodarek o zupełnie innym charakterze, pozwolić tego zepsuć – skutki mogą być wielodekadowe. Wprowadzenie restrykcji w krajach, gdzie niedzielne zakupy są elementem społecznego zwyczaju wydaje się być bezzasadne. Takim krajem jest Polska – Polacy lubią niedzielne zakupy. Przeprowadzone sondaże potwierdzają, że w niedzielę i święta niektóre obiekty wielkopowierzchniowe odwiedza nawet dwukrotnie więcej klientów niż w dni powszednie. Badania potwierdzają, że ponad 70 proc. konsumentów opowiada się za otwarciem sklepów w niedzielę, gdyż nowoczesne obiekty handlowe pełnią szereg funkcji nie związanych z handlem i zakupami. Twierdzenie, że można kupić wszystko w sobotę, a każdy z konsumentów i tak wyda tyle samo, czy to w sześć, czy siedem dni jest po prostu mistyfikacją – dodaje POHiD.

Tagi:

Reklama

SCF 2017 Spring 1-15.12.2016